Marian Brudzyński Marian Brudzyński
34
BLOG

Refleksje po-irlandzkie, na ProPolonia.pl

Marian Brudzyński Marian Brudzyński Polityka Obserwuj notkę 0

Po tym jak Irlandczycy odrzucili Traktat Reformujący UE, wśród polskich eurosceptyków przeważają dwa stany emocjonalne. Pierwszym z nich jest moralny kac, który wziął się z przeświadczenia, że to Polacy - jako przynajmniej teoretycznie najbardziej chrześcijański naród Europy - winni przewodzić w starciu z rodzącym się super-państwem.

Drugie powszechne uczucie, to euforia. Bierze się ona nie tylko z samego faktu pełnej solidarności ze zwycięzcami irlandzkiego referendum, ale i z przyjemności doświadczania zafrasowanych min rodzimych euroentuzjastów. Ci ostatni, mający niekwestionowany monopol na mądrość i przewidywanie świetlanej przyszłości pod gwiaździstym sztandarem, poczuli się trochę jak wydojone święte krowy. A czyż może być coś przyjemniejszego niż widok całkowicie zdezorientowanych, zapominających języka w gębie gadających głów?

Jednak ta nasza kaco-eurofia daleko nas nie poniesie. Bo choć nie ma co się oszukiwać, że w ewentualnym referendum Polacy postąpiliby podobnie do Irlandczyków, to musimy zdać sobie sprawę z konsekwencji przepastnej różnicy w zamożności obydwu tych narodów. Polacy ślepo prą do Unii Europejskiej jako jedynej, ich zdaniem, szansy na poprawę swojego bytu. Notorycznie zdradzani przez swoich rządzących, oddadzą się we władzę każdemu, kto w dobrze skrojonym gajerku prawi im miłe słówka. Irlandczykom z kolei żyje się całkiem nieźle i dzięki temu interesuje ich znacznie więcej, niż zawartość własnego garnka.

I ten entuzjazm powodowany doniesieniami z Zielonej Wyspy szybko nam przejdzie. Władcy tego świata znajdą tysiąc sposobów, by irlandzkie "nie" nie przeszkodziło im w marszu. Mają ku temu wszelkie siły i środki. Tym bardziej, że zbliża się prezydencja niemiecka w UE. A komu, jeśli nie Niemcom, najbardziej zależy na utworzeniu Mitteleuropy?

Cóż zatem nam zostało? Samoorganizacja! Obrośnięcie tysiącami stowarzyszeń, fundacji, spółdzielni, klubów, w których nie tylko poznamy się, zasłużymy na wzajemne zaufanie, ale i nauczymy się skutecznie działać, poznawać gospodarcze i socjologiczne mechanizmy, korzystać z tych wszystkich narzędzi, które dziś dostępne są tylko naszym przeciwnikom. Dziś pozostał nam tylko "wielkopolski pozytywizm". O romantyzmie w działaniu musimy zapomnieć. Dla własnego dobra.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka