570
BLOG
Śmierć wrogom Ojczyzny!
Tekst Przemysława Czyżewskiego, który za zgodą Autora ukazał się również na naszym Portalu... Śmierć wrogom Ojczyzny! 15 sierpnia minęła 65 rocznica brawurowego ataku Uderzeniowych Batalionów Kadrowych na niemieckie osady w Prusach Wschodnich. Akcja była odwetem za nazistowskie zbrodnie na Polakach. 15 sierpnia minie 65 rocznica brawurowego rajdu wydzielonego oddziału VIII Uderzeniowego Batalionu Kadrowego na niemieckie osady w okolicach Pisza. Akcja miała charakter odwetowy, a do jej przeprowadzenia utworzono odział specjalny z 28 dobrze uzbrojonych (1 ckm, 3 rkm, 4 pm, 3 sowieckie karabiny SWT-40, blisko 20 kb i 10 sztuk broni krótkiej; ponadto na każdego przypadło po kilka granatów oraz 200 - 300 sztuk amunicji) żołnierzy pod dowództwem ppor. Stanisława Karolkiewicza „Szczęsnego”. Celem akcji była osada w okolicach miejscowości Turośl (Mittenheide) i teren leśnictwa Krzywa Łąka (Krummenheide). Miejsca te oddalone są ok. 20 km od Pisza, z bardzo silnym wówczas garnizonem niemieckim, i 25 km od Rucianego Nidy, gdzie znajdowała się kwatera polowa Hermanna Göringa. Nie wspominając o odległej o 80 km kwaterze głównej Adolfa Hitlera w Gierłoży, tzw. Wilczym Szańcu. Termin akcji miał znaczenie symboliczne, uderzenie nastąpiło w dniu święta Wojska Polskiego – 15 sierpnia 1943r. O źródłach zaplanowania tak śmiałej akcji bojowej wspomina Zofia Kobylańska, sanitariuszka UBK: „(...) Pod koniec lipca (...) docierały wiadomości o masowych aresztowaniach, egzekucjach i pacyfikacjach, przeprowadzanych w Białostockiem. (...) Trzeba więc było zrobić coś, co uświadomiłoby Niemcom, że wobec terroru nie jesteśmy bezbronni. Wtedy powstał pomysł uderzenia na Prusy Wschodnie. Nie można dać im rady na naszym terenie, to trzeba ich ugryźć tam, gdzie czują się najpewniej – we własnych domach.” Wydarzeniem, które przesądziło o wysłaniu na teren Prus Wschodnich tej swoistej ekspedycji odwetowej, była pacyfikacja wsi Krasowo-Czestki (pow. Wysokie Mazowieckie) w dniu 17 lipca 1943 r. Niemcy wymordowali tam 257 osób. Mienie ofiar zagrabili niemieccy sąsiedzi z nadgranicznych wiosek Prus Wschodnich, a zgliszcza wsi zaorano, by po ośrodku lokalnego oporu nie pozostał ślad. Pierwszym punktem na trasie oddziału była Turośl gdzie w gospodarstwie miejscowego konspiratora z NSZ dołączył do oddziału patrol NSZ (prawdopodobnie 7 osobowy) pod dowództwem Antoniego Zduńczyka "Ołówka". Przeanalizowano tu zdobyte na miejscu informacje pozwalające rozpoznać teren i precyzyjnie określić miejsce uderzenia. Z lokalnej komórki AK przydzielono do oddziału przewodników. Wiele cennych informacji pozyskała lokalna siatka wywiadowcza Narodowych Sił Zbrojnych, prawdopodobnie od Polaków przebywających w okolicy na przymusowych robotach. Wtedy właśnie podjęto ostateczną decyzję, że celami akcji będą: osada Niemców pochodzących głównie z Berlina - Mittenheide i leśnictwo Krummenheide. Osadę zamieszkiwało ponad 1000 osadników. Było wśród nich wielu urzędników oraz członek NSDAP, specjalny wysłannik Reichsführera SS Himmlera do wyplenienia polskości na tym terenie, SA-Standartenführer (pułkownik) Hermann Upitz. Do miejscowych legend przeszły wyczyny owego SA-manna polegające np. na rozrywaniu końmi niepokornych, „słowiańskich podludzi”. Należy tu zaznaczyć, że w większości domów znajdowała się broń (również maszynowa i granaty). Silne były również lokalne oddziały Landwache. Wymarsz na akcję nastąpił o godzinie 22:00, 14 sierpnia. Przed rozpoczęciem ataku odcięto łączność telefoniczną osady. Do szturmu przystąpiono w pięciu grupach uderzeniowych. Walki były bardzo zaciekłe, Niemcy barykadowali się w domach i sprawnie korzystali z posiadanego arsenału. Po godzinie pierwszej w nocy, "Szczęsny" wystrzelił zieloną rakietę, sygnalizującą koniec akcji. W ferworze walki żołnierze nie odstępowali wroga, akcję udało się zakończyć dopiero przed godziną 2:00. Komando wykonało wyroki na 69 cywilach, 3 policjantach i Hermann’ie Upitz'u, ok. 60 Niemców zostało rannych, spalono ok. 40 gospodarstw. Straty partyzantów ograniczyły się do kilku lekko rannych. Z pola bitwy wyniesiono znaczną zdobycz w postaci broni, amunicji i umundurowania, których część pozostała w lokalnych placówkach AK i NSZ. Istnieje prawdopodobieństwo, że część zabitych zginęła z rąk robotników przymusowych, którzy wykorzystali okazję do zemsty za niemieckie zbrodnie i nieludzkie traktowanie. Ciekawy jest wątek Hildegardy von Krauss, wdowy po oficerze poległym na Froncie Wschodnim, która znana była lokalnej ludności z pozytywnego stosunku do Polaków. Jej gospodarstwo oszczędzono, a osobistą rozmowę z kobietą przeprowadził ppor. „Szczęsny” Karolkiewicz, dokładnie wyjaśniając motywy działania partyzantów. Bezpośrednio po akcji odłączył się patrol NSZ, a trzon grupy uderzeniowej po pospiesznym wycofaniu, zaległ na 3 dni w Puszczy Piskiej, nie nawiązując kontaktu bojowego z pościgiem. W trakcie odwrotu oddział przebył ok. 300 km. Nadzór nad śledztwem objął bezpośrednio Himmler, ale mimo wielu aresztowań, nie przyniosło ono żadnych efektów. Co ciekawe, Niemcy nie zdecydowali się podjąć żadnych akcji odwetowych na Polakach. Akcja na Mittenheide wzbudziła strach w całych Prusach Wschodnich. Niemcy poczuli, że nie mogą czuć się bezkarni i w każdej chwili może ich spotkać zemsta ze strony polskiej partyzantki. W lawinie klęsk i martyrologii II Wojny Światowej, warto mieć w pamięci takie akcje bojowe polskiego podziemia, które zakończyły się pełnym sukcesem. Mogą one być również wzorcowym przykładem wojskowego i partyzanckiego profesjonalizmu oraz odpowiedzialnej i dojrzałej postawy dowódców. W miejsce niestety powszechnego, w tamtym czasie, „machania szabelką” mamy precyzyjne, doskonale przygotowane i skuteczne uderzenie. Cześć i sława bohaterom tamtych wydarzeń!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)