39
BLOG
Radio Maryja i postligowe scenariusze
Gdy rozmyślałem nad kontynuacją tekstu „Wałęsa i Giertych – mordercy naszej nadziei...”, zaczęło mnie mocno frapować pytanie: Gdzie znajdują się dzisiaj spadkobiercy Pierwszej Ligi? W obrębie elektoratu głosującego na LPR zachodzą przecież dynamiczne zmiany, a i od proroków – fałszywych proroków - robi się wyjątkowo gęsto. Co więc mamy w takiej sytuacji robić? Wydaje się, że odpowiedź może być tylko jedna: jednanie w oparciu o prawdę obiektywną. To, co by nam mogło pomóc, a i byłoby najlepszym lekarstwem dla Polski i postligowego ruchu – to Kongres patriotów o proweniencji narodowej. Nie może się tu obyć niestety od dygresji, co do mojej przeszłości w Lidze. Nim zacząłem bowiem mówić publicznie o błędach i drodze do nikąd władz Ligi Polskich Rodzin, to oprócz delikatnej jeszcze wówczas i poufnej korespondencji do władz partii, prosiłem, żebyśmy się spotkali na dwudniowym posiedzeniu Rady Politycznej poszerzonej o wyróżniających się działaczy z terenu. Pierwszy dzień na wypranie brudów i zdyscyplinowanie młodych działaczy, a drugi na wypracowanie taktyki działania w upadającym i bezbarwnym stronnictwie. Wszystkim pomysł się spodobał, lecz skończyło się jak zwykle... Na drugi dzień grupa hakowa konfidentów i hamulcowych wszelkich zmian w LPR, skrycie nagrała moją rozmowę z Piotrem Ślusarczykiem - osobą nadzwyczaj posłuszną i zaufaną Romana Giertycha. Wieczorem otrzymałem SMS-a od asystentki Romana Giertycha z żądaniem, żebym zaniechał wszelkich postulatów wobec ZG LPR, bo w przeciwnym wypadku nagranie zostanie przekazane mediom. Ja się oczywiście nie wycofałem, a władze LPR poszły ze zmanipulowanymi fragmentami do TVN24... Ot, tak po katolicku i narodowemu... Mimo wszystko myślę, że należy rozmawiać z przeważającą większością władz Ligi. Trzon grupy przygotowującej Kongres powinni stanowić ludzie, z którymi poznaliśmy się w ciągu tych kilku minionych lat w LPR. Jednak do bezwzględnej dymisji winny podać się: Roman Giertych, Sylwester Chruszcz, Janusz Dobrosz, Andrzej Fedorowicz, Radosław Parda, Szymon Pawłowski, Mirosław Orzechowski. Wymienione przeze mnie osoby piastowały lub piastują najważniejsze funkcje w ciałach statutowych władz LPR i bezpośrednio odpowiadają za bankructwo polityczne, organizacyjne i finansowe. Osoby te winny honorowo wycofać się na zawsze z życia politycznego. Reszta, może z pominięciem osób związanych z kierownictwem PiS różnych szczebli, mogłaby spotykać się w grupach programowych, które opracują założenia ideowe i taktykę na najbliższe kilka miesięcy, a docelowo przygotuje grunt do powołania nowego ruchu społecznego lub partii. Kongres zjednoczeniowy możliwie największej liczby środowisk powoła spośród swojego grona radę cieszących się autorytetem działaczy, którzy znowu spośród członków rady wybiorą przejściowy zarząd. Najbliższe wybory do PE posłużą w zasadzie do prezentacji naszego środowiska (po spełnieniu warunków co do rejestracji list otrzymamy bezpłatny czas antenowy). Prawdziwym wyzwaniem winny być dla nas przyszłe wybory parlamentarne. Co stoi na przeszkodzie realizacji takiego scenariusza? Po pierwsze Radio Maryja. Radio Maryja wniosło największy wkład w dojście do władzy „zakonu”, który w ramach dużego projektu politycznego jest znany jako Prawo i Sprawiedliwość. Owe bycie przez Radio Maryja architektem zwycięstwa braci Kaczyńskich wprowadziło w obrębie opinii narodowej spore zamieszanie. Twór zwany partią prawicową, patriotyczną, konserwatywną i narodową (sic!) pomału odchodzi w niebyt – co nie znaczy, że podniósł ręce do góry. Ba, nie tylko nie podniósł rąk do góry, ale i próbuje poprzez sztuczny podział – oczywiście uzgodniony z „zakonem”, powołać nową partię, a jakżeby inaczej - „narodową”! Zapewne znów ważne zadanie wykona ojciec Tadeusz Rydzyk. Tak jakoś dziwnie się składa, że w ostatniej chwili on zawsze się myli, waha, kluczy i... ostatecznie dokonuje wyboru będącego w interesie „zakonu”. Będzie więc to wpływowa partia nawiązująca do spuścizny Jana Józefa Lipskiego i koncesjonowanych katolików: Znak, PAX, ChSS, PZKS. Zrobi to jednak ogromne spustoszenie w naszych środowiskach. No cóż, w poprzednim wpisie mówiłem, że każdy, kto z pozycji narodowych idzie na kompromis z „układem”, kończy jak „Solidarność” w Magdalence... Drugim zagrożeniem i niewiadomą jest dla mnie postawa przywołanych wyżej osób ze ścisłego kierownictwa LPR. Jeżeli staną w prawdzie i wezmą na swoje sumienie owoce swojej dotychczasowej działalności, to do pojednania i kongresu zjednoczeniowego może dojść jeszcze w tym roku. Wydaje się jednak, że przeważająca część tych osób rozpaczliwie będzie szukać dla siebie miejsca na „biorących” listach w najbliższym rozdaniu do PE i to oni zasilą nową partię obszczekującą Prawo i Sprawiedliwość, a markę LPR wcześniej czy później spotka ten sam los. Dla mnie bowiem jasne jest, że ten dzisiejszy wewnętrzny spór w LPR pomiędzy „betonem” a „reformatorami” sprowadza się do tego, kto będzie negocjował z innymi partiami podział synekur. To nie o ideę im chodzi... Obym się mylił. Niemniej przygotowany wewnętrznie jestem raczej na trzeci wariant. Wariant, który niejako już wcielamy w życie z Krzysztofem Zagozda od kilkunastu miesięcy. Wymaga on cierpliwości, a na dodatek nie od razu jest widoczny na zewnątrz. Przekonany jednak jestem, że światem tak naprawdę rządzi idea. A idea, to właśnie praca wychowawcza, taka, jak prowadzona chociażby skromnymi środkami na Portalu ProPolonia.pl. Nasz naród jak lawa... Wierzę w to mocno. Gdyby było inaczej, już dawno by nas nie było. Wiedzą o tym nasi wrogowie... PS. Następnym razem spróbuję się podzielić praktycznymi przykładami oddolnego samoorganizowanie się społeczeństwa, a także informacjami o tym, gdzie możemy szukać środków finansowych wspomagających ciekawe inicjatywy patriotyczne...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)