Portman nie sili się na oryginalność w myśleniu, ale całkowicie wpisuje się w oficjalną retorykę polskiej dyplomacji: Polska miała szansę odegrać znaczącą rolę w otwarciu Białorusi na Zachód. Przez chwilę jednak wydaje się, że zaczyna dochodzić do właściwych wniosków: Została jednak raz jeszcze pozostawiona sama sobie przez unijnych przyjaciół. Stawia bowiem ważne pytanie: Kto skorzystał na takim obrocie spraw? Początkowo trafnie na nie odpowiada: Z pewnością Łukaszenka, który pokazał Kremlowi, że ma zawsze drzwi otwarte na zachodzie. Skorzystał również sam Kreml, który nie utracił wpływów na Białorusi. Później jednak nie jest już tak dobrze: Przegrał przede wszystkim Zachód, a najbardziej Polska.
Co do Polski – zgoda. Jednakże Unia Europejska, czyli wg Portmana – Zachód, żadnej porażki nie poniosła, gdyż o nic nie grała. Wystarczy przyjrzeć się jej stanowisku wobec Kosowa czy wojnie w Gruzji, by zauważyć, że jest ona wręcz narzędziem w realizacji skutecznej polityki Berlina. Ta Unia Europejska - jako przejściowy, sztuczny twór polityczny - straszy naokoło ideologiczną demagogią, a na barki niektórych państw członkowskich, w tym głównie Polski, nakłada obowiązek stałego poszturchiwania Rosji. Niestety, z tej roli wywiązujemy się celująco.
Posługując się mafijną nomenklaturą można rzec, że Unia Europejska to taka firma-krzak, pod płaszczykiem której Niemcy sprytnie realizują swoje interesy. Ambicje nakazują Berlinowi powstrzymywać Moskwę, a rozsądek każe czynić to rękoma innych. Tak więc my, jako posłuszny członek „europejskiej wspólnoty”, ciskamy piasek w tryby rosyjskiej geopolityki. Ze skutkiem wiadomym.
W czasie gdy Portman leje łzy nad losem demokracji na Białorusi, zastanawiam się nie tylko nad tym, czy odrobił on zadanie domowe z najnowszej historii Europy, ale i nad sensownością promocji jego wątpliwych refleksji przez dwa serwisy chcące uchodzić za opiniotwórcze dla całego ruchu narodowego. Właściwe jedyne, co przychodzi mi na myśl jako uzasadnienie tego procederu, to próba przekonania czytelników co do konieczności wzmocnienia wpływów Brukseli na całą Europę i przyległości. W polskim narodowym interesie, rzecz jasna. I ta właśnie konstatacja ma usprawiedliwić jutrzejszy rączy wyścig środowisk Myśli.pl i Myśli Polskiej po synekury w Parlamencie Europejskim. Bo konie, choć leniwe niczym pierogi, koryta mieć muszą. A przy nich i byle gapa się naje.


Komentarze
Pokaż komentarze