Pomysł sprzedaży substancji walących w czapę pod pretekstem dostarczania zainteresowanym produktów kolekcjonerskich uznać należy za genialny w swojej prostocie.
Idea ta jest jednak w naszym dzikim kraju nienowa.
Odsyłam w tym względzie pamięć Szacownych Czytelników do przymrużeń oka towarzyszących reklamie pewnego morskiego w nazwie piwa. Wspomnę też o prawdziwych męskich wyprawach organizowanych przez producentów karcinogennych szlugów. Warte korsakowskiej pamięci są również koncerty muzyki różnej organizowane przez firmy jeno przypadkowo (pewnie) kojarzone z produkcją napojów wyskokowych.
I teraz troszkę o Monice Olejnik. Przez dwa lata Państwo Polskie miało pełny wgląd w to z kim rozmawia, gdzie defekuje i je Czołowa Dziennikarka Polska. Okazuje się jednak (w oparciu o opinię pewnej komisji), iż wiedza ta zdobywana była w zgodzie z przepisami polskiego prawa. Bo przecież podsłuch jest doświadczeniem zmysłu słuchu a wiedza o logowaniu się komóreczki Pani Olejnik w kolejnych stacjach GSM percypowana jest w oparciu o inne zmysły.
Legal w tym względzie pełny. Nie?
Odstosunkujcie się więc Panowie Politycy od dopalaczy. I pozwólcie nam (im) kolekcjonować je w spokoju. Kolekcjonowanie bowiem dotyka zmysłu wzroku (przy wybieraniu produktu kolekcjonerskiego) i dotyku (przy wkładaniu do klasera) a nie jest doświadczeniem intrareceptywnym (właściwym połykaniu, niuchaniu, wcieraniu, wstrzykiwaniu) tak zgubnym w narkomanii.
Legal w tym względzie pełny. Nie?


Komentarze
Pokaż komentarze