4 obserwujących
19 notek
46k odsłon
  1299   0

Kilka faktów o podatku od sieci sklepów.

Kategoria świeże w supermarkecie - foto Rafał Momot
Kategoria świeże w supermarkecie - foto Rafał Momot

Poważne raporty?

Czy ktoś wyliczył i przewidział podwyżki cen towarów i przyśpieszenie inflacji ze względu na wprowadzenie podatku od wielkich sieci handlowych?  Jedynym znanym jest raport PriceWaterhouseCoopers oraz Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji – czyli organizacji zrzeszającej 13 największych wyłącznie zagranicznych sieci handlowych w Polsce.

Materiał zawiera 23 strony z czego tylko 2 strony poświęcono na kalkulację wpływu podatku na inflację. Raport zawiera analizę wpływu wprowadzenia kilku podatków i obciążeń, autorzy automatycznie przełożyli rozwiązania z rynku węgierskiego na rynek polski. Błędna jest kalkulacja kosztów dla niewłaściwego segmentu sklepów – PWC zakłada wprowadzenie podatku dla sieci sklepów o sprzedaży powyżej 28 mln zł (strona 9 raportu), a propozycja PiS mówi o progresywnym podatku dla sieci o sprzedaży powyżej 1 mld zł – czyli ponad 30 krotnie większych. Ponadto autorzy raportu analizują łączny wpływ kilku rozwiązań podatkowych i administracyjnych, jak podatek od reklam, koszty kontroli żywności, ograniczenia konkurencyjne dla dużych sieci i kilka innych rozwiązań. Powoduje to iż takie analizy obciążone są poważnym błędem, gdyż na razie powinniśmy rozpatrywać jedynie wpływ podatku z progresywną stawką od dużych sieci sklepów powyżej 1 mld zł a najwyższą stawką dla sieci o rocznej sprzedaży powyżej 5 mld zł.

Drugim poważnym błędem jest kalkulacja wpływu nowego podatku na inflację bez analizy otoczenia konkurencyjnego sklepów wielkich sieci detalicznych (strona 18 raportu), i reakcji konkurencji na te podwyżki cen. Taka analiza byłaby może celowa po jeszcze jednej kadencji obecnie rządzących, gdyż wówczas zapewne nie byłoby już żadnej istotnej lokalnej konkurencji dla wielkich zagranicznych sieci handlowych. I wówczas te sieci mogłyby podnosić ceny jak tylko by chciały, bo Polacy nie mieliby alternatywy dla ich sklepów. Już obecnie dyskonty mają większy udział w polskim rynku niż Niemczech i wielu innych krajach zachodnich - 15% w 2007 gdy a 26% w 2013. Tylko w tym roku Euromonitor International prognozuje likwidację 6,1 tys. polskich/małych sklepów spożywczych.

Ponadto w kalkulacji ewentualnych podwyżek użyto pojęcia koszyka 50 produktów z portalu dlahandlu.pl. Koszyk ten jest dobrym narzędziem do śledzenia relacji cen pomiędzy poszczególnymi sieciami sklepów w tym samym okresie – czyli który sklep jest tańszy a który droższy, natomiast nie nadaje się do przewidywania inflacji, gdyż udział w nim poszczególnych kategorii produktowych nie odpowiada strukturze wydatków Polaków. Np. w tym koszyku wydatki na pieczywo stanowią 1,5% całości, a w przypadku zagregowanych wydatków Polaków stanowią duży wyższy procent, podobnie wiele innych kategorii produktów. Ponadto automatyczne przełożenie udziału w wydatkach poszczególnych kategorii produktów w tej samej wielkości na najmniej zarabiających jest poważnym błędem. Oczywistym jest iż struktura wydatków spożywczych najmniej zarabiających różni się od średniej, znane są przecież analizy GUS gdzie widać różnice w strukturze tych wydatków nawet pomiędzy różnej wielkościami miejscowościami. Czy autorzy nie znają strony internetowej GUS ?

Co mówią ekonomiści.

Jak zauważyła członkini Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego pani profesor Elżbieta Mączyńska w warunkach panującej deflacji oraz dużej konkurencyjności polskiego rynku detalicznego niemożliwe jest przerzucenie na klientów nowego podatku poprzez podwyżki cen produktów. Każdy taki ruch spotkałby się z reakcją konkurencji i odpływem klientów do innych sklepów, w tym małych osiedlowych i mniejszych polskich sieci.

Błąd logiczny efektywności rynkowej.

W tłumaczeniu, że podwyżki zostaną przerzucone na klientów jest bardzo poważny błąd logiczny. W gospodarce rynkowej przedsiębiorcy dążą do maksymalizacji zysków. Zakładając, że są efektywni i podejmują racjonalne decyzje – a ci którzy przetrwali na wysoce konkurencyjnym polskim rynku detalicznym są zapewne takimi przedsiębiorcami. To znaczy iż obecnie ci właśnie przedsiębiorcy osiągają maksymalne lub prawie maksymalne możliwe do osiągnięcia zyski. Jeśliby natomiast istniałaby możliwość skutecznego podwyższenia cen produktów bez utraty udziałów rynkowych a przez to podwyższenia swoich zysków to wielkie sieci dawno by to zrobiły, nie czekałyby zanim wprowadzony zostanie nowy podatek. To nie są przecież grzeczni chłopcy, o czym przekonało się niestety wielu polskich rolników i producentów spożywczych tylko twardo grający przedsiębiorcy, którzy zidentyfikują każdą okazję do zysku i ją skutecznie wykorzystają.

W kogo uderzy podatek.

Podatek wprowadzony przy zastosowaniu kryterium wielkości sprzedaży sieci (progresywnie od 1 mld zł i od 5 mld zł) w większości wpłynie na zagraniczne sieci hipermarketów oraz zagraniczne sieci dyskontów. W bardzo ograniczony sposób wpłynie na kilka polskich sieci supermarketów – o sprzedaży powyżej 1 mld zł podatek będzie naliczony w najniższej stawce procentowej a najwyższą wysokość uzyska w sieciach o sprzedaży powyżej 5 mld zł – tutaj nie ma żadnej polskiej sieci.

Elastyczność cenowa.

Dyskonty w swojej ofercie posiadają najwięcej towarów o wysokiej elastyczności cenowej. W ich przypadku wprowadzenie podwyżek cen spotkałoby się z automatycznym odpływem klientów, na co nie mogą sobie pozwolić, gdyż już obecnie niektórzy z nich zmagają się z odpływem klientów z ich sklepów. Ponadto wiele z ich sklepów w związku agresywną ekspansją zmaga się już z własną konkurencją, czyli konkurują o klientów pomiędzy sobą.

Wg danych GfK, klienci wybierając dyskonty kierowali się w większości niskimi i korzystnymi cenami. Czy w takiej sytuacji sklepy te mogą sobie pozwolić na utratę głównej przewagi konkurencyjnej na tak konkurencyjnym rynku?

Ponadto od kilku lat obserwujemy na rynku wzrost udziału klientów nazywanych „smart shopper”, którzy w bardziej racjonalny sposób dokonują decyzji zakupowych oraz poszukują niskich cen. Klienci tacy, po zidentyfikowaniu podwyżek przeniosą się do innych sklepów.

Zatrudnienie.

Duże sieci handlowe zatrudniają 17% zatrudnionych w handlu, sprzedając produkty o udziale w wartości rynku w wysokości 37% (dane PWC, natomiast wg portalu dlahandlu.pl w przypadku zatrudnienia ten procent jest dużo niższy), czyli zatrudniają kilka razy mniej pracowników niż ich konkurenci. Także nawet jeśli spełniłoby się straszenie zamykaniem sklepów przez wielkie zagraniczne sieci handlowe – co tak naprawdę już obecnie się dzieje w sieciach dyskontowych, które konkurują już między sobą – to efekt zatrudnieniowy na pewno okaże się pozytywny, gdyż zwolnione obszary rynku zagospodarują konkurenci zatrudniający więcej pracowników.

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale