87 obserwujących
541 notek
595k odsłon
  1051   0

Zbigniew Romaszewski: Czyja jest "Solidarność"?

Dlaczego „Solidarność” mogła powstać w Polsce w 1980 r.?

Niewątpliwie głównym sprawcą konsolidacji społeczeństwa w gigantyczny ruch było „Nie lękajcie się” Jana Pawła II. Milionowe tłumy, które ciągnęły na spotkanie z Papieżem, uświadomiły sobie, że ci, którzy podobnie myślą, stanowią przygniatającą większość narodu. Wzmocniło to ich wiarę w słuszność wyznawanych poglądów. Jednocześnie osłabiło morale tych, którzy stali po stronie władzy. Postawiło pytanie o słuszność dokonanego wyboru. Pytanie o to, czy ich konformistyczna zgoda na PRL jest słuszna wobec siły moralnej tkwiącej w polskim społeczeństwie. Nie sposób również pominąć roli, jaką w formowaniu się ruchu odegrała powstała w latach 70. kadra działaczy opozycyjnych. W roku 1980 opozycja w Polsce dysponowała 2-5 tys. działaczy. Ich poziom i stopień zaangażowania był różny, ale niezwykle pozytywnym faktem przy budowie ruchu okazała się ich aktywność społeczna, umiejętności (np. drukarskie), a przede wszystkim rozciągająca się już wtedy na całą Polskę sieć kontaktów. Akcja pomocowa organizowana przez KOR na rzecz robotników represjonowanych po wydarzeniach 1976 r. w Radomiu i Ursusie przełamała bariery dzielące środowiska inteligenckie od robotniczych i stała się symbolem ogólnospołecznej solidarności.

Dlaczego wprowadzono stan wojenny?

Mimo, iż obawa przed interwencją sowiecką stanowiła jedną z istotnych przesłanek strategii NSZZ „Solidarność”, to dziś w świetle dokumentów Biura Politycznego KPZR, a także późniejszych wydarzeń możemy twierdzić, że takie rozwiązanie nie było prawdopodobne. Zaangażowany militarnie w Afganistanie i objęty kryzysem Związek Radziecki nie mógł pozwolić sobie na krwawą awanturę w środku Europy. Niezależnie od różnych form „braterskiego” szantażu ze strony ZSRR, ówcześni przywódcy PRL powinni byli zdawać sobie z tego sprawę i przypuszczam, że zdawali. Nie jest też prawdziwe jedno z popularnych twierdzeń mających usprawiedliwić stan wojenny – jakoby „Solidarność” destabilizowała gospodarkę kraju. Przysłowiowy „ocet na półkach” to konsekwencja przygotowywania rezerw na okres stanu wojennego. Jeżeli na podstawie komunikatów o stopniu zasilania energetycznego kraju prześledzić zapotrzebowanie na energię elektryczną, to okaże się, że w latach 1980-1981 nie odbiegało ono od poprzednich. Kraj produkował jak dotychczas i dopiero po wprowadzeniu stanu wojennego zapotrzebowanie to drastycznie spada. Produkcja ustała. W kraju trwał nieproklamowany strajk i dopiero jesienią 1982 r. parametry zapotrzebowania energetycznego powróciły do poprzednich wartości. Rzeczywistym powodem zaangażowania się w stan wojenny była systematyczna utrata przez partyjną nomenklaturę kontroli nad zakładami pracy. Dalsze dzieje wykazały jednoznacznie, że nomenklatura nie była zbytnio przywiązana do wartości socjalistycznych i dość łatwo pogodziła się z prywatną własnością środków produkcji, życzyła sobie jednak, aby pozostały one w jej rękach, a tego nie dawało się uzyskać spoza zakładów pracy. Nasilające się tendencje do wyprowadzenia organizacji partyjnych poza zakłady pracy, stanowiły śmiertelne zagrożenie dla jej struktur. Towarzysze doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że pozbawieni możliwości ekonomicznego szantażu wobec załóg nie mieliby żadnych argumentów wobec społeczeństwa i ich partia traciła rację bytu.

Kiedy „Solidarność” zagubiła wewnętrzny demokratyzm?

Można powiedzieć, że autokratyczne tendencje Lecha Wałęsy dawały się odczuć już na I Walnym Zjeździe Delegatów, ale to nie one zadecydowały o odejściu od procedur demokratycznych. Zadecydowały o tym konieczności wynikłe z wprowadzenia stanu wojennego. Demokracja nie jest wartością uniwersalną, słuszną bezwzględnie zawsze i wszędzie. Nie będę pisał o zaletach demokracji, bo są one oczywiste, trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że procedury demokratyczne są żmudne, czasochłonne i utrudniając podejmowanie decyzji, nie dają się stosować w warunkach walki. Tak więc po wprowadzeniu stanu wojennego, jedynym racjonalnym sposobem organizowania oporu było skupienie się wokół „sztandaru”. Tym osobowym sztandarem był Lech Wałęsa. Wokół tego „sztandaru”, w jego najbliższym otoczeniu, zaczęły kształtować się elity „Solidarności” podziemnej. Elity te wzięły na siebie ciężar i odpowiedzialność za negocjacje z komunistyczną władzą i organizację kontraktowych wyborów. Oczywiście Okrągły Stół był niedemokratyczny, podobnie jak wyłanianie kandydatów „Solidarności” w wyborach 1989 roku. O ile jednak poszczególne decyzje i uzgodnienia zarówno Okrągłego Stołu, jak i rządu Tadeusza Mazowieckiego można osądzać bardzo krytycznie, to trudno krytykować brak demokratyzmu w samych procedurach, bo innych możliwości nie było. Procedury te zresztą zostały ex post zaakceptowane przez społeczeństwo w wyborach 4 czerwca 1989 r., czego dowodem był wybór 99 na 100 senatorów oraz wszystkich posłów z listy „Solidarności”. Problemem okazała się zdrada elit, które porzuciły etos solidarnościowy. Zaufanie do nich jednak trwało. Fakt, że 30-procentowy spadek płacy realnej nie powodował protestów i zamieszek przez całe 2 lata, może świadczyć o tym, jak wielkie nadzieje wiązało społeczeństwo z rządami „Solidarności” – i jak wielki przeżyło zawód. Zaangażowane w rozgrywkę polityczną elity przekazały gospodarkę w ręce komunistycznej nomenklatury, a problem odbudowy związku „Solidarność” zepchnęły na margines.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale