Ponieważ z politykami i podległymi im urzędnikami nic się nie da zrobić, to trzeba się zastanowić co zrobić z laptopami. Sprzęt się niszczy, koszty rosną. Bo nawet jak jest już zniszczony to też byle jak i potem ludność w TV ogląda, że ten niby popsuty komputer jakaś blondynka włącza. A naprawa i odzyskanie danych drogie.
Widzę tu dwa rozwiązania.
1. Wyposażyć ich w komputery stacjonarne, w jak największych obudowach i koniecznie z kineskopowymi monitorami, bo ciężkie. Żeby taki komputer samochodem przejechać to się trzeba zdrowo nanosić, a politycy to raczej wątli są, więc się mogą zniechęcić. Do wanny też się taki grzmot nie zmieści, trzeba by mieć basen. No a jak polityka stać na basen, to wiadomo, że takiego to już nikt nie ruszy, więc nie ma po co komputera demolować.
2. Wyposażyć ich w laptopy robione dla wojska, co to nawet uderzenie termojądrowe przetrzymają. Drogie, ale mocne. Tylko jest jeden problem, że na takim sprzęcie gierki słabo chodzą...


Komentarze
Pokaż komentarze