22 obserwujących
352 notki
185k odsłon
  190   1

Polska w Unii i Unia w Polsce

Wydumany system dotacji powoduje zaburzenia w uprawach rolnych i hodowli, ponadto nie wyzbyto się dyskryminacyjnych różnic mimo zbliżenia poziomu kosztów wytwarzania. Oczywistym ujemnym skutkiem dotacji jest preferowanie upraw najwyżej dotowanych ze szkodą dla racjonalnej gospodarki i potrzeb konsumenckich.

Obecność UE w polskiej gospodarce to przede wszystkim likwidacja autonomicznej wytwórczości na rzecz dostaw dla przemysłu, głównie niemieckiego. Mamy zatem sytuację, w której poziom produkcji, a także dochodów jest uzależniony od zapotrzebowania na polskie półprodukty. Pozbawiono nas szans na konkurowanie z polskimi produktami na europejskim rynku. Stąd nasza obecność na nim jest tak nikła i ogranicza się głównie do produktów rolnych i przemysłu spożywczego, który jest fragmentarycznie tolerowany.

Jest to oczywiście strata dla Polski, ale też i dla UE ze względu na zubożenie wachlarza wyboru, a także konkurencji cenowej, zawsze korzystnej dla konsumentów.

Jesteśmy wyraźnie sekowani w zakresie usług, czego najjaskrawszym wyrazem jest walka z polskimi kierowcami, niestety, mimo naszego położenia między zachodnią i wschodnią Europą niewiele ponadto mamy do zaoferowania w dziedzinie usług. Kiedyś Warszawa czarowała usługami rzemieślniczymi, ale PRL zniszczył niemal wszystko, wprawdzie Ewa Minge zdołała sobie wyrobić markę na zachodzie, a znajomy krawiec, zaproszony do Nowego Yorku, kiedy się zatrudnił u miejscowego krawca, to natychmiast tamten zamieścił reklamę, że ma “warszawskiego krojczego”, ale takich przypadków jest niewiele.

Natomiast w UE jesteśmy obecni w tej dziedzinie, zawdzięczając głównie polskim hydraulikom, może jeszcze ekipom remontowym, wyżej już trudno się wznieść.

W nauce praktycznie nie istniejemy, ale mimo niskich notowań naszych uczelni mamy spory nabór cudzoziemców i to nie tylko z racji tańszych studiów, lecz też z programów nauczania. Przykładem może służyć warszawska ASP, chwalona za nauczanie warsztatu obok studiów. Podobnie zresztą jest w sztuce, oprócz tradycyjnej szopenistyki, niewiele od nas dociera na zachód, poza wybiórczym osiągnięciem w literaturze, co najważniejsze w zestawieniu z rzeczywistym polskim dorobkiem, nie najwyższego lotu odpowiadającym jednak promowanym na świecie trendom. W zdobytych po wojnie nagrodach literackich Nobla znaleźliśmy się zawdzięczając temu w gronie światowej czołówki. Przez chwilę byliśmy nawet modni filmowo, ale dziś już nas nie ma w Europie. Z drugiej strony możemy przyznać, że w tych dziedzinach niewiele korzystamy ze zdobyczy unijnych, o ile można użyć takiej klasyfikacji nauki i sztuki.

Jedno jest pewne, po wejściu do UE zmieniło się w znacznej mierze oblicze naszych miast i wsi, a szczególnie sieć komunikacyjna, co czyni z nas kraj o zbliżonym wyglądzie cywilizacyjnym do zachodniej Europy. Ten trend był jednak zapoczątkowany jeszcze przed wejściem do UE i przypisanie osiągnięć w tej dziedzinie przynależności do niej może być traktowane jako lekka przesada.

Wszystko, co zostało wymienione, a także wiele jeszcze nie wymienionych osiągnięć wynikających z naszego uczestnictwa w UE nie obejmuje spraw może najważniejszych, a mianowicie wpływu na naszą tożsamość.

Po pierwsze: czy mamy poczucie faktu, że jesteśmy Europejczykami, takimi samymi jak Francuzi, Włosi czy Niemcy?

Po drugie: czy mentalność i obyczajowość, a także stosunki międzyludzkie uległy zmianie i w jakim kierunku?

Po trzecie: czy jesteśmy lepiej wykształceni i lepiej przystosowani do współczesnego świata?

Obserwacja naszego społeczeństwa raczej nie napawa optymizmem z racji naszego pobytu w UE. Ciągle mamy uczucie upośledzenia, “prawdziwi” Europejczycy starają się nam nieustannie przypominać o swojej wyższości.

Nie jest to przyjemne, ale przecież nie najgorsze w zestawieniu ze zmianami w naszej mentalności i obyczajach. Z czasów bardzo odległych mojej młodości określenie “Europejczyk” było uznaniem za dobre maniery i obycie, obecnie nie jest to najlepsza rekomendacja. Wyraźnie odczuwamy brutalizację wzajemnych stosunków, plugawość używanego języka, brak poszanowania dla prawdy itd. Wzorce do tego pochodzą z unijnych źródeł. Powszechna staje się promocja postaw antyreligijnych, w tej akcji biorą nawet udział (zapewne nieświadomie) członkowie hierarchii kościelnej.

Jak już nadmieniłem, podział administracyjny Polski jest dokonany na polecenie Brukseli jeszcze przed przystąpieniem do UE, ale wyraźnie jako warunek. W rezultacie mamy wprawdzie nie dziewięć, ale aż 16 regionów, którym nadano nazwy mające na celu stworzenie z nich odrębnych krain. Tylko województwom łódzkiemu i lubelskiemu nie dało się przypisać innych nazw poza miastami stołecznymi. Te regionalne nazwy zazwyczaj nie są zgodne z obszarem krain historycznych od których się wywodzą, ani nie stanowią z racji swojej specyfiki naturalnego podziału. Są po prostu zjawiskiem przypadkowym, tworem biurokratycznym.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka