Głos Pana Stacha Głos Pana Stacha
383
BLOG

13 grudnia było zimno i wesoło

Głos Pana Stacha Głos Pana Stacha Polityka Obserwuj notkę 3
Dziś mamy 13 grudnia, ale stanu wojennego na szczęście nie ma od 27 lat, więc mogę napisać co mi chodzi po głowie. Za młody jestem, żeby tamte wydarzenia pamiętać. Stan wojenny nie kojarzy mi się z tragedią, smutkiem czy beznadziejnością. Jeszcze się wtedy nie urodziłem, ba, nawet nie byłem w brzuchu mamy, więc atmosfera nijak na mnie nie przesiąknęła. Fakty historyczne znam z książek, a te personalne z opowiadań rodziców.
 
Wychodzi na to, że nie było tak źle, jeśli wziąć tylko niektóre opowieści. W akademiku mojego ojca, w nocy z 12 na 13 grudnia studenci krzyczeli na holu „wojna, wojna” ale myślał, że popili i jaja sobie robią. Wykwaterowali go prikazem z domu studenckiego kilka dni później, więc mógł wrócić do domu rodzinnego. Nie był aktywnym opozycjonistą, ale z aktów dywersji dopuścił się malowania na banknotach pięćdziesięciozłotowych czarnych okularów, tak aby widniejący tam żołnierz wyglądał jak generał Jaruzelski. Chachmęcili też z kartkami na alkohol, żeby było jak świętować imieniny. W styczniu wyrobili limity do kwietnia. Z mamą też nie było tak źle. Co prawda, dość mocno się wystraszyła, ale nikt jej krzywdy nie zrobił i również udało jej się wrócić do domu rodzinnego. Pamięta tylko ogromne ilości żołnierzy na ulicach.
 
Mógłbym pewnie teraz w telewizji albo prasie powiedzieć, że stan wojenny nie był taki zły. Zwykłym ludziom krzywdy nie robili i nawet było się z czego pośmiać. A to okulary dorysowali, to śmieszne napisy się na ścianach pojawiały, a żeby dostać wódkę trzeba było kombinować – słowem jest co wesoło wspominać przy stole. Młodzi i starzy nie chcą już o tym rozpamiętywać, ot co najwyżej się pośmiać. Nie byłoby to znowuż takie absurdalne jeśli wspomnimy reżysera, który na łamach poczytnego tygodnika sfotografował się z rozpracowującym go esbekiem i udowadniał, że to wszystko to generalnie niezłe jaja były. Albo aktor, który broni innego aktora-współpracownika SB, w sposób wymowny – „no przecież nikogo nie zabili”.
 

Tylko, że tym razem właśnie kogoś zabili, innych aresztowali, a jeszcze innych potłukli do nieprzytomności. O ile u mnie w rodzinie skończyło się szczęśliwie i nawet wesoło, to w rodzinie mojej Narzeczonej byli internowani. Zabrali go tylko w płaszczu, a zima ponoć była sroga. Skąd wiem, że było zimno skoro jeszcze mnie na świecie nie było? To akurat słyszałem w telewizji.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka