13 obserwujących
22 notki
42k odsłony
  2845   47

Smarzowski. Pseudo-Stańczyk neoliberalnego salonu.

Figura Stańczyka ma bardzo ważne miejsce w polskiej świadomości. Był to nadworny błazen, który za pomocą ciętych uwag wypominał władcy błędy czy przewiny, zwracał uwagę na poważne problemy, o których inni, zapatrzeni na własną karierę dworzanie, bali się królowi wspomnieć. Do takiej roli zdaje się aspirować Wojciech Smarzowski, tym razem jednak w roli władcy, któremu wypominane są przywary, występuje polski naród. Wszystko jednak wskazuje na to, że zamiast być Stańczykiem, z filmu na film nasz reżyser staje się Patrykiem Vegą dla ludzi nienawidzących Polski.

Ostatnio głośno się zrobiło o nowym "starym" filmie Smarzowskiego "Wesele 2". I niekoniecznie z powodu jego walorów artystycznych (choć część liberalnych komentatorów już rozpływa się nad tym jak celnie punktuje polskie przywary), a z powodu rozpowiadanych przez reżysera historii o tym, że rzekomo partia rządząca będzie chciała zakazać wyświetlania jego dzieła w Polsce. Jakże absurdalne są to opowieści, zważywszy na fakt, że ów film jest współfinansowany przez państwo polskie. Sytuacja ta przypomniała mi jednak pewien fakt z przeszłości: Patryk Vega w ten sam sposób promował jeden ze swoich poprzednich filmów: "Polityka". Na tym niestety podobieństwa się nie kończą.

Wojciech Smarzowski, jak bardzo technicznie lepszym reżyserem by nie był od Patryka Vegi, to podobnie jak ten drugi reżyser, od lat kręci on tak naprawdę ten sam film. Zmienia się oczywiście setting, czas i miejsce akcji, ale reszta pozostaje taka sama. Tak jak celem nadrzędnym każdego z filmów Vegi jest na siłę wywołać kontrowersje, tak celem nadrzędnym filmów Smarzowskiego jest obrzydzenie Polakom ich własnego narodu. Niezależnie czy akcja filmu rozgrywa się na Wołyniu w czasie wojny, czy na polskiej prowincji w latach 90. to fabuła prowadzi nas po starej, sprawdzonej ścieżce. Polacy ukazani w szaroburych barwach są brudni, ciągle piją i nie stronią od przemocy. Są prymitywni, nietolerancyjni, na każdym kroku wychodzi z nich antysemityzm i zabobonność. Nie jest też przypadkiem, że przytłaczająca większość filmów Smarzowskiego rozgrywa się na prowincji. Kolaż ciągle tych samych aktorów wciela się po kolei w te same, stereotypowe postaci. Ojciec alkoholik, matka o wzroku czekisty, ksiądz pół debil i na pewno pedofil. Na to wszystko spogląda z boku pijany w sztok policjant. Całość kończy się oczywiście przygnębiającą tragedią: sąsiedzi się tak naprawdę nienawidzą, ktoś kogoś bije albo morduje, a godło polskie przy okazji bardzo symbolicznie ląduje gdzieś w oborniku, na którym kopuluje brudna para pijanych Polaków. Wszystko okraszone jest soczystą dawką przekleństw, wyzwisk, naturalistycznie ukazanej przemocy oraz odrzucających, obrzydliwych scen seksu.

Wszystko to się dzieje przy poklasku neoliberalnego salonu. Kolejne dzieło Smarzowskiego wchodzi w niego jak rozgrzany nóż w masło, powodując istną ekstazę. Nie liczy się już to, że każdy taśmowo produkowany film jest gorszy technicznie od poprzedniego, że fabuła w nich jest coraz bardziej infantylna i przewidywalna. Ważne, że po raz kolejny ktoś tym znienawidzonym Polaczkom napluł w twarz. Ważne, że ktoś robi filmy idealnie skrojone pod wyższościowe urojenie wielkomiejskich, neoliberalnych elit.



Jeżeli spodobała Ci się moja praca, zapraszam do zostawienia lajka oraz zaobserwowania mojego bloga. Zapraszam również do kulturalnej dyskusji w komentarzach :)

Lubię to! Skomentuj212 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura