14 obserwujących
22 notki
41k odsłon
  1181   32

Urojenie wyższościowe polskich neoliberałów

Urojenia (łac. delusiones) – zaburzenia treści myślenia polegające na fałszywych przekonaniach, błędnych sądach, odpornych na wszelką argumentację i podtrzymywane mimo obecności dowodów wskazujących na ich nieprawdziwość.

Świat polskiego neoliberała jest bardzo prosty: PiS wygrywa, bo zawsze ktoś zawinił. Zawinił ktoś inny niż on sam. A to niewykształcona tłuszcza w swoim zakompleksieniu głosująca na prawicę, a to bezrobotni kupieni za 500+, a to ostatnio, ci źli młodzi, którym nie chce się chodzić na demonstracje KODu. Raz winna jest Lewica, która nie chce mówić z PO jednym głosem w każdej sprawie, innym razem winni są symetrystyczni dziennikarze, śmiący zadawać Tuskowi niewygodne pytania. Zawsze, w każdej sekundzie egzystencji wyborcy PO, wszelkie siły świata zbierają się wspólnie, by przeszkodzić jego ukochanej partii w rozgromieniu Prawa i Sprawiedliwości. A przecież tym razem, to już było tak blisko. Tym razem miało się udać.

Pogarda jaką żywi polski neoliberał do innych ludzi była wyrażana na przestrzeni lat na wiele rożnych sposobów. W latach 90 śmiał się z tych niezaradnych, leniwych i głupich ludzi, którzy nie poradzili sobie podczas transformacji ustrojowej. Uosobieniem przysłowiowego "chama z siekierą" był Lech Wałęsa, ten sam, który kilkanaście lat później został odkurzony przez Donalda Tuska i wciągnięty do panteonu autorytetów III RP.

Dla wyborcy PO to oczywiste, że reformy Balcerowicza były wspaniałe i słuszne - ale do czasu. Gdy w 2004 roku Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, narracja musiała ewoluować. Od tego dnia wszystko co było wcześniej, mimo, że jeszcze tak niedawno wychwalane i stawiane na piedestale, zmieniło się w neoliberalnych głowach w synonim najgorszego zła. Nagle z dnia na dzień, akces do Unii Europejskiej zlikwidował bezrobocie, przemoc domową, zbudował nam drogi oraz autostrady, sprawił, że państwo w ogóle mogło funkcjonować. To samo państwo, które jeszcze niedawno kwitło po balcerowiczowskich reformach. Sam akt akcesyjny zrobił z polskiego chama oświeconego Europejczyka. A przynajmniej miał zrobić, bo jak zwykle, ci niewdzięczni i ciemni Polacy wszystko zepsuli.

W międzyczasie miejsce Lecha Wałęsy na stałe już zdążył zająć Jarosław Kaczyński. Dziad z Żoliborza, bez konta w banku, samochodu, żony i dzieci, samotnie opiekujący się kotami. Pewnie kryptogej (co jest zabawne, tylko gdy sugerują to neoliberałowie, kiedy powie tak prawicowiec to już jest homofobia), w dodatku przewodzący partii starców i moherowych beretów. Nie to co elokwentny i wysportowany Donald Tusk, ciągnący za sobą rzesze uśmiechniętych i radosnych Europejczyków. Młodych, wykształconych oraz z wielkich ośrodków miejskich.

To jednak już pieśń przeszłości. Przyszedł straszliwy rok 2015 i wszystko znowu się zmieniło. Młodzi zdradzili, nie chcąc głosować na PO. Zdradzają zresztą regularnie do tej pory: co rusz słychać smutne zawodzenia zwolenników opozycji, że na manifestacjach antyrządowych ich tak bardzo brakuje. Kiedy okazało się, że na wiecach Platformy Obywatelskiej zjawiają się głównie ludzie w średnim i podeszłym wieku, narracja o moherowych beretach poszła w odstawkę. Niegdysiejsze babcie, którym należało zabrać dowód, zmieniły się w zatroskane o ojczyznę demokratki. W dzielne kobiety, walczące o europejską Polskę dla swoich wnucząt.

Ciężar narracyjny neoliberałów znowu przechylił się w stronę klasizmu. Z dumą i ekscytacją liczni salonowi profesorowie podkreślali w powyborczych analizach, że na prawicę w Polsce głosuje prowincja oraz ludzie słabiej wykształceni. Chłopi i robole, którzy powinni błagać na kolanach oświeconą elitę z wielkich miast, by łaskawie zgodziła się nimi rządzić, odrzucili ją wybierając brunatnych populistów.

Co jakiś czas neoliberalny salon nieudolnie próbuje robić zwrot w kierunku wyborców prawicy. Politycy PO opuszczają strzeżone osiedla i udają się w Polskę lokalną, by z miernym skutkiem przekonywać do siebie ludzi, którymi na co dzień tak bardzo pogardzają. Gdy po raz kolejny ta sztuka się nie udaje, chętnie wracają w wygodne objęcia dobrze sobie znanej retoryki o "tych innych" co zawinili, przez co "demokratyczna opozycja" znowu jest tylko opozycją. I tak w kółko. Wszak wygodniej jest żyć w urojeniu wyższościowym, niż przepracować własne błędy i przyznać przed samym sobą, że za własne porażki odpowiadamy przede wszystkim my sami.


Jeżeli spodobała Ci się moja praca, zapraszam do zostawienia lajka oraz zaobserwowania mojego bloga. Zapraszam również do kulturalnej dyskusji w komentarzach :)

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka