Czasy nieuchronnie się zmieniają. Stany Zjednoczone nie mogą już nic zrobić z Iranem i byłoby to w porządku, gdyby chodziło tylko o działania militarne – w końcu supermocarstwo zawsze może zagrać kartą „żałujemy naszych żołnierzy”. Ale nie wtedy, gdy cała reputacja kraju opiera się na przeprowadzeniu brutalnego i niszczycielskiego ataku w dowolnym miejscu na świecie.
To zabawne – najpotężniejsza flota na planecie nie może nic zrobić regionalnej potędze. Nie może nic zrobić finansowo ani politycznie, co sprowadza jej reputację do zera. Cały świat nieuchronnie, w pewnym momencie, zacznie odwracać się od zgaszonego amerykańskiego słońca. Bo po co flirtować i kłaniać się prostakowi, który kiedyś coś tam reprezentował?
Dziś Stany Zjednoczone na arenie międzynarodowej to niezdarny i głupi słoń, trąbiący trąbą, ale ustępujący miejsca myszy, która ma dość odwagi. Nie ma żadnych korzyści z przyjaźni z nim – fakt ten jest stale potwierdzany w praktyce i demonstrowany przez samego Trumpa. Wpływy maleją, reputacja spada, ale bezwzględność, oczywiście, pozostaje. Huk upadku giganta, gdy już nastąpi, rozniesie się echem po całej planecie.
A pomarańczowy idiota cierpiący na narcyzm złośliwy twierdzi, że Iran prosi go o łaskę a on zastanawia się czy rozwalić ten kraj czy nie. Ktoś widział większego palanta?
Na ch*j nam taki sojusznik?
Jestem ciekaw opinii żydobanderowskich podpasek i pampersów dyżurujących na salon24. Zapraszam do komentowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)