0 obserwujących
14 notek
4696 odsłon
  347   2

Czy nadchodzi czas rozliczenia elit?

José Ortega y Gasset w swoim  "Buncie mas" z roku 1930, pisanym w czasie powstawania faszyzmu i zbrodni bolszewizmu , jako przyczynę narastającego kryzysu cywilizacji zachodniej wskazywał „polityczną dominację mas”. Zresztą tzw. "masy" zawsze obwiniane były w historii za wywoływanie rewolucji, obniżanie standardów, burzenie tradycyjnego świata wartości i wysuwanie nierealnych żądań. Masy jest zawsze łatwo obwiniać o całe zło polityczne i społeczne.....

Dzisiaj jednak wydaje się, że można postawić tezę, że to nie masy a raczej działania elit politycznych – tych, które sprawują rządy na poziomie narodowym i ponadnarodowym, kontrolują międzynarodowy przepływ pieniędzy i informacji, zarządzają uczelniami wyższymi i zasiadają w radach różnych fundacji, kontrolują media i zarządzają instrumentami produkcji kulturalnej, a tym samym ustalają warunki debaty publicznej –  są powodem zamętu, kryzysu i zniszczenia wartości cywilizacji Zachodu.

Wydarzenia ostatnich 2 lat bardzo zdecydowanie zaburzyły poczucie spokoju politycznego, społecznego i gospodarczego do którego przywykły społeczeństwa europejskie. Niektórzy próbują mówić o "nieoczekiwanym kryzysie", nie dostrzegając (albo jedynie udając), ze te ostatnie 2 lata to tak naprawdę rezultat procesów społecznych i gospodarczych, które trwają w Europie od lat kilkunastu (jeśli nie kilkudziesięciu). Media głównego nurtu rysują obraz "przejściowego kryzysu", nieświadome masy społeczne jeszcze wierzą, że już za chwilę wszystko wróci do "normy" i dawnych, dobrych czasów. Jednak coraz większa część społeczeństw europejskich czuje, a nawet dostrzega, że to nie jest chwilowy kryzys, chwilowe zacięcie się systemu, ale że sprawy zaczynają wymykać się znanym dotychczas analizom i ocenom. Nasilona propaganda medialna przestaje odnosić skutek, powtarzanie w co drugim zdaniu słowa "demokracja" działa jak czerwona płachta na byka, twarze polityków i działaczy w telewizorze wywołują coraz częściej niechęć i agresję.

Takie momenty napięcia politycznego i gospodarczego były w przeszłości zwiastunem przesilenia, wydarzeń, które miały zmienić bieg historii a często wywrócić świat do góry nogami.

Sam termin "elita" ma w demokracji pejoratywne znaczenie. Przez całe dziesięciolecia wysiłek propagandy demokratycznej skierowany był na wykreślenie pojęcia elitaryzmu z życia politycznego. O ile jeszcze do zaakceptowania było istnienie "elity kulturalnej" lub "elity naukowej" to  twierdzenia o rządach "elit politycznych", o istnieniu "klasy rządzącej" wyśmiewano i uważano za wielki mit. Z drugiej strony, zasady demokracji,  począwszy od mrzonek "umowy społecznej" Rousseau po twierdzenia w rodzaju "każdy może zostać prezydentem"  takim mitem miały nie być.....

Nie jest moim zamiarem w tej notatce kolejne rozważanie istoty i zasad demokracji liberalnej, jej wad i zalet (o ile takie istnieją). Przez ostatnich kilkadziesiąt lat  wychowywano masy społeczne w przeświadczeniu, że demokracja liberalna jako szczytowe osiągnięcie ludzkiej myśli politycznej, jest lekiem na całe zło. Rozgorączkowane rewolucjonistki w Parlamencie Europejskim w co drugie zdaniu i do każdego problemu wrzucają słowa o "demokracji", wierząc, że samo powtarzanie tego słowa wybawi nas z dzisiejszego kryzysu. Hasło "Wolność, Równość, Braterstwo" z czasów Rewolucji Francuskiej pobrzmiewa z nową siłą - warto jednak pamiętać, że hasło to w pełnym brzmieniu kończyło się słowami "albo śmierć". Dzisiaj więc proponuje nam się, jako lekarstwo na kryzys, jeszcze więcej demokracji, więcej poświęcenia, więcej równości a co najważniejsze więcej tych samych rozwiązań politycznych kontrolowanych przez ciągle tych samych polityków. Wmawia się nam, że to "My - Społeczeństwo", powinniśmy zawierzyć demokracji liberalnej , że demokratyczne metody, same przez się, są gwarancją wyjścia z kryzysu.

Zdecydowana mniejszość jest dzisiaj w pełni świadoma, że pojęcie "demokracji liberalnej" to tak naprawdę oksymoron, oczywista sprzeczność, za którym to pojęciem nie stoją żadne z  przypisywanych mu cech i wartości. Mantra o dobrodziejstwie demokracji ma tak naprawdę za zadanie ukrycie rzeczywistego sposobu i ośrodków sprawowania władzy w świecie, w którym żyjemy.
Połączenie demokracji i liberalizmu to jak połączenie ognia z wodą, ale pojęcia te tak splotły się dzisiaj ze sobą, że masy wyborcze przestały je rozróżniać i dostrzegać ich sprzeczność. Jak pisze  Kuehnelt-Leddihn, połączenie tych pojęć to czysty historyczny przypadek, a całą "magię" tego połączenia stanowi element liberalny czyli wolnościowy. Demokracja w tym połączeniu to element egalitarno-totalitarny, którego w żaden sposób nie da się połączyć z liberalizmem.
W pojęciu "demokracja liberalna" występuje więc ewidentna sprzeczność między wolnością a równością, bowiem te wykluczają się wzajemnie - możemy być albo wolni albo równi.

Doktryna demokracji starała się ukryć, zafałszować, wymazać rzeczywisty fakt, że społeczeństwa nigdy nie są jednorodne a członkowie społeczności różnią się między sobą. W demokracji nie przyjmuje się do wiadomości, że zjawisko nierówności społecznej jest zjawiskiem naturalnym, z którego wynika fakt, że wszystkie znane w historii społeczeństwa miały strukturę w której istniał podział  – i w pewnym sensie opozycja – między masą rządzonych jednostek a niewielką liczbą jednostek, które rządzą i które nazywano elitą. Elita rządząca, czyli "Oni" istnieli od zawsze: kiedyś, w czasach arystokracji często nieodgadnieni, okrutni lub życzliwi, tajemniczy – Wielcy Panowie. Dziś, w czasach demokracji, owi "Oni" stali się często niewidzialni, anonimowi, schowani za murami korporacyjnej biurokracji.

Powstaje więc zasadnicze pytanie - jakie są te elity, które nami dzisiaj rządzą? Jak się ukształtowały? Czego możemy się po nich spodziewać i czy możemy się obronić przed ich potencjalną tyranią?

Teorie dotyczące istnienia i funkcjonowania elit często idą w zapomnienie w czasach, gdy funkcjonowanie systemu jest stabilne, ale odżywają, podobnie jak teorie klasowe, w czasach kryzysu. Najbardziej znane i opracowane teorie dotyczące elitaryzmu wyszły spod ręki Gaetano Mosci, Vilfredo Pareto, Charlesa Wrighta-Millsa oraz Roberta Michelsa, ale sięgnąć można także do prac Thomasa Carlyle'a czt Gustava LeBona.
Często wrzuca się wszystkie te teorie do jednego worka, rozpatruje razem i za bardzo upraszcza, podczas gdy każda z nich niesie za sobą nieco inne treści. Każda warta jest też oddzielnego omówienia (co być może kiedyś uczynię). W Polsce dobre opracowania na ten temat są autorstwa M. Żyromskiego, M. Stefaniuk czy R. Mińskiego, ale warto samemu poczytać oryginalne prace na ten temat wspomnianych wyżej autorów.

Oczywiście odpowiedzią na teorie dotyczące funkcjonowania  elit politycznych we wszystkich systemach politycznych (nie wyłączając demokracji) były m.in. prace Mannheima, Reismana czy Dahla starające się umniejszyć rolę i znaczenie klasy rządzącej w systemie demokratycznym. Karl Mannheim, udowadniał, że w czasach przyspieszonych zmian struktur społecznych, mnóstwo nieustannie zmieniających się czynników nie pozwala na opanowanie władzy przez jedną, stałą elitę rządzącą. Reisman twierdził, że istnieje obecnie zbyt wiele potencjalnych "liderów" i centrów rządzenia wraz ze znaczną ilością "grup weta", które są wystarczająco silne, aby zapobiec przejęciu władzy przez jedną grupę.
Z kolei Dahl krytykował teorie istnienia elity w demokracji zakładając "zdolność wszystkich grup społecznych do utrzymania między sobą idealnie płynnej równowagi w systemie demokratycznym"

Nie będę wchodził w tej notatce we wszystkie szczegóły rozważań na temat funkcjonowania elity rządzącej, choć są one bardzo interesujące.  Bardziej interesuje mnie tutaj rozważenie ogólnego problemu :  jeżeli przyjmiemy (zgodnie z najbardziej  radykalną, pierwotną koncepcją Gaetano Mosci), że w każdym systemie politycznym istnieje  ostry, dualistyczny konflikt - Elita (Nieliczni) kontra Masy (Wielu) - i że tylko Nieliczni mogą a nawet powinni rządzić, a Większość nie rządzi i nigdy rządzić nie będzie -  to kim jest ta elita, która nami rządzi i jak ona funkcjonuje?

W czasach spokoju i dobrobytu, masy społeczne nie zawracają sobie specjalnie głowy rządzącymi elitami. Przyjmuje się ich istnienie jako fakt oczywisty, jako zło konieczne, nawet w demokracji i wbrew istniejącej propagandzie. Jednak historia pokazuje, że w czasie kryzysu, narastającego niepokoju, gdy zaistniał jakiś powód, by kwestionować autorytet lub użyteczność elit, wówczas ten stabilny układ między masami a elitami rządzącymi ulegał zachwianiu.

Gaetano Mosca twierdził, że niezależnie od sytemu politycznego, władza zawsze znajduje się w rękach mniejszości. Samo przekazywanie władzy i wpływów odbywa się także w zamkniętym kręgu elity, choć oczywiście rozważał także sposoby odnawiania się elity i dopuszczania "świeżej krwi" do klasy rządzącej. Elita narzuca masom swoją wizję ideologiczną a jej rządy implikują zbiorową manipulację masami przez małą grupę przywódczą (lub przez kilka takich grup współpracujących ze sobą).
Wszyscy członkowie elity są bardzo  wyczuleni na swoje interesy grupowe i czynniki im zagrażające. Czujność ta jest z kolei spowodowana, ukrytym lub wyraźnym, poczuciem solidarności grupowej, a solidarność ta wyraża się we wspólnej woli działania. Można ująć to w prostą  formułę, że wszystkie elity cechuje to, co można opisać trzema słowami: świadomość grupowa, spójność i spisek (tzw. "3C" w języku angielskim: consciousness, coherence, and conspiracy).

Vilfredo Pareto z kolei rozwinął swoją teorię elit w oparciu o własną, socjologiczną teorię nieracjonalnego działania mas. Życiorys Pareto to sama w sobie pasjonująca historia. We współczesnej socjologii jego prace są krytykowane, często wyśmiewane, choć śmiem twierdzić, że niewielu przeczytało jego rozważania w całości - z tego co wiem, jego kilkutomowy "Traktat socjologii ogólnej" nigdy nie ukazał się w całości w języku polskim.
Pareto chciał, aby jego teoria obiegu elit był jednym z aspektów jego bardziej wszechstronnej teorii funkcjonowania społeczeństwa. Pareto wykazywał, że modele i sposoby funkcjonowania i cyrkulacji elit są powiązane ze zmianami czynników społecznych, politycznych i gospodarczych.
Wszystkie te czynniki mają wpływ na kształt i sposób działania elit politycznych. Pareto podzielił działanie ludzkie na logiczne i nielogiczne. Chociaż może się wydawać, że ludzie działają subiektywnie w sposób logiczny (wyznaczają cele i dążą do ich realizacji), ale za tą racjonalnością działania kryje się często obiektywna nieracjonalność: tak naprawdę to, do czego ludzie dążą, nie jest identyczne z tym, czego pragną. Pareto opisał te składniki teorii pozalogicznego działania wprowadzając pojecie "sentymentów" (uczuć, zamierzeń) czyli wytworów umysłu ludzkiego, będących podstawą jego działania oraz pojecie "rezyduów", czyli wyrażanie ukrytych popędów mających wpływ na  przejawianie się sentymentów. Pareto wyróżnia 6 rodzajów rezyduów - nie wchodząc w szczegóły: w zależności od tego, jaki rodzaj rezyduów przeważa w danym momencie w społeczeństwie zależeć będzie styl rządzenia preferowany przez elity.  
Na przykład, w teorii Pareto  rezydua klasy pierwszej oparte są o instynkt kombinacji. Jeżeli przewagę w społeczeństwie będą mieć rezydua tej  klasy, to dla realizacji swoich celów elita posługiwać się będzie głównie przebiegłością, sprytem i zręcznością jako alternatywą dla użycia siły. Jeśli zaś w klasie rządzącej zaczną dominować np. rezydua klasy drugiej oparte o stabilność i utrzymywania zwartości grupy , to elita będzie charakteryzować się się niechęcią do jakichkolwiek zmian a raczej  poszukiwaniem sposobów utrzymywania sprawdzonych metod rządzenia za wszelką cenę.
Tak więc ze zmienności występowania rodzajów rezyduów w klasie rządzącej wynikają zmiany sposobów sprawowania władzy. Upraszając, rezydua decydują o rozróżnieniu między dwoma metodami rządzenia: rządzenia siłą (brutalnością) albo podstępem (przebiegłością). Elity polityczne dzielić się będą na dwie rodziny, z których jedna zasługuje na miano rodziny "lwów", a druga rodziny "lisów".
W socjologii Pareto różne elity polityczne, "lwy i lisy", charakteryzują się przede wszystkim względną obfitością rezyduów pierwszej lub drugiej klasy. Tak więc "lisy" są elitami obficie obdarzonymi cechami pierwszej klasy;  są to elity, które dążą do utrzymania władzy poprzez propagandę i mnożenie kombinacji polityczno-finansowych, posiadają spryt i przebiegłość, rządzą posługując się ugodą i kooptacją.   Według Pareto  te elity są charakterystyczne dla reżimów, które nazywamy demokratycznymi.
„Lwy” natomiast wyposażeni są w rezydua klasy II, preferują więc rządzenie przy pomocy siły i brutalności. Jak łatwo zauważyć, podział ten odpowiada słynnej antytezie Machiavellego między lwem a lisem.
Pareto do swojej teorii wprowadził jeszcze pojecie "derywacji", czyli reakcji językowych i teorii kulturowych budowanych przez ludzi, aby niejako usprawiedliwić funkcjonowanie irracjonalnych rezyduów i nadać działaniom ludzkim pozory racjonalności. Typowymi przykładami derywacji będą więc rożne doktryny polityczne, ekonomiczne, etyczne, systemy religijne i teorie społeczne, często budowane naprędce, aby usprawiedliwić działania ludzkie.

Jak widać teoria Mosci o rządzeniu elitami była mniej psychologiczna niż teoria Pareto, a bardziej polityczna. Według niego każda elita polityczna wydawała się charakteryzować przede wszystkim tzw "formułą rządzenia"– przybliżonym odpowiednikiem tego, co nazwiemy ideologią legitymizacji: ideą, która usprawiedliwia rządząca mniejszość.

Kolejny impuls dla rozważań teorii elit nadały już XX wieczne prace Millsa, które zaczęły bliżej opisywać już dzisiejszą rzeczywistość. W swojej książce "Elita władzy" (1956) Mills przedstawił  nowe spojrzenie na system władzy w USA. Mills uważał, że na nową elitę składa się sojusz elit biznesu, elit politycznych i elit wojskowych. Mills nie był zresztą pierwszym, który odkrył wielką potęgę i zagrożenie zbliżenia wielkiego biznesu i biurokracji z elitami wojskowymi. Takie niebezpieczeństwo opisywał już Lasswell, który sugerował, że takie zbliżenie spowoduje iż "władza przechodzi od specjalistów od perswazji do specjalistów od przymusu".

Według Millsa, w dzisiejszym zglobalizowanym świecie środki władzy i przemocy stają się totalne co do zakresu, a biurokratyczne w formie. Wielu obserwatorów zwraca uwagę, że klasa rządząca pozostaje dzisiaj niejako w ukryciu, na drugim planie i niekoniecznie bezpośrednio sprawuje rządy. Natomiast bardzo uważnie kontroluje rządy i pociąga za sznurki, uzależniając owe rządy od siebie, czyli prawdziwej elity władzy. Celowo używam liczby mnogiej  - "rządy" - bowiem wydaje się, ze dzisiaj elita władzy ulokowała się na poziomie międzynarodowym, globalnym i ma zapędy do budowania władzy światowej. Banki, koncerny energetyczne, farmaceutyczne, zbrojeniowe, medialne operują dzisiaj w skali globalnej i budują prawdziwa elitę władzy. Nie jest to już tylko "lokalna", na poziomie narodowym "Rewolucja menedżerów" według Burnhama, która mówiła o przechodzeniu władzy w ręce menadżerów, zamiast polityków – jest to raczej budowanie nowej elity władzy, która grupuje w sobie osobników kontrolujących większość dziedzin życia na skale globalną.

Dzisiaj mamy poczucie, że zbliżamy się do momentu przełomowego. Świadomość ta zaczyna powoli docierać do szerokich mas społecznych. Jeżeli tak jest, to należy postawić pytanie o dalszy bieg procesów społecznych i oczekiwać jakiegoś "spięcia" pomiędzy elitą rządzącą a niezadowolonymi masami - tak, jak to już wielokrotnie w historii bywało.
Oczywiście dzisiaj, przy formułowaniu się elity rządzącej nie na poziomach narodowych, ale na poziomie globalnym trudno przewidzieć, jak miałby wyglądać i przebiegać "bunt mas". Niewątpliwie jednak, biorąc pod uwagę te warunki, nawet te nowe, globalistyczne elity muszą czuć pewien niepokój i zadawać sobie pytanie - czy można utrzymać stabilność społeczną, a jeśli tak, to w jaki sposób?
Każda elita, także współczesna, zawsze będzie starała się  spacyfikować niezadowolone masy.
Paradoksalnie, teorie XIX wieczne przy pewnej modyfikacji mogą wyjaśniać przewidywany bieg zdarzeń.  Według Pareto elita ma zasadniczo wybór dwóch metod, które może zastosować jednocześnie w zmiennych proporcjach, dla eliminacji niezadowolenia mas: może starać się dokooptować (np. kupić)  tych niezadowolonych osobników do elity władzy - Pareto nazywa ich "rewolucjonistami", a my tych współczesnych rewolucjonistów możemy łatwo wskazać i ulokować wśród organizacji ekologicznych, organizacji pozarządowych czy różnych fundacji. Elitą, która wykazała się w historii największą wirtuozerią w absorpcji potencjalnych rewolucjonistów, jest elita angielska, która przez kilka stuleci otworzyła swoje drzwi dla najbardziej utalentowanych z tych, którzy nie urodzili się w klasie uprzywilejowanej albo starali się zmienić porządek społeczny.
Druga metoda to po prostu eliminacja niezadowolonych i przeszkadzających osobników. Najbardziej humanitarną metodą eliminacji w XIX wieku było wygnanie np. do kolonii. Jak pisał w 1871 Renan w "La Réforme intellectuelle et morale de la France", społeczeństwa pozbawione zaworu bezpieczeństwa emigracji są skazane na kłopoty wewnętrzne. Dzisiaj, przy funkcjonowaniu środków masowego przekazu i nowoczesnej komunikacji, eliminacja z życia społecznego może przybierać bardziej wyrafinowane aczkolwiek nie mniej drastyczne sposoby.
Pareto dostrzegał jednak także mniej humanitarną metodę eliminacji jaką jest po prostu egzekucja, czyli fizyczna eliminacja, metoda często wykorzystywana w historii. Widząc bezwzględność działania dzisiejszych "władców tego świata", słuchając Klausa Schwaba i jego popleczników  ("sojusz ekstremów" jak nazywa to Wielomski) nie wykluczałbym ryzyka podjęcia przez nich nawet takich działań, aby zrealizować swoje plany. Czas, jak zwykle, wszystko pokaże.......

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale