SJS SJS
359
BLOG

Krótka (bardzo) notatka na temat Kościoła

SJS SJS Społeczeństwo Obserwuj notkę 24

Czytam oto kolejny artykuł atakujący Kościół - tym razem za jego "brak wyczulenia społecznego",  " zbyt skromne włączanie się w pomoc społeczną i charytatywną" i "brak chęci współpracy z organizacjami społecznymi". Wszystko to oczywiście w przededniu kolejnej akcji organizowanej jutro przez fundację Owsiaka. Tak naprawdę nie ma dnia, aby ociekające  żółcią artykuły Gazety Wyborczej po bardziej zakamuflowane tyrady  "Tygodnika Powszechnego" nie starały się pokazać, jak beznadziejną, niedemokratyczną, aspołeczną, nie rozumiejąca współczesnego człowieka i nieprzystającą do obecnego, wspaniałego świata organizacją jest Kościół katolicki.

Czytając te mniej lub bardziej "uczone" wypociny, zawsze przypominam sobie wtedy zdania Nicolasa Gomeza Davili, który napisał kiedyś bardzo krótko :
" Zadaniem Kościoła nie jest dostosowywanie chrześcijaństwa do świata, ani nawet - dostosowywanie świata do chrześcijaństwa. Jego zadaniem jest utrzymywanie kontrświata w świecie".

Gdy wczytać się w te zdania, to tak naprawdę podsumowują one bardzo jasno, jak Kościół powinien postrzegać swoją pozycję i jaką rolę powinien pełnić w świecie.
Nie jest rolą i zadaniem Kościoła przypochlebianie się szeroko rozumianemu społeczeństwu, porozumiewawcze "mruganie" okiem do różnych środowisk i organizacji, naginanie swoich zasad do współczesnych bzdur głoszonych przez polityków czy innych specjalistów od duszy ludzkiej.
Kościół, jak pisał w innym miejscu Gomez Davila,  nie może także traktować wiernych jak wyborców i entuzjazm wielkich mas przedkładać nad indywidualne nawrócenia.

Kościół nie jest klubem towarzyskim, nie jest także organizacją charytatywną, ośrodkiem pomocy społecznej czy czymkolwiek jeszcze. To współcześni decydenci i politycy chcieliby sprowadzić Kościół do rangi prywatnego stowarzyszenia i kolejnej organizacji społecznej, najlepiej z przymiotnikiem "demokratyczna", z wybieralnymi władzami i wolą większości.

Taka droga i uległość zaprowadziłyby Kościół donikąd. Tak jak pisał Gomez Davila : Kościół musi trwać jako "kontrświat w świecie" - wierny zasadom wyłożonym w Biblii, a nie w zmienianych co rusz konstytucjach, wierny Dekalogowi, a nie tzw. prawom człowieka, co chwilę rozszerzanym już nawet nie wbrew tradycji, ale wręcz wbrew naturze ludzkiej ("prawoczłowieczyzm", jak nazywa to profesor Bartyzel). Dlatego Kościół nie może ustępować przed neoliberalnym atakiem na swoje podstawy i zasady poprzez rezygnację z tych zasad i dostosowywanie się do współczesnego Nowego Porządku.

Kościół musi stawiać poprzeczkę swoich zasad i wymagań bardzo wysoko, bez żadnych ustępstw. To katolicy, wierni, ludzie mają się do tych odwiecznych, świętych zasad Kościoła dostosować.  
To człowiek współczesny musi dostrzec, że odwieczne prawdy i zasady Kościoła były zawsze tym, co scalało społeczności i nadawało sens ludzkiemu życiu.

Religia i Kościół są i będą największymi wrogami decydentów współczesnego świata i ich planów kształtowania "Nowego Człowieka". Ten "Nowy Człowiek" ma pokładać nadzieje w postępie, ma stać się bogiem na Ziemi i tutaj, sam, beż żadnych transcendentnych idei budować swój Raj. To nauka, wiedza i postęp mają stać się nową religią i ideałem, to one mają rozwiązać wszystkie ludzkie problemy, łącznie z problemem śmierci i zbawienia. To rozum ludzki ma być tym nieograniczonym źródłem i drogowskazem postępu.

Ciągle jednak, mimo wysiłków i starań manipulatorów tego świata, natura i psychika człowieka zwraca się ku transcendencji, ku religii. Już oto mogłoby się wydawać, że ten Nowy Wspaniały Raj na Ziemi jest tak blisko - ale jednak ciągle odzywa się to "coś" w człowieku, czego współcześni specjaliści od duszy ludzkiej nie są w stanie wyeliminować, zniszczyć. To "coś" co istnieje obok i jednocześnie razem z rozumem, to intuicyjne doświadczenie obecności tajemniczej mocy, siły, która wzbudza w człowieku zarówno fascynację jak i niepokój. Oto bowiem ten "wielki rozum ludzki" staje się bezradny wobec problemów i pytań natury ludzkiej. Profesor Wolniewicz zwykł mawiać, że "Człowiek to istota rozumna, świadoma swojej śmierci". Piękna definicja, z jednej strony sławiąca rozumność człowieka, z drugiej pokazująca jego wielkość i odrębność poprzez świadomość własnego końca. Jednak wysiłki współczesnych manipulatorów sprowadzają się do tego, aby rozum ludzki jak najbardziej ograniczyć, sprowadzić go do "rozumu instrumentalnego" (jak nazywał go Taylor). Ma  to być, sławiony w powszechnej edukacji, rozum Oświeceniowy - bardzo ograniczony i ubogi, któremu daleko do istoty "rozumu noetycznego" o którym pisał m.in. Platon. Jednocześnie świadomość śmierci, która skłania człowieka ku transcendencji i religii, ma zostać zastąpiona "wiedzą o śmierci". Jak pisał  Max Scheler, człowiek ma utracić tę świadomość i patrzeć na własny los i własną śmierć jak na fakt encyklopedyczny, fakt z kalendarza, jakby nie dotyczący jego samego

Kościół musi stać twardo przy swoich zasadach. Chrześcijanie wierzą od ponad 2000 lat, że ich życie ma sens poprzez perspektywę osiągnięcia szczęścia wiecznego. Nie wystarczy perspektywa "dążenia do szczęścia" na Ziemi, jak chcieli np. Ojcowie Założyciele w tak wychwalanej konstytucji amerykańskiej, która tak naprawdę miała wyeliminować Kościół i wiarę z życia społecznego. Kościół katolicki stał się tą bazą, opoką, która swoją nauką, zasadami i przykazaniami z jednej strony zawsze wspierała kondycję duchową człowieka i nadawała metafizyczny aspekt jego egzystencji, z drugiej strony budowała prawdziwą wspólnotę społeczną bez naginania się do dzisiejszego "nowego bożka" - demokracji.

Ataki nie ustaną. Będą coraz brutalniejsze - bo wykonywane rękami i piórami dzisiejszej "nowej jenteligencji" ale i coraz bardziej wyrafinowane działaniami specjalistów od manipulowania masami ludzkimi.
Ale ciągle wielu z nas widzi, że ta wspaniała, budowana nam dzisiaj  Nowa Epoka,  oparta na wartościach hedonistycznych,  zieje pustką duchową i nihilizmem. Tę oferowaną przez współczesny świat nicość widzi każdy porządny człowiek - czy to katolik, chrześcijanin, ale także ateista żyjący z poczuciem tego, co Voegelin nazywał "metaxy" czyli formą refleksji pomiędzy dwoma biegunami doświadczenia - skończonym i nieskończonym czyli immanentnym i transcendentnym.
Słabnięcie Kościoła i wartości chrześcijańskich będzie sprzyjać nihilizmowi i tak naprawdę pogłębiać kryzys ducha człowieczego. Historia jednak pokazała, że człowiek potrafi znaleźć słuszne odpowiedzi i prawdy, aby uchronić swoją tożsamość.

SJS
O mnie SJS

Jestem rzecznikiem samego siebie.  O moich podróżach można poczytać tutaj: http://zeszytpodrozny.blogspot.com/

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo