W swojej krótkiej karierze blogera szybko zrozumiałem, iż dla większości blogerów - ludzi znajdujących rozrywkę w spisywaniu spostrzeżeń o życiu politycznym w formie tzw. notek oraz komentowaniu notek pisanych przez innych blogerów - głównym wyznacznikiem tej aktywności jest fanatyczna wierność faworyzowanej opcji politycznej. Nie będę tu wskazywał palcem tych najbardziej zacietrzewionych. Zasada jest taka: moja ulubiona partia i jej lider nie popełnia błędów, a oponenci wyłącznie kłamią, jątrzą i spiskują przeciwko nam. Ja wolę trzymać się własnych idei. Partia polityczna jest mi potrzebna, abym mógł zgodnie z demokratycznym schematem wyrazić swoje ideały w akcie głosowania. Partia służy mi, a nie ja partii.
Był czas naturalnej dla każdego inteligentnego człowieka krytyki PiS za próby ograniczania demokracji i wprowadzenia w Polsce czegoś na kształt państwa parapolicyjnego. Ten strach przed dyktaturą zmienił się dziś w strach przed skutkami wyjątkowo nieudolnych rządów. Struktury państwa działają tylko siłą inercji. Premier jest bez charyzmy, partia rządząca osiadła na laurach uśpiona sondażami i przekonana, że wierność elektoratu nigdy nie przestanie trwać. Wymieniam te wady PiS-u i PO jako partii zasadniczo nie nadających się na poważnie do rządzenia państwem, lecz nie jestem w swojej krytyce zacietrzewiony. Przykładowo politycy PO mimo wszystkich swoich wad potrafią zdobyć się na racjonalne działania i nie waham się otwarcie o tym mówić i pisać, nawet gdy jestem przekonany, że w danej sytuacji politycy SLD byliby nieporównanie bardziej profesjonalni i konsekwentni.
Z taką sytuacją mamy do czynienia w ostatnich tygodniach, gdy jednym z głównych tematów politycznych jest poprawa stosunków polsko-rosyjskich. Niepokój o dostawy gazu w porze zimowej oraz troska o długofalowe bezpieczeństwo Polski w świetle wypadnięcia naszego regionu ze strefy zainteresowań USA, a także okazja jaką była 70. rocznica wybuchu II wojny światowej i wizyta premiera Władimira Putina - wszystko to sprawiło, że sprawa tych dwustronnych stosunków jest dziś tak ważna. Zaangażowanie rządu w ich ocieplenie jest decyzją rozumną i ze wszech miar godną poparcia. Jeśli te misternie budowane stosunki mają teraz zależeć tylko od jednego słowa, słowa 'ludobójstwo', to trudno nie zrozumieć irytacji wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego.
Zacytujmy znaczenie słowa 'ludobójstwo' za Wikipedią: "Ludobójstwo - celowe wyniszczanie całych narodów, grup etnicznych, religijnych lub rasowych, zarówno poprzez fizyczne zabójstwa członków grupy, jak i kontrolę urodzin, przymusowe odbieranie dzieci czy stworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie." Termin ten pojawił się stosunkowo niedawno - po doświadczeniach II wojny światowej i procesów przed trybunałem w Norymberdze. Kategoria ludobójstwa pozwala jakoś zakwalifikować pod względem prawnym unikatową w dziejach świata zbrodnię eksterminacji Żydów przez nazistów oraz pozwoli w przyszłości osądzić winnych, gdyby doszło do podobnej zbrodni. Inną kategorią uznawaną przez społeczność międzynarodową jest kategoria zbrodni wojennych. Nie każda zbrodnia wojenna jest ludobójstwem.
Przeglądając dzisiejsze newsy, łatwo przekonać się, że polski spór polityczny wokół projektu uchwały w sprawie 17 września, który toczy się właśnie w Sejmie, jest bacznie obserwowany przez Rosję. Jeden z rosyjskich dzienników pisze, że projekt PiS-u "może poważnie okryć mrokiem i tak już niełatwe stosunki między Moskwą i Warszawą." Lepsza jest jakakolwiek polityka, ale konsekwentna, niż całkowity brak polityki. Tusk od dłuższego czasu stara się konsekwentnie skierować polską politykę zagraniczną na tor normalizacji stosunków z Rosją. Z perspektywy czasu widać już, że 1 września był na tej drodze sukcesem. Nie można teraz jedną uchwałą zburzyć tej strategii. Przypomnijmy w tym miejscu stanowisko na ten drażliwy temat wyrażone przez przewodniczącego rosyjskiej Rady Federacji (izba wyższa) w czerwcu 2008: "My Katynia nie uważamy za ludobójstwo na polskim narodzie. Wracanie do tej sprawy nie ma sensu. Ludobójstwo ma miejsce tylko wtedy, gdy mówimy o działaniach państwa przeciwko jakiemuś narodowi. Katyń to zbrodnia stalinowska, a od stalinowskich zbrodni nie mniej niż Polacy ucierpieli Rosjanie, Ukraińcy, Tatarzy, Żydzi czy narody Kaukazu. W 1992 r. prezydenci naszych krajów wyraźnie powiedzieli, że Katyń był stalinowską zbrodnią i dlatego nie uważamy, żeby celowe było wracanie do całej sprawy. Oczywiście wiedzieć o niej powinniśmy."
Dzisiaj zbliżone stanowisko zaprezentował w wypowiedzi dla "Dziennika" prominentny członek PO i wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski: "To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i wielki głód na Ukrainie. Katyń to było coś innego. Polscy oficerowie odmówili współpracy z komunistami i zostali zamordowani. Ci, którzy na nią poszli, przeżyli, jak Berling. Poza tym przyjęcie takiego stanowiska miałoby bardzo poważne konsekwencje polityczne." Wspólne kompromisowe stanowisko w sprawie uchwały w sprawie 17 września uzgodniły 3 siły polityczne: PO, PSL i SLD, przy czym Niesiołowskiego wymienia się jako twórcę tego kompromisu. Nie ma tam prowokacyjnych wobec Rosji sformułowań, przy których upiera się PiS we własnej wersji, że "wojska radzieckie wkroczyły do wschodniej części Polski jako agresor z planem zniszczenia i grabieży." Takich "kwiatków" w wersji PiS było więcej: "faszyzm i komunizm, dwa wielkie totalitaryzmy XX wieku oraz ich przywódcy ponoszą odpowiedzialność za doprowadzenie do wybuchu II wojny światowej i jej skutki; Armia Czerwona przyniosła na ziemie polskie śmierć i pożogę; na porządku dziennym były ludobójstwo, morderstwa, gwałty, grabieże i inne szykany." PiS upiera się także przy spornym słowie 'ludobójstwo' i krytykuje stanowisko Niesiołowskiego. Warto w tym miejscu podkreślić, że w rosyjskiej prasie nasi marszałkowie sejmu: Bronisław Komorowski i Stefan Niesiołowski zebrali pochwały za stanowisko uwzględniające wrażliwość Rosji i jasny sprzeciw dla prowokacyjnej wersji PiS-u. PiS jest tam - jak już wspomniałem - mocno krytykowany.
Poirytowany Stefan Niesiołowski dodatkowo w wypowiedzi dla TVN24 nazywa podłością stanowisko polityków PiS. Jego zdaniem zamiast okazania szacunku polskim ofiarom wojny, wykorzystują pamięć o nich wyłącznie do walki politycznej z PO, a w szczególności do osobistego ataku na niego. Przewodniczący klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski w wypowiedzi dla TVN24 również krytykuje wersję uchwały PiS-u za awanturnicze "wzywanie rządu do rozpętywania nowych wojen", dodaje też, że osiągnięto kompromis 3 partii, a to jest ważniejsze niż kłótnia o słowo 'ludobójstwo' rozpętana przez PiS. Myślę, że dzisiejsze newsy budują dość spójny przekaz (zresztą niezmienny od dłuższego czasu): PiS to partia podłości, a PO to partia łagodności. Ja dodałbym do tego: SLD to partia racjonalności.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)