41 obserwujących
1145 notek
662k odsłony
  360   0

Mamy nie tylko broń atomową, ale też termo...

Unia postawiła sobie za cel zdławienie polskiej gospodarki, by nigdy nie stanowiła konkurencji dla państw "starej Unii, a Polacy byli tanią siłą roboczą, chociaż dobrze wykształconą za polskie pieniądze.

          Unijna walka o klimat, ten cały ETS, to tylko propagandowa zasłona mająca kamuflować rzeczywiste zamiary europejskich koryfeuszy międzynarodowych grup interesów. Ściślej mówiąc - międzynarodowych gangów, które w trosce o swoją finansową i gospodarczą pozycję w Europie (i w świecie) gotowi są poświęcić poziom życia całych narodów i nawet zanieczyścić skutecznie środowisko, byle mogli dalej rządzić i mieć zagwarantowane swoje przywileje. O klimat się nie martwią - ufni, że technika zdoła zapewnić (ale tylko dla nich) czyste powietrze

          Powyższe tezy są nadzwyczaj łatwe do udowodnienia. Pierwszy z brzegu przykład: na skutek idiotycznych umów, (układów), aby zachować prawo do nieograniczonego lądowania na niektórych lotniskach - trzeba odbyć odpowiednią liczbę lotów i lądowań. Ponieważ pandemia ilość lotów zmniejszyła, więc tylko Lufthansa, aby dotrzymać ten warunek odbyła już 18 tysięcy PUSTYCH lotów (tzn. bez pasażerów). Myślę, że Papuasi, czy najprymitywniejsze ludy nie dopuściłyby do takiego nonsensu, marnotrawstwa i niepotrzebnego zatrucia środowiska. W głowie się nie mieści. Idzie prawdopodobnie o to, by lotniska nie dopłacały, by miały środki do utrzymywania określonej gotowości. To zrozumiałe, ale wystarczyłoby przecież by linie lotnicze opłaciły tę określoną ilość lądowań i startów, bez konieczności ich rzeczywistego odbycia. Na to najprostsze w świecie rozwiązanie - zarządy linii lotniczych nie wpadły. Albo je odrzuciły, bo okazałoby się, że jest np. nadmierne zatrudnienie z powodu zmniejszonej ilości lotów. Ale skąd brać pieniądze na ten "normalny" personel latający i biurokratyczny? Wyciągnie się łapę do państwa i jakoś to będzie. Nonsensy i bzdury.

          Traktaty i bieżące ustalenia, to tylko zapisany papier, czy nowocześniejsza forma zapisu. Od początku Eurokraci nie myślą ich przestrzegać. Myślą, że można bezkarnie rozszerzać swoje kompetencje. Np. tzw. praworządność dotyczyła tylko (zgodnie z jednomyślnym postanowieniem Rady Europejskiej) przestrzegania reżimu finansowego przy wykorzystywaniu przydzielonych unijnych środków finansowych. Te zasady Polska przestrzegała zawsze wzorowo. Więc Komisja UE bezprawnie zażądała zmian w polskim sądownictwie, chociaż to jest wyłącznie domeną państwa, nie władz unijnych. I stawia warunki dotyczące np. Izby Dyscyplinarnej SN, KRS, czy przywrócenia ukaranych sędziów do orzecznictwa - dopiero ich spełnienie spowoduje transfer unijnych środków, co jest traktatowo zagwarantowane. Ale traktaty unijne władze mają za nic. Dysponują środkami i co im zrobisz???

           Eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski mówi już od dawna, że Polska ma do dyspozycji broń atomową w postaci veta w sprawach wymagających jednomyślności w Radzie Europejskiej. Ma oczywiście rację. trzeba z tego korzystać.

           O funduszu Odbudowy pisałem już sporo - jest to kolejna hucpa mająca na celu wprowadzenie tylnymi drzwiami państwa, które nie są w strefie EURO do tego klubu kierowanego prawie wyłącznie przez Niemcy. Można przyjąć jedynie oferowane "granty" i to tylko wówczas, kiedy pieniądze na nie są zgromadzone przez Unię z tytułu np. celnych opłat granicznych , czy innych składek . Pieniądze zgromadzone w wyniku sprzedaży unijnych obligacji, to właściwie przekręt. Po pierwsze, Polska ma lepszą zdolność kredytową od średniej unijnej i sama może pozyskać fundusze taniej, po drugie nie będą to fundusze obarczone warunkiem "praworządności" i znaczone koniecznością ich wydawania zgodnie z zaakceptowanym KPO. P trzecie - nie ma klarownej informacji dotyczącej trybu nich spłacania, poza wymuszoną formą uwspólnotowienia długów unijnych (co brzmi fatalnie). Ktoś zaciąga długi (np. "upadająca" Grecja), a Polska ma je spłacać. Unia już "pozyskała" pieniądze (nawet dziesiątki miliardów EURO) i już je rozdziela - dla swoich, dla nie swoich są obstrukcje. Tylko te środki to za obligacje kupione przez EBC (obsługujący strefę EURO). Prywatni inwestorzy nie są skłonni ryzykować swoich pieniędzy w takie niepewne unijne przedsięwzięcie. Co to oznacza? Ano oznacza "druk" pustego pieniądza - ściślej - EURO. Trzeba długi spłacać (stąd to wydumane uwspólnotowienie). Jeżeli tych setek miliardów "pustych" EURO się nie wykupi, to następstwem będzie postępująca inflacja - tertium non datur.

      Broń nas Panie Boże przed tak błogosławionymi pożyczkami.

      Najlepszą formą walki z EU ETS, który w istniejącej formie pomyślany jest WYŁĄCZNIE po to, by zdławić dobrze rozwijającą się polską gospodarkę - jest atak. Atak przy pomocy środków napadu stosowanych prze Unię właśnie. Otóż obowiązek kupowania "pozwoleń na emisję CO2" mają wielkie instalacje przemysłowe, ponadto wprowadzono opłaty za emisję na wewnątrzunijne przeloty i coś się myśli o takich opłatach dla producentów samochodów (co jest pomysłem słabo powiązanym z reżimem emisyjnym).

        Proponuję postawienie ultimatum: chcemy rzeczywiście walczyć o klimat, o redukcję CO2, w związku z tym żądamy wprowadzenia tego podatku od emisji dla CAŁEJ EMISJI. , A NIE JAK DOTYCHCZAS (ok 40%) Wielkość emisji CO2 dla poszczególnych państw podaje nawet EUROSTAT. Należy "opodatkować państwa, nie poszczególne zakłady. Rachunek będzie stukrotnie tańszy niż obecnie i stukrotnie sprawiedliwszy niż obecnie. Nie Polska (po Niemczech) będzie największym płatnikiem w Unii, nie na nas będzie jedynie spoczywał obowiązek i zaszczyt walki o klimat, tylko na wszystkich unijnych państwach w zależności od wielkości ich emisji. Premier obawia się, że rozciągnięcie obowiązku kupowania uprawnień do emisji na transport spowoduje dalsze obciążenie Polski; ma rację, ale nie idzie o obciążenie tylko transportu, lecz całej emisji. Spowodowałoby to natychmiastowe obniżenie ceny owych uprawnień i obciążenie poszczególnych państw proporcjonalnie do wielkości emisji. Gdyby Komisja poszła w zaparte i nie obniżała ceny uprawnień - wówczas nasza gospodarka stałaby się jeszcze bardziej konkurencyjna w stosunku do państw trujących (emitujących) dotąd bezkarnie.

             Reasumując; stawiamy ultimatum - przestajemy kupować uprawnienia do emisji CO2 do czasu, aż obowiązek tego kupowania obejmie CAŁĄ emisję...

 

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka