Real Madryt i Manchester City w półfinałach Ligi Mistrzów. Wymowny komentarz Zidane'a

Thibault Courtois w pojedynku z Mohamedem Salahem. Fot. PAP/EPA
Thibault Courtois w pojedynku z Mohamedem Salahem. Fot. PAP/EPA

Real Madryt utrzymał przewagę nad Liverpoolem - zremisował w rewanżu 0:0 i awansował do 1/2 finału Ligi Mistrzów. Stawkę półfinalistów zamyka Manchester City. 

Goście ze stolicy Hiszpanii mierzyli się z dwoma poważnymi problemami na Anfield Road. Do Anglii nie mogli polecieć zakażeni koronawirusem lub kontuzjowani Sergio Ramos, Raphael Varane, Dani Carvajal, Lucas Vazquez i Eden Hazard. Po drugie, o czym wspominał trener Zinedine Zidane, Real Madryt był już na granicy fizycznej wytrzymałości po wyczerpujących meczach z Liverpoolem i Barceloną w jednym tygodniu. W tak intensywnym okresie nietrudno o kolejne kontuzje lub proste, piłkarskie błędy. Z kolei The Reds wierzyli w geniusz swojego szefa Jurgena Kloppa i magię stadionu, choć bez kibiców. Dwa lata temu Liverpool potrafił odrobić trzy bramki straty do Barcelony i dokonał historycznego awansu do finału Champions League. 

Początek starcia rewanżowego wskazywał na taki obrót spraw. Real rozpoczął ospale, skupiając się na posiadaniu piłki i destrukcji poczynań Anglików. W ciągu dwóch minut dwie sytuacje do strzelenia gola miał Mohamed Salah, ale na posterunku był Thibault Courtois. To jego interwencji "Królewscy" zawdzięczali bezbramkowy remis - w 11. minucie Belg wykonał paradę po strzale z dystansu Jamesa Milnera. W międzyczasie Liverpool grał bardzo twardo, ale sędzia nie reagował upomnieniem kartkowym dla zawodników. Na własnych nogach odczuli to m.in. Karim Benzema i Casemiro. Ten ostatni zrewanżował się Milnerowi przy linii bocznej boiska, ostro faulując kapitana gospodarzy. 

Wreszcie w 20. minucie ruszył Benzema, dobiegł do pola karnego, a piłka po jego uderzeniu odbiła się od obrońcy Liverpoolu i słupka. Później Vinicius próbował zdobyć bramkę technicznym uderzeniem, ale strzał złapał Alisson. Po przerwie podopieczni Kloppa ruszyli z natarciem, ale Real mądrze i ofiarnie się bronił. Na całej długości boiska biegał Valverde, który grał z opuchniętą nogą i na środkach przeciwbólowych - w dodatku na prawej stronie obrony, choć to nominalny środkowy pomocnik. Starania Mane, Firmino i Salaha blokowali Nacho i Eder Militao. Real utrzymywał się przy piłce, ale z zamiarem dogrania meczu bez straty gola. Z kolei Liverpool starał się zagrażać Courtois, ale nie stwarzał już klarownych okazji do strzelenia bramki poza samą końcówką w doliczonym czasie gry, gdy Salaha ponownie zatrzymał belgijski bramkarz.

Real pewnie awansował do półfinału Ligi Mistrzów, w którym zmierzy się z Chelsea. - Wszyscy trzymamy się razem. Teraz jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak się prezentujemy. To jest bardzo skomplikowany sezon, ale tej drużyny nigdy nie można skreślać - komentował po remisie Zidane. Francuz jednocześnie podkreślał, że jego piłkarze jeszcze niczego nie wygrali.

Zaledwie dwa miesiące temu większość kibiców drużyny mistrza Hiszpanii domagała się zwolnienia trenera i przeprowadzenia rewolucji kadrowej w klubie. Real bez podstawowych graczy w obronie, najbardziej osłabiony kontuzjami klub z europejskiej czołówki, wciąż może wygrać Ligę Mistrzów i hiszpańską ligę, w której zajmuje drugie miejsce w tabeli.  

- Przegraliśmy ten dwumecz w Madrycie. Do rewanżu przystąpiliśmy z agresją, ale nie udało się zdobyć bramki i potem doświadczenie Realu wzięło górę - tłumaczył po odpadnięciu Liverpoolu Klopp. 

Manchester City pokonał w drugim meczu w środę na wyjeździe Borussię Dortmund 2:1 i również awansował do 1/2 finału Ligi Mistrzów. 

Ekipa Pepa Guardioli zwyciężyła w pierwszym spotkaniu na własnym obiekcie 2:1, ale nie był to tak pewny rezultat - wystarczyło, by wicemistrz Niemiec wygrał 1:0 i sprawiłby niespodziankę. Do 15 kwietnia 2021 roku na 27 drużyn, które wygrały w stosunku 2:1 pierwsze spotkanie, aż 15 ostatecznie odpadło z europejskiego turnieju.

W 15. minucie prowadzenie Borussii dał młody angielski talent Jude Bellingham i w tym momencie to niemiecki zespół był w półfinale. Faworyzowani goście z City ruszyli do ataku, ale długo nie potrafili złamać obrony BVB. Jeszcze przed przerwą w słupek trafił Kevin de Bruyne. Szczęście uśmiechnęło się do nich w 55. minucie. Za fatalne zagranie piłki ręką przez Emre Cana sędzia podyktował rzut karny, który na gola zamienił skrzydłowy Riyad Mahrez.

Borussia nie miała wyjścia i śmielej atakowała Anglików. W 75. minucie na 2:1 dla "Obywateli" trafił Phil Foden i rozstrzygnął losy awansu. Wynik na tablicy świetlnej do końca ćwierćfinału się nie zmienił. 

"The Citizens" tym samym przerwali ćwierćfinałową klątwę. W trzech poprzednich sezonach zespół Josepa Guardioli odpadł na tym etapie.

- Na początku meczu baliśmy się porażki, jednak po stracie gola udźwignęliśmy presję. Awans do półfinału naprawdę wiele dla nas znaczy - przyznał niemiecki pomocnik City Ilkay Guendogan. Całe spotkanie z ławki rezerwowych BVB obejrzał Łukasz Piszczek. 

W półfinałach Real Madryt zagra z Chelsea, a Manchester City będzie rywalizować z PSG. 

GW

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport