Stop manipulacji
"Marionetki!...Wszystko marionetki!... Zdaje im się, że robią co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one..." Bolesław Prus, "Lalka"
0 obserwujących
4 notki
1141 odsłon
  298   1

Jak należy czytać statystyki dotyczące Covid-19?

Za parę miesięcy minie dwa lata jak codziennie słyszymy ile jest zakażonych wirusem SARS-CoV-2, ile osób zmarło, ile osób przybywa w szpitalu, ile osób wyzdrowiało, a od końca poprzedniego roku dodatkowo ile osób zostało zaszczepionych. Ministerstwo Zdrowia organizuje konferencje prasowe, na których rzecznik MZ Wojciech Andrusiewicz podaje najważniejsze dane dotyczące pandemii, informuje jak się zmienia dynamika zakażeń, mówi o wskaźniku reprodukcji wirusa, tzw. wskaźniku R.

Czy my jednak wiemy, co one oznaczają? Czy zakażeni to chorzy? Bo tak często słyszymy, zamiennie mówi się o liczbie zakażonych i chorych. Zakażenie oznacza wtargnięcie do organizmu drobnoustrojów chorobotwórczych, takich jak wirus SARS-CoV-2 i ich stopniowe namnażanie się. WHO definiuje chorobę jako odwrotność zdrowia. WHO definiowało do niedawna zdrowie jako stan pełnego dobrego samopoczucia („dobrostanu”) fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko nieobecnością choroby czy niedomagania. Chorować można bezobjawowo lub skąpo objawowo, przecież wiele osób nie wie, że ma nadciśnienie, cukrzycę, czy nawet nowotwór. Różnica między tymi chorobami a słynnym koronawirusem jest taka, że tamte choroby same nie przeminą, a zakażenie koronawirusem może po prostu minąć bez żadnego ujawniania się. Choroba powstanie, kiedy wirus pokona system obronny naszego organizmu, naszą odporność – naturalną, po szczepieniu, czy po przechorowaniu. Czy jeśli nie mamy żadnych objawów, czujemy się świetnie i raczej żadnych skutków „przechorowania” Covid-19 nie będziemy mieli to jesteśmy chorzy? Czy możemy zastosować proste równanie zakażony = chory? Czy liczba zakażonych jest tak ważna? Czy to od niej powinno uzależniać się wprowadzanie obostrzeń?
Przerażają nas liczby osób, które zmarły na koronawirusa, ale czy właściwie zmarły z powodu koronawirusa, bo przecież Ministerstwo Zdrowia podaje ile osób zmarło na Covid-19, a także ile osób zmarło z koronawirusem, mający przy tym jeszcze choroby współistniejące. Po pierwsze, pamiętajmy że na statystyki zgonów warto spojrzeć nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale przede wszystkim w ujęciu procentowym, w stosunku do liczby zakażeń. Ogólnoświatowa liczba zakażeń obecnie (na 29 listopada) wynosi 262 181 360, a liczba zgonów – 5 207 587, a więc śmiertelność Covid-19 wynosi ok. 2 %. W Polsce wygląda to następująco: liczba zakażeń = 3 520 961, liczba przypadków śmiertelnych = 83 055, więc śmiertelności w Polsce wynosi 2,36 %. Czy jest to duża śmiertelność? Należy też zwrócić uwagę na stanowisko m.in. dr n. med. Grzesiowskiego, który twierdzi, że w Polsce, jak i na świecie liczba zakażonych jest większa, jeśli liczba zgonów z/na koronawirus nie jest większa, to tym samym procent śmiertelnych przypadków jest mniejszy. Wskaźnik śmiertelności Eboli wynosi 80 %, śmiertelność grypy wynosi 0,1-05 % (90 % zgonów występuje u osób powyżej 60 r.ż), w przypadku ospy wietrznej w przypadkach osób zaszczepionych śmiertelność jest znikoma, jednak w przypadku osób z upośledzoną odpornością wskaźnik śmiertelności wynosi 15 %, jeśli nie podjęto by leczenia przeciwwirusowego śmiertelność wynosi aż 30 %. Na odrę umiera codziennie około 400 osób, większość to osoby niezaszczepione i pochodzące z krajów ubogich. Stopień śmiertelności jest zależny od rozwoju państw, od rozwoju opieki zdrowotnej, w krajach rozwijających się śmiertelność wynosi 5 %, a u niemowląt aż 20-30 %. Każdego człowieka szkoda, za każdym człowiekiem kryje się rodzina, jego bliscy, czy jednak z powodu choroby, której śmiertelność wynosi 2 %, a może i mniej powinniśmy wprowadzać obostrzenia, zamykać gospodarkę? Czy w związku z tym szczepienia powinny być obowiązkowe?
Po drugie, chciałabym zwrócić na coś ważnego uwagę, z czym niestety miałam doświadczenie życiowe. Moja babcia, w wieku ponad 80 lat została zdiagnozowana na grypę i lekarz postawił już na niej krzyżyk, bo nawet nie chciał wypisać stałych leków, które babcia przyjmowała w związku z chorobą serca. Myślicie państwo, że gdyby moja babcia wtedy zmarła to by jako przyczynę zgonu wpisano grypę, ewentualnie grypę z chorobami współistniejącymi? Ja jestem przekonana, że nie. Inna sprawa, że babcia nie miała grypy, tylko choroba serca postępowała. Babcia pożyła jeszcze kilka miesięcy. Mam nadzieję, że teraz lekarze nie wpisują na siłę Covid-19, choć słyszę że jest inaczej, to może chociaż nie zapominają leczyć na choroby przewlekłe.
Straszy nas się liczbą zgonów, a czy w wiadomościach możemy usłyszeć, przeczytać o liczbie osób, które wyzdrowiały? Jeśli liczba zakażonych wynosi 262 181 360 osób, liczba zgonów 5 207 587, to liczba ozdrowieńców na całym świecie to około 250 000 000 osób. W Polsce liczba ozdrowieńców wynosi 3 022 771 osób, czyli ponad 85 % osób zakażonych pokonuje koronawirusa. Oczywiście, dalej nie wiadomo jakie będą długofalowe skutki zakażenia, czy one będą, jak długo będą trwały, itd. Jednak proszę też o zdroworozsądkowe podchodzenie do wszystkich newsów „medycznych”, wchodząc na serwisy informacyjne czasem odnoszę wrażenie, że koronawirus może odpowiadać za to, że ktoś się przewróci na śliskim chodniku i złamie sobie nogę ????.
W Polsce, na świecie uwagę zwraca się na zajętość łóżek szpitalnych przez pacjentów kowidowych. Na początku tego wątku chciałabym wrócić do sytuacji we Włoszech, wiosny 2020 r. Widzieliśmy trumny wywożone z Bergamo, słyszeliśmy o przepełnionych szpitalach. To wszystko, gdy dziennie we Włoszech umierało około 800 osób, a liczba zakażeń wynosiła dziennych sięgała koło 6 tys. osób. Szczyt zakażeń koronawirusem we Włoszech miał miejsce w listopadzie 2020 r., kiedy zakażonych dziennie było ok. 35 tys. osób. Tylko, że wtedy umierało średnio ponad 700 osób, jednak były też dni, gdy umierało 800 osób. Znacznie większa liczba zakażonych i tyle samo przypadków śmiertelnych. Jak to jest możliwe? Jesienią 2020 r. już nie mówiono o tragicznej sytuacji we Włoszech. Ktoś powie, że wiosną koronawirus objął tylko część Włoch i dlatego widzieliśmy wywożone trumny. Dobrze, ale czemu przy większej liczbie zakażonych, większej liczbie hospitalizowanych, we Włoszech umierało tyle samo osób, co wiosną 2020 r.? Czy dałoby się uratować choć część osób wiosną? Jakie działania podjęto później? Jakich działań nie podjęto? Czemu ich nie podjęto? Czy można było zrobić coś lepiej?
Według danych GUS w Polsce w 2020 r. dostępnych było 167 567 łóżek szpitalnych (ogólnie). Na jedno łóżko w Polsce w 2020 r. przypadało średnio 228 osób. Największa liczba hospitalizowanych osób w Polsce wynosiła ponad 35 tys. osób, czyli dalej pozostawało ok. 130 tys. łóżek wolnych, jest to duża liczba, jednak pamiętajmy że ileś łóżek musiało pozostać w rezerwie na kolejnych pacjentów kowidowych oraz że łóżka same nie leczą. Swoją drogą jestem ciekawa, ile wiosną 2020 r. pozostawało wolnych łóżek, ile tych wolnych łóżek było jesienią 2020 r., kiedy w Polsce były bite rekordy zakażeń. Jeśli państwo znacie odpowiedź na to pytanie, proszę o informacje w komentarzu.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale