Czytając newsa o tym, że uczniowie pewnego warszawskiego LO przypadkowo rozwiązali zadania z matury rozszerzonej z matematyki mocno się zdenerwowałem. Na samym końcu artykułu, nauczycielka powiedziała, że w tamtym roku jej uczniowie uzyskali średnio 95% kiedy nie było żadnego przecieku. To było jak cios w nos. Wtedy zrozumiałem, że Szkoła Oetkera jest tak gówniana, że bardziej się nie da. A wszystko przez to, że z założenia ta placówka oświatowa taka ma być.
Oto kilka punktów świadczących o 'lipności' Szkoły Oetkera
- Przyjmuja prawie każdego, kto wykaże sie umiejętnościa czytania i dodawania. Chcą dać szanse każdemu, a 'ambitni' niech dojeżdżają 100km. Pytam się: gdzie się podziała ta przedwojenna elitarność liceów?
- Przepychają słabych uczniów z klasy do klasy, a w konsekwencji do matury, którą znowu, w zakresie podstawowym, zda każdy, co owocuje kolejnymi magistrami Marketingu i zarządzania.
- Stosują kiepskie metody nauczania — stawiają na pamięciówke i klepanie definicji z pamięci, które to zostają zapomniane przez uczniów w tydzień po sprawdzianie.
- Kiepski kontakt uczeń-nauczyciel. W sieciowych restauracjach, pracownicy przechodzą szkolenie, by jak najefektywniej i w sposób namniej męczący wykonywać swoją pracę, by klient był zadowolny.
- Nie dba się o podnoszenie kwalifikacji pracowników.
- Nawet nie myśli się o wprowadzeniu innowacji.
- Dyrektor nie dba o szkołę. Wieloma placówkami zarządza osoba, która zajęło stanowisko dyrektora przypadkiem. Zajmuje się swoim kółkiem zainteresowań (np. teatralnym), albo wogóle nie przychodzi do pracy. Większość roboty odwala vice (nic nie stoi na przeszkodzie, żeby było odwrotnie)
- Finanse szkoły są źle zarządzane: zamiast najpierw stawiać na spełnienie norm BHP i odopowiednich pomocy naukowych, tworzy się sale gimnastyczne, co jest działaniem typowo PR-owskim dla grzejącego ciepły stołek dyrektora.
to be continued…



Komentarze
Pokaż komentarze