Wracam do sprawy sprzed paru dni. Irakijczycy powiesili zbrodniarza (przy okazji kręcą filmik dostępny chyba jeszcze gdzieś w sieci). Teraz chcą wieszać następnych.
Wojna w Iraku potrwa jeszcze zapewne kilka lat, a może - oby nie - kilkanaście. To taka kultura, że śmierć ludzi jest czymś mniej ważnym i strasznym niz u nas. A do tego tam się trzeba mścić.
Tak sobie myślę, że śmierć Saddama niczego w Iraku nie zmieni. "Kamień milowy w drodze do demokracji" o którym mówił prezydent Bush to raczej nie będzie. Jakiś filozof, którego przyuważyłem bodaj w "Faktach" TVN, retorycznie pytał "Czy powieszenie człowieka może być drgą do demokracji?".
Obawiam się, ze będzie tylko gorzej. Zwolenników Saddama nie brakuje. Spirala przemocy i śmierci wciąż się wznosi.
A ludzie umierają każdego dnia - cóż z tego, że za Saddama umierało ich więcej?
Niechby Irakijczycy trzymali Saddama przez te parę lat wojny. Po wojnie, w warunkach pokoju, mogliby go sobie wieszać (to w końcu ich sprawa, choć jestem przeciwnikiem kary smierci). A tak? Jeszcze jedna śmierć w oceanie irakijskich trupów.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)