Nie wiem co mi odwaliło, ale wybrałem się wczoraj na sesję Rady Warszawy. Tak żeby popatrzeć.
W życiu nie widziałem większego cyrku. Sejm to jest małe miki.
Żeby nie było. Nie kocham PiSu miłością wielką niczym góry Tatry i Morze Bałtyckie.
Ale kochani radni z PO zachowywali się na radzie gorzej niż bydło na nomen omen salonach. Pani z rudą czupryną (którą pomnę jedynie z pięknego imienia Lidia) oraz pan przewodniczący w trakcie głosowania nad uchwałą o niewygaśnięciu mandatu HGW pozwalali sobie na złośliwe komentarze pod adresem radnych PiS. A to "pan radny Makuch wybił mnie z rytmu", a to "oczywiście jestem za" itd. A raz, jak na chwilę na sali zgasło światło, padło do mikrofonu: "O, to pewnie komisarz chce podmienić protokół głosowania".
Radni mogą się kłócic między sobą. Mogą się przerzucać inwektywami. Proszę bardzo. Radny Golimont (LiD) może przez bite 40 minut zgłaszać wniosek, blokując wniosek radnej Kobus (PiS) w sprawie piwnic Pałacu Saskiego. HGW może robić miny do kamer. Prawo radnych, prawo zarządzających cyrkiem.
Ale jeśli już ktoś siedzi za stołem prezydialnym, to niech się zachowuje przyzwoicie.
I - znów nomen omen - powtórzę tu słowa marszałka Borowskiego: panowie! apeluję o zmianę obyczajów.
PS
Jeszcze w sprawie piwnic Pałacu Saskiego. Jeśli HGW nie chce się zupełnie skompromitować (a już to robi, nie chcąc odejść ze stanowiska), to niech przynajmniej cofnie durną decyzję o zniszczeniu zabytków. Proszę, tylko tyle, pani prezydent.


Komentarze
Pokaż komentarze