Początek "Wydarzeń" to .. strach. Wiedzieliśmy, że kiedy przyjdzie Lis, będzie się lała krew i to morze krwi. Wiele osób straci pracę. Wiedzieliśmy też, że Lis, chociaż jeszcze nie pracuje, ogląda „Informacje”. Nic na razie nie może mówić, bo kontrakt z TVN-em zakazuje mu kontaktów z nami, ale na pewno podjął już pewne decyzje. Pamiętaliśmy nagranie o Zbuczynie i spodziewaliśmy się, że także tych, którzy zostaną, czekają trudne chwile. Atmosfera była więc 0- delikatnie mówiąc – napięta i każdy chodził z duszą na ramieniu. Z drugiej strony- wiedzieliśmy, że jedyny wpływ jaki mamy na jego decyzje, to: robić swoje, więc robiliśmy swoje i - jak zwykle - staraliśmy się robic to jak najlepiej. Ale w końcu się z nami spotkał.... Spotkanie odbyło się na pierwszym piętrze, w byłym gabinecie Solorza, który pełnił obecnie funkcję Sali konferencyjnej. Tłok był niesamowity. Lis przyszedł elegancko ubrany i z trudem przepychał się przez tłum dziennikarzy. Przemawiał dosyć krótko. To było takie motywujące przemówienie. Powiedział, że zaczyna się nowa epoka w historii Polsatu i jego programu newsowego. Koniec z „Informacjami”, nadchodzi czas „Wydarzeń”! Redakcja przeprowadza się do nowego newsroomu w nowym wieżowcu Polsatu przy ulicy Ostrobramskiej Oświadczył: Będziemy się bić z najlepszymi. Powiedział krótko: Wydarzenia mają pokonać Wiadomości! Dlaczego? – dodał i odpowiedział sobie sam: A dlaczego nie ??? I zapewnił, nas, że wszyscy zostaną. Nie będzie na razie żadnych zwolnień. Każdy dostanie swoją szansę
A później przenieśliśmy sięna Ostrobramską. Newsroom jest genialny. Ale kiedy Grzes Melnik zobaczył elegancki schody, kręcące się uroczo i wąsko niczym kibić kobiety powiedział z uśmiechem, kiedy ktoś sobie tutaj gębe rozwali albo nogi połamie...
Po pierwszymprogramie lis nam powiedzial, że jst dobrze, że bęzie lepiej, jezęli wszystcy bedziemy wioslowac razem w jedna strone. Od tej pory, kiedy ktos narzekał, albo coś spieprzył, wszyscy mówili mu "ty chyba wiosłujesz w inną stronę...." To opróćz "Zbuczyna" i dlaczego nie oraz ostatniego " Tomku, dziękujemy" w materiale Małgośki Ziętkiewicz,. były najsłynniejszymi zwrotami , ktore weszly do Polsatu razem zLisem
Lis wiedział, kogo chce a kogo nie chce. On decydował, chociaż sprawiał wrażenie, że niektorych nawet nie kojarzyl. Ci najsłabsi byli wzywani do Aleksandry Karasińskiej, odbywali z nią dość przykrą rozmowę i.. . albo zaciskali zęby i byli dalej, zdając sobie sprawę, że wcześniej czy później miecz spadnie..... albo mówili dziękuje i szukali roboty gdzie indziej. Tak zrobili z Drążkiem - jej szkoda, bo dziewczyna naprawdę się starała...
To był de facto podział na trzy ligi dziennikarzy. W pierwszej grał skład tych, którzy mieli pracować na główne wydanie w dni powszednie. To z nimi Lis rozmawiał najczęściej, do nich dzwonił z uwagami i z nimi żartował. Im poświęcał najwięcej uwagi. W drugiej lidze znaleźli się ci, którzy mieli pracować w weekendy i przy małych wydarzeniach. Ich też zauważał, czasem się do nich uśmiechnął coś zagadał. Pozostałych nawet nie zauważał. Nie mówił im dzień dobry, kiedy wchodził do newsroomu. Właściwie zauważał ich tylko, kiedy coś poszło źle. Ale najczęściej starał się ich nie zauważyć,KOncetrowal się tylko na swoich wybrańcachm reszta się nie liczylą.
Tomasz Lis brał kartkę i podczas oglądania czasem cos notował. Zespół patrzył trwożliwie, bo wiadomo, że po programie będzie „ zjebka”, „wielka masakra piłą mechaniczną”, „rozpierducha”, zwana bardziej elegancko i formalnie ”omówieniem programu” lub ”wieczornym kolegium”. Im więcej Lis notował, tym bardziej zespół był zestresowany. Po zakończeniu programu i zejściu do newroomu prezentera oraz wydawcy następowała wymiana uwag dotyczących programu. Z reguły zaczynał wydawca, ale czasem też Tomek. Najczęściej, kiedy był wściekły. A ponieważ wściekły bywał bardzo często, często też zaczynał. Kiedy Lis przychodził do Polsatu, słyszeliśmy, że potrafił zgnoić człowieka, wywrzeć taką presję, że ludzie płakali. Ale co innego słyszeć, a co innego zobaczyć to na własne oczy. Widziałem, jak jeden z reporterów dostał taki „ochrzan”, że w jego oczach pojawiły się łzy. Lis nie przeklinał - podobno od czasów wycieku do Internetu nagrania z „planszy ze Zbuczynem” bardzo się pilnował – ale potrafił doprowadzić człowieka do załamania podniesieniem głosu i argumentami. Miał silną i przytłaczającą osobowość i potrafił to wykorzystać. Każdy czekał więc na swoją kolej i zastanawiał się czy dzisiaj będzie bardzo boleć.
Na początku nawet próbowalem dyskutować, ale później dałem spokój. Uznawalem winę, im mówiłem dlaczego robiłem tak a nie inaczej. Zresztą najczęściej mial rację... Chociaż czymś innym jest powiedzenie tego spokojnym tonem a czymś innym wrzaski i sugerowanie lenistwa lub niepełnosprawności umysłowej...(ależ to delikatnie ująłem....) Ale też pamiętam, że patrę razy przyznał mi racj Kiedyś Lis się na mnie rozdarł, że przegapiłem jakąś zmianę w temacie. Zaczął wykrzykiwać, że totalna głupota i brak rofesjonalizmu, że pewnie grałem w karty albo „pierdziałem w stołek” zamiast śledzić newsy. Na co ja odparłem spokojnie, że w czasie, kiedy zeszła depesza zmieniająca temat, byłem na montażu, więc nie mogłem jednocześnie być na montażu i w newsroomie przed komputerem… Zeszło z niego powietrze… A cha - powiedział - , no tak .. coś z tym trzeba zrobić. Ale najczęściej bywało tak, że dostawałem "zjebkę" . Kiedyś Mikołaj Jankowski( dziennikarz RMF zatrudniony w „Wydarzeniach” przez Tomasza Lisa”) poleciał na szczyt G8 gdzieś do Niemiec. Dotarł tam w ostatniej chwili, więc Lis uznał, że ja napiszę i zmontuje tekst materiału, a Mikołaj jedynie go naczyta. Z punktu widzenia widza będzie to wyglądało jakby jedynym autorem materiału był Jankowski. Siedziałem więc w redakcji i pichciłem tekst. W końcu go napisałem… Jednym z wątków było zatrucie pokarmowe George’a Busha. Przy tej okazji przypomniałem historię Busha seniora, który też się zatruł i zwymiotował wprost na siedzącego obok premiera Japonii. Użyłem słowa „zwymiotował”, Tomasz Lis poprawił to na „zwrócił” i tak wysłaliśmy Mikołajowi. Kilka minut później dostaliśmy naczytany tekst. Zmontowałem go i na antenie pojawił się materiał ze słowem „ zwymiotował” .. Lis się wściekł, zawołał mnie i zwymyślał: Coś ty zrobił? Będziesz musiał się z tego gęsto tłumaczyć? Jak śmiałeś to zrobić! – krzyczał. Na nic nie zdały się moje tłumaczenia , że słowo zostało zmienione nie przeze mnie lecz Mikołaja. Lis mi nie wierzył- Dzwoń natychmiast do Jankowskiego- krzyknął do Karasińskiej. Kiedy ta zadzwoniła do Mikołaja i okazało się, że to on zmieni to nieszczęsne słowo „ Zwrócił” na „zwymiotował” reakcja była diametralnie różna… spokojne: Aha .. to niedobrze….. Karasińskiej i milczenie Lisa.
Jednym z najważniejszych wydarzeń w histori "Wydarzeń" była śmierć papieża. To był nasz "11 września". Ale tym razem dalismy radę. Kiedy siedzieliśmy w newsrromie już ktorą z kolei godzinę i zapowiadało się, że będziemy siedzie kolejnych wiele godzin, nagle wjechał catering. To była bardzo miłą niespodzianka. Wcześniej takie rzeczy w Polsacie się nie działy. A po zakonczeniu całej sprawy Błaszczyk nam podziękował . Lis też.- za tych kilka dni morderczej roboty, kiedy nikt się nie opierdzielał i wszystkim pot lał się po koszulach,nawet dział zagraniczny, ktory dotychczas czasami odstawał..
Cieszyłem sie, bo w koperci bylo mniej wiecjjedna trzecia mojej miesciecznej pensji. Zapewne Machala, MIchalak i Sobieniowski dostali duzo wiecej, ale pal licho..Ale za mną sieadział Marcin G. on nie dostał koperty, mimo, ze tez pracowal przy programie. Zreszta takich osobn bylow wiecej, ale Lis dawal nagrody tylko tym, na ktorych mu zalezalo.
Dzień, wktórym zatrzęsła się Ziemia nastąpił 19 wrzesnia 2007 roku. Czekaliśmy na poranne kolegium – jak co dzień. Żartowaliśmy rozmawialiśmy o dzienniku, czekając na Lisa W końcu przyszedł wyraźnie wstrząśnięty i oświadczył: za 10 minut zejdzie tu Solorz i powie, że jestem odsunięty od „Wydarzeń” . Wszyscy poczuli, jakby w środku newsroomu eksplodowała bomba. Co ty mówisz? Tomek?Co ty wygadujesz?- padły rozgorączkowane pytania. Ale dlaczego? Dziennikarze byli w szoku, tego nie spodziewał się nikt! Nie wiem, idę jeszcze zapalić.. - powiedział Lis i poszedł z Hanką Smoktunowicz na papierosa. W tym czasie w newsroomie huczało jak w ulu. Lis był twórcą „Wydarzeń”, wiele osób ścignął do stacji i to jemu zawdzięczają sukces. Wszyscy zastanawiali się, co się stało, ale nikt nic nie wiedział.
Po chwili Lis z Hanką wrócili. Towarzyszyła im przyboczna Lisa, Aleksandra Karasińska. Zaraz potem do newsroomu wszedł Zygmunt Solorz z prezesem zarządu Błaszczykiem. Solorz ogłosił, że zarząd i rada nadzorcza stacji podjęły decyzję o odsunięciu Tomasza Lisa od produkcji „Wydarzeń”. Ma to związek z reorganizacją stacji i powstawaniem nowego kanału newsowego na bazie TV Biznes. Kierownictwo nad programem przejmie zarząd TV Biznes. Tomasz Lis nadal pozostaje członkiem zarządu Polsatu i autorem programu „Co z tą Polską”. Lis ma 24 godziny na podjęcie decyzji, czy zostaje w tej sytuacji w Polsacie, czy wybierze ”inny wariant”. Tomek Machała, który robił najważniejsze materiały i był jednym z najbliższych współpracowników Lisa zapytał: Ale dlaczego Lis ma odejść? Solorz odpowiedział krótko: Powody są wyłącznie ekonomiczne” Czy nie chodzi o względy polityczne?- zapytał ktoś z Sali? Solorz zdecydowanie zaprzeczył i podkreślił, że zależy mu na dobrej współpracy „Wydarzeń” i TV Biznes. To spotkanie było dość krótkie, Solorz jak zwykle mówił dość niekonkretnie, ale pozostawił wszystkich w szoku. Poszedłem na górę, gdzie pracowali między innymi szefowie TV Biznes, odsunięci niegdyś przez Lisa z Wydarzeń. Ale oni byli równie zaskoczeni jak my. Jednym słowem wszyscy wiedzieli, że dokonała się rewolucja, ale nikt nie wiedział dlaczego.
Jestem jednym z niewielu dziennikarzy, ktorzy przetrwali czasy Lisa w Posacie. W ciągu 3 lat wymienił chyba jakmieś 70 procent staffu. Wprowadził nowe porządki a ja zyskalem dla niego sporo szacunku ... i niechęci. Zdanie, ktore kiedyś powiedział o nim Walter, żer jest" egocentrycznym egoistą" jest jak najbardziej prawdziwe. A z drugiej strony - facet ustala priorytety i koncentruje się na jednej, jedynej sprawie, które j podporządkowane jest wszystko inne. Dowcip polega na tym, że najczęsciej tą "sprawą" jest on sam. Natomiast trzeba przyznać, że jego rozstanie z Polsatem odbyło się w elegancki sposób. Nie bylo wyzwisk, procesu sądowego. Solorz dobrze oceniał Lisa, Lis chwalił Solorza.. Pewnie Zygmunta sporo to kosztowało...ale Solorz po raz kolejny pokazał, że jest cwańszy niż wszyscy myślą. Zresztą tak naprawdę, Lis nigdy nie byl stąd.
Po Lisie najciekawszym wydarzeniem była katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńsiejm
Zadzwoniłem do pracy – do kierowników produkcji..
Odebrała Iza – producentka Wydarzeń.
Iza ktoś od nas?
Nie, nasi wylądowali godzinę wcześniej innym samolotem… Możesz przyjść do pracy?
Tak oczywiście… nie ma problemu… i zacząłem się ubierać. Przypomniałem sobie, że ja przecież leciałem tym samolotem… w grudniu 2008 roku do Azji. Przecież mogę tym opowiedzieć w studio. Zamiast jeansów i koszuli, włożyłem marynarkę…
Kochanie idę - pożegnałem się z rodziną i wyszedłem… Poczułem się trochę jakbym szedł na wojnę…
Na dworze padał deszcz. Niezbyt mocny.. taki silniejszy kapuśniaczek. Stanąłem na przystanku czekając na autobus. Miałem kilka minut. Ludzie chodzili jak zwykle w deszczu. Boże, oni zachowują się jakby nic się nie stało..
Ale po chwili jakieś starsze panie zaczęły rozmawiać.. Wie pani co się stało… Po chwili ktoś też zaczął rozmawiać o tej tragedii. Zadzwoniłem do Pawła Rożyńskiego - mojego najlepszego przyjaciela. Nie mogłem się dodzwonić, bo sieć była zajęta.. Wszyscy dzwonili jednocześnie - takie rzeczy zazwyczaj zdarzają się w tylko Nowy Rok. W końcu udało mi się zadzwonić…
Wiesz co się stało? Pytam…
No oczywiście, dzwoniłem do Ciebie już godzinę temu, ale miałeś zajęte.. –odpowiedział Paweł – Stary, oni się tam spalili żywcem! Podobno podczas podchodzenia do lądowania samolot zawadził skrzydłem o las i rozbił się pod lotniskiem w Smoleńsku w Katyniu…
Zginęła cała wierchuszka PiSu, Skrzypek- szef NBP. Paweł był w szoku.
Cała prawica- pomyślałem… Ale wciąż rozpatrywałem to wszystko na zimno. Jakby jakaś szklana tafla oddzielała mnie od tej wielkiej tragedii.. Kiedy przejeżdżałem autobusem obok placu Szembeka, na jednym z balkonów była wywieszona biało czerwona flaga przybrana kirem, czyli czarną wstążką. Żałoba!
…Kiedy wszedłem do pracy pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem były otwarte drzwi do dwóch newsroomów lezących po przeciwnych stronach korytarza…
Widocznie ktoś zostawił je na oścież , bo ludzie biegają między jednym głosem a newsroomem- pomyślałem.. Najpierw poszedłem do newsroomu Polsat News. Nie chciałem iść do „Wydarzeń”, bo wiedziałem, że tam dostanę jakąś drugorzędną robotę a tutaj mogli mnie od razu wysłać do studia. ..
Zobaczyłem Romana Kukielaka - byłego szefa newsów w TV4, później odsuniętego przez Lisa i nie cieszącego się specjalną sympatią ludzi z Wydarzeń. Ale ja miałem z nim dobre układy. Romek, przeciez jak leciałem tym samolotem z prezydentem do Azji- to był te feralny wyjazd, kiedy ten samolot się psuł..
Jasne - powiedział Romek- leć do studia. Przebieraj się- dorzucił Marcin Cholewiński.. Po chwili byłem już na dole.. Szybko znalazłem jakiś ciemny!!! krawat i wszedłem do studia Polsat News. Siedziałem za stołem prezenterskim jako gość kilka minut, bo ciągle wchodziły jakieś nadzwyczajne newsy i łączyli się z kimś..
W końcu wszedłem na antenę.. Powiedziałem tyle ile pamiętałem z mojej podróży do Azji, że wierzyliśmy, iż samolotem kierują najlepsi z najlepszych, że najciekawsze w tej całej historii było to, że Prezydent Kaczyński był fanem tej maszyny.., lubił nią latac, bo była szybka.. Koniec. Trzeba było przerwać…bo wszedł na żywo rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych….
Dopiero teraz poszedłem do „Wydarzeń”. Tam przez cały dzień sklejałem wypowiedzi zagranicznych polityków – kondolencje i wyrazy żalu od Gordona Browna - premiera Wielkiej Brytanii, Angeli Merkel - kanclerz Niemiec itd. Nic specjalnego..
Na pocieszenie dowiedziałem się, że kiedy występowałem w Polsat News, byłem an antenie głównego Polsatu, więc zobaczyło mnie nie kilkadziesiąt tysięcy, lecz kilka milionów Polaków.
Siedziałem w pracy do jakieś dwudziestej Wracam do domu obejrzeć mecz Barcelona-Real Madryt. Ciągle to do mnie jeszcze nie dotarło co się stało…


Komentarze
Pokaż komentarze