120 obserwujących
643 notki
761k odsłon
  568   0

Pochodzenie Freuda a treść psychoanalizy i jej antyłaciński rdzeń

image


1. 

W 1939 r., niedługo przed śmiercią, zapisał Freud ciekawe zdanie. Ciekawe, bo szczere. Stwierdził, że „specyficzne motywy antysemityzmu” pochodzą „z tajemnych [nieznanych] źródeł”. Praktycznie było to przyznanie się do porażki w tak ważnym dla niego zagadnieniu. Oczywiście źródła antysemityzmu są tajemne dla... większości Żydów, taki już ich los, gdyż aby te przyczyny zrozumieć, trzeba być zdolnym do... samokrytyki etnicznej. A każdy żyd porywający się na krytykę swego narodu i narodowego kodu kulturowego – skazuje się na nienawiść rodaków i miano osobnika chorego (na nienawiść do siebie samego) a ostatecznie nawet tacy etnicznie samokrytyczni Żydzi zostają objęci także klątwą bycia nazwanym "antysemitą".

Słysząc, że Freud uznał źródła niechęci do Żydów za "tajemnicze" należałoby powiedzieć, że nieuważnie chyba czytał Biblię, gdyż w Księdze Estery mamy wskazane owe źródła: "wmieszał się pomiędzy inne szczepy całego świata pewien naród wrogo do pozostałych usposobiony, który przez swoje prawa sprzeciwia się wszystkim narodom i stale lekceważy zarządzenia królów, tak iż stanowi przeszkodę w rządach nienagannie sprawowanych przez nas nad całością. Przekonawszy się, że jedynie ten naród pozostaje ze wszystkimi w stałej niezgodzie, że trzyma się w odosobnieniu na skutek swych praw, że nieżyczliwy jest dla naszych spraw, spełniając najgorsze czyny, tak iż państwo nigdy nie będzie mogło dojść do wewnętrznego pokoju" Est 3, 13d - 13e.

Każdą autorefleksję nad narodowym charakterem gros Żydów uważa za najcięższe wykroczenie. Skoro nawet profesjonał Freud nie pojął, to tym bardziej nie pojmie przeciętny Żyd skąd wypływa na świat antysemityzm. Tymi „nieznanymi źródłami” antysemityzmu są najzwyczajniej w świecie ogólnoludzkie zasady obowiązujące wszystkich. Najwyraźniej nieznane narodowi żydowskiemu, czyli liczącej się w miliony sekcie wyznawców Mesjasza Narodowego nazywającego się Zygmunt Freud. Przyjrzyjmy się bliżej wielu osobliwym zachowaniom i słowom Zygmunta Freuda a przede wszystkim przyjrzyjmy się temu, jaki jest "oścień" przesłania, które pozostawił światu a które zaczyna dzisiaj święcić triumfy stanowiąc sedno praktyki i teorii "lewactwa", czyli marksizmu kulturowego zwanego też neomarksizmem. 

2.

W 1931 roku w swojej korespondencji Freud nazwał sam siebie „fanatycznym Żydem”. Od przynajmniej roku był syjonistą (Ernest Freud, jego syn też był syjonistą). W swych dziwnie dogłębnych napadach szczerości przyznawał, że w judaizmie i Żydach tym, co go pociąga, jest wielość mrocznych sił uczuciowych (Gay 2003). Pisał o swoim pokrewieństwie rasowym z innymi Żydami, psychologami, używał zwrotu „wibracje krwi”, „mieszanka rasowa”, a w stosunku do nie-Żydów mówił o „obcości rasowej”. Słowa „rasa”, „rasowy”, „rasowo” były u niego na porządku dziennym. Żydzi w stopniu druzgoczącym dominowali wśród psychoanalityków, wobec nielicznych nie-Żydów – którzy zostali dopuszczeni dopiero na dalszym etapie do tajnej, rasowej (rasistowskiej) grupy - podkreślali swoją wyższość i uważali się za wtajemniczonych. Wg dzisiejszych, polit-pop teorii „rasizmu” Freud był rasistą w 100%. Gdy go zapytano, czy uważa Żydów za lepszych od innych ludzi odpowiadał, że wydaje mu się, iż tak jest. W innych wypowiedziach stwierdzał, że to się nigdy nie zmieni, że Żydzi zawsze będą lepsi od wszystkich innych dzięki ich starożytnemu prawu nakazującemu strzec czystości rasowej.

Każdy chrześcijanin był dla Freuda antysemicki, powiedzieć można, że składający się tylko i wyłącznie z uprzedzeń antysemickich (Yerushalmi 1991, s.42 Freud o Jungu). Dzisiejsze użycia słowa antysemityzm w 90% pochodzą właśnie z owego rasistowskiego podglebia jakie duszna, rasistowska atmosfera sekty freudystów dała frankfurckim badaniom i definicjom „antysemityzmu”. O ile pierwsi psychoanalitycy próbowali stwarzać jeszcze pozory naukowości, próbowali być oryginalni, a frankfurtczycy topili wszystko w fajerwerkach wieloznacznych słów mogących wywierać wrażenie na nieprzygotowanych umysłach – to trzeci, końcowy etap kariery rasistowskiego terminu „antysemityzm”, czyli czasy dzisiejsze (Centrum Badań nad Uprzedzeniami, Zakład Psychologii Stosunków Międzygrupowych, myśliwskie dziennikarstwo żydowskie i publicystyka etc.) jest już tylko prostacką propagandą w stylu zmierzającym ku literaturze stalinowskiej.

Freud był uwielbiany przez współczesnych mu Żydów niczym kolejny mesjasz żydowski. Psychoanaliza była uważana za mesjanistyczny ruch żydowski, który wytępi do zera antysemitów zdiagnozowawszy ich... jako ofiary choroby duszy i umysłu jaką jest chrześcijaństwo. Tę freudowską brednię, że antysemityzm to choroba, powtarzają dzisiaj takie typy jak Elie Wiesel (słusznie zwany oszustem stulecia), Abraham Foxman i dziesiątki innych autorów żydowskich udających naukowców. Dzisiaj każdy Żyd wytrzepujący z rękawa na poczekaniu słówko „antysemityzm”, zwłaszcza wobec chrześcijan, nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest „członkiem wizytującym” mesjanistycznej sekty freudowskich rasistów. Pośmiertnie, Freud ciągnie ich za sobą, jak ów Mojżesz z Krety (V w.n.e.), który obiecał, że rozdzieli morze między Kretą a Palestyną i doprowadzi wiernych mu Żydów do Palestyny. I skończą tak jak tamci hiszpańscy Żydzi, których wielu potopiło się w morzu. Dzisiejsi postfreudowscy mesjaniczni Żydzi potopią się w nienawiści, której szukają i którą tym samym wzbudzają. Można by ironicznie do tych wszystkich bilewiczów i hartmanów powiedzieć: szukacie i znajdziecie. Obyście nienawiści szukając, jej nie znaleźli i by jej fale nie ochłodziły waszych rozpalonych pysznieniem się głów.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale