Zgroza ogarnela mnie gdy przeczytalem dzis news na stronie glownej onetu: "Policja zatrzymała tłumaczy filmowych dialogów".
(http://wiadomosci.onet.pl/1537181,11,item.html)
Coz zlego w tlumaczeniu? ktos sie zapyta. Otoz grzechem aresztowanych osob bylo to, ze "nielegalnie tłumaczyły dialogi z filmów i zamieszczały je na znanym serwisie internetowym."
Czym rozni sie tlumaczenie "legalne" od "nielegalnego"? Pojecia nie mam. Byc moze tym, ze zeby tlumaczyc w sposob legalny nalezy miec odpowiednia licencje, kopie, zezwolenie???? Tak jest w przypadku tlumaczy przysieglych, ale co komu do amatorskiego tlumaczenia filmu???
Do cholery, przeciez tlumaczenie dialogu staje sie DZIELEM TLUMACZA i jezeli chce on swoje dzielo w internecie przedstawic, w dodatku bez czerpania z tego korzysci majatkowych to jest TO JEGO CHOLERNE PRAWO!!!
A w naszym swojskim totalitaryzmie "zostaną im postawione zarzuty związane z łamaniem prawa autorskiego. Grozi za to do 2 lat więzienia."
Oczywiscie wiadomo skad te absurdy, to efekt dzialania lobby producentow filmowych. Pod pozorem ochrony praw autorskich swoja ohydna gebe pokazuje nowy totalitaryzm, ktorego polska policja jest (i przed 1989 byla) wiernym sluga.
A teraz szybki quiz- jak sie nazywa ustawa z ramienia ktorej sciga sie Bogu ducha winnych tlumaczy- amatorow?
Ustawa o OCHRONIE praw autorskich.
Tak jak pisalem w moim poprzednim felietonie: jezeli w jakichs przepisach czy rozporzadzeniach pojawia sie slowko OCHRONA lub BEZPIECZENSTWO to wiedzcie, ze jestescie wlasnie posuwani w pupe, ze Bestia, Lewiatan zwany Panstwem wydziera Wam nastepny kawalek wolnosci.
Czy mozna jeszcze w e-mailu przetlumaczyc koledze fragment powiesci, dialog z filmu, tekst piosenki? Logicznie rzecz biorac, jezeli ci ludzie zostana skazani, to bedzie to NIELEGALNE. To samo z tlumaczeniem komus na glos zagranicznego dziela.
Czy ktores z (coraz lepiej zindoktrynowanych przez System) dzieci dzisiejszego zniewolenia wyobraza sobie, ze kiedys mozna bylo ogrodzic kawal ziemi i, jezeli byli w stanie go obronic, to byliby jego wlascicielami? Powoli malo wyobrazalne dla wspolczesnych ludzi staje sie to, ze ludzie kiedys pili niepasteryzowane mleko, ze pracowali budowali i remontowali swoje domy poslugujac sie rozumem a nie normami BHP.
Internet jest praktycznie ostatnim obszarem wolnosci, jest nowym Dzikim Zachodem i dlatego wzbudza taka wscieklosc wsrod wladzy, urzednikow i wielkich korporacji. Pewnie zachodza w glowie, jak siec w ogole moze sie utrzymywac- bez kontroli tresci, zezwolen, nakazow i koncesji.
Przez ostatnie 10 lat ilosc i jakosc sieciowych oddzialywan rozrosla sie w tempie geometrycznym, bez Narodowych Programow Budowy, nakazow, zakazow i innych bzdur. Jest TCP/IP i pare innych uwspolnionych protokolow i... tyle. Lepsze rozwiazania wypieraja w necie gorsze, bez ingerencji i "ochrony" ze strony panstwa.
Wolnosc w necie kluje w oczy, dlatego nalezy ja ukrocic. A niestety mozna, Chiny sa tu doskonalym przykladem.
Co bedzie juz niedlugo? Nie wiem. Wiem natomiast, ze zniewolenie postepuje.
Ostatnie zdania dedykuje wszystkim teskniacym za Rzadem Swiatowym.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)