powiedziala w filmie "Miś" lysa zona (stan ten zawdzieczala uzyciu pielegnacyjnego szamponu "Samson") do robiacego awanture w kiosku "Ruchu" meza. Te same slowa cisna sie po konfie pana Romana Giertycha.
Roman wezwal do zorganizowania o 16 miasteczka namiotowego przed Kancelaria Premiera w celu obrony zagrozonej demokracji.
Romuś, daj spokoj.... na apel odpowie pewnie z 10 osob, lacznie z Twoja dalsza i blizsza rodzina. No bo niby kto mialby tam przyjsc oprocz fanatycznych LPRowcow??? Licealna, antykacza mlodziez, ktora swojego czasu spacerowala z frankensteinowata podobizna Ministra Edukacji? Nawet Mlodziezy Wszechpolskiej raczej nie bedzie po tym, jak Romek tak kategorycznie odrzucil jej zaloty i nie pomogl, gdy byla w tarapatach. Oj cienko to widze...
Pan Roman raczyl nawet zrobic łachę i powiedzial, ze nie bedzie blokowac Alei Ujazdowskich. Roman! Przecie tych demonstrujacych nawet nie starczy, zeby zajac cale przejscie dla pieszych! :))))
Jednym ze smieszniejszych momentow bylo odwolanie sie do tradycji pomaranczowego Majdanu w Kijowie. Na szczescie mam troszeczke dluzsza pamiec niz glowny bohater konferencji i pamietam jak zaciekle krytykowal Roman pomaranczowa rewolucje przedstawiajac poparcie dla niej, jako "mieszanie sie w sprawy wewnetrzne Ukrainy", dziwna sprawa ze tego "mieszania sie" po stronie rosyjskiej jakos dziwnie nie zauwazal...
Zreszta serwilizm u Giertychow jest rodzinny(patrz: zyciorys taty Romana), ale nie na tyle przekonujacy, zeby wyobrazic sobie idacych reka w reke Adama, Bronislawa i Romana. Roman moze i by chcial, ale Adam czy Bronislaw z... "brunatnym" Romanem? Szczerze wątpię.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)