Socjolog Jacek Wasilewski jest jedną z niewielu osób nie podzielających zbiorowego samozadowolenia ze stanu naszej oświaty i moim zdaniem ma rację. Poziom wykształcenia wyższego oferowanego w Polsce na ogół nie jest zbyt wysoki, a ostatnia reforma edukacji niewiele pomogła.
Wbrew powszechnemu sądowi twierdzę, że największym błędem była reforma szkół ponadgimnazjalnych, a nie wprowadzenie gimnazjów. Programy są bardzo szerokie i rozbudowane, nauczyciele, szkoły, uczniowie nie radzą z nim sobie, a egzamin maturalny wtłoczony w wąski gorset testu, który decyduje o przyjęciu na studia jest w obecnej postaci zgoła fatalny.
Co więcej, jedynym bytem nie ocenianym w systemie zdobywania wykształcenia jest szkoła i nauczyciel. No bo dlaczego wyniki egzaminów maturalnych są praktycznie utajnione? Dlaczego nie ma żadnego publicznego mechanizmu oceniania nauczycieli?
Test maturalny jest podobno obiektywny. Dlaczego więc wyniki szkół nie są publicznie znane? Jedyne co można porównywać to poziom kandydatów do szkół średnich, ale nie wynik kształcenia.
Dlaczego nie wiemy nic o losach maturzystów z wyśróbowanymi wynikami na najbardziej obleganych kierunkach studiów. Czy po przyjęciu na studia spełniają oczekiwania? Jaki jest stopień zadawalności na kolejne lata?
Uczelnie stały się zakładnikami źle pomyślanych matur, a matury - skutkiem źle pomyślanych minimów programowych, siatek godzin itp.
Teraz szykują się zmiany programowe, ale znów robione na szybko - minima do końca 2008, wdrożenie w 2009. To zbyt mało czasu. Potrzeba mnimum dwóch lat od przyjęcia minimów do ich wdrożenia. Jest to czas na przygotowanie programów, podręczników i innych pomocy dydaktycznych. Tak naprawdę nie dwa, ale CZTERY lata!
Uczelnie powinny mieć własne instrumenty selekcji kandydatów - nie tylko sztywny test maturalny. Podobno zależy nam na kreatywnej, twórczej młodzieży. Tymczasem jedyne co matura dobrze sprawdza, to fotograficzna pamięć i zdolności odtwórcze.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)