Kilka uwag na marginesie niezauważonej bodaj wcale przez media książki:
Peter F. Dembowski, "Chrześcijanie w gettcie warszawskim" Włocławek 2008, oryg. University of NotreDame Press 2005.
Tajemniczy autor po krótkiej weryfikacji okazuje się rodzonym bratem biskupa Bronisława Dembowskiego z Włocławka, a wcześniej z kościoła św. Marcina w Warszawie - nie trzeba wyjaśniać chyba o kogo chodzi, który znalazłszy się jako jeniec po powstaniu warszawskim na zachodzie, wyemigrował do Ameryki, gdzie ukończył studia i wykładał w Toronto i Chicago.
Książka omawia temat stosunkowo mało znany i słabo wyeksponowany w historii warszawskiego getta - relacji między spędzonymi tam na ogół polskimi Zydami, a chrześcijanami żydowskiego pochodzenia, którzy wedle niemieckiego uznania również za Zydów uznani zostali i zgładzeni na równych prawach.
Temat jest mało znany, a jak autor przytacza z własnych rozmów, w zasadzie jedynym znanym faktem dotyczącym chrześcijan w gettcie jest fakt, że szef żydowskiej policji na usługach hitlerowców był chrześcijaninem.
Autor skupia się na, jak się wydaje ważnym dla pełniejszego zrozumienia losów żydowskich w XX wieku relacji między chrześcijanami, niewierzącymi i religijnymi Zydami w gettcie - wzajemnych uprzedzeń i nieporozumień, a także szlachetnych odruchów rodzących się wobec niewyobrażalnego nieszczęścia.
Posługuje się przede wszystkim analizą literatury pamiętnikowej i wspomnień, ale także sięga do własnych naocznych obserwacji.
Poza dającymi się policzyć na palcach artykułami odnoszącymi się do tematu, główne źródła to archiwum i pamiętnik Emmanuela Ringelbluma, autobiografia Ludwika Hirszfelda, dziennik Abrahama Czerniakówa, pamiętnik Chaima Aarona Kaplana, wspomnienia niezidentyfikowanego autora znanego pod pseudonimem Stefan Ernest, pamiętnik Władysława Szpilmana, pamiętnik Mary Berg (Miriam Wattenbnerg), wspomnienia Jonasa Turkowa i Heillela Seidmanna, relacje wydane przez Michała Grynberga.
Książka opisuje wzajemne uprzedzenia po obu stronach i trudności we wzajemnych kontaktach, które były o tyle istotne dla życia w gettcie, że wiele instytucji i incjatyw pomocowych i administracyjnych były prowadzonych albo przez zasymilowanych żydów, albo przez chrześcijan żydowskiego pochodzenia i z tego powodu słabo akceptowanych przez religijną większość jako zdrajcy.
Aby nie przedłużać w blogu, gdzie trzeba raczej krótko i rzeczowo, odsyłam do książki po szczegóły - które mogą ogromnie w moim pojęciu pomóc we wzajemnym zrozumieniu różnych stron uczestników wciąż trwającego dyskursu i zasypywaniu wciąż otwierających się przepaści.
Jeśli o przepaściach mowa, godzi się przypomnieć książkę tak ostatnio głośną jak "Strach" Grossa. Ta pozycja, co szczególnie jasno widać porównując różnice między angielskim oryginałem i załgodzoną polską wersją, raczej może wzmacniać wzajemne uprzedzenia i sprzyjać antysemickim czy antypolskim nastrojom. Jest jednak ważna z dwóch powodów. Raz, że werbalizuje te uprzedzenia i to w radykalnym języku. Dwa, że sięga do niechcianych i wstydliwych faktów o niechęci i prześladowaniach Zydów w Polsce już po wojnie - niekiedy co prawda właśnie nadinterpretując i fałszując, jak się wydaje, rzeczywistość.
Tu jeszcze tylko сytat z Hirszfelda, wybitnego naukowca i lekarza, który postanowił zostać w gettcie i uciekł dopiero w ostatnich dniach wywózki: "Zostałem, mimo że nie miałem nic: ani wpływów, ani środków, ani laboratorium. Byłem obcy dla tych ludzi. Jako chrześcijanin zostałem odrzucony przez tłum. Jednakże miałem niekończące się współczucie dla innych. To był mój jedyny kapitał i jedyna broń."
"Chciałem zdjąć z tej młodzieży przekleństwo pogardy, gdyż łatwiej jest znosić nienawiść niż pogardę. Nie chciałem, by ta młodzież ginąc, umarła z poczuciem zasłużonej śmierci."
I jeden jeszcze na koniec:
"Mój naród, oskarżany przez świat o antysemityzm jest dobrym narodem. (Pomaga) mimo grożącej kary śmierci za udzielanie pomocy i mimo wrodzonej antypatii dla Zydów. Wierzę, że jeśli Jehowah prowadzi rejestr wszystkich krzywd wayrządzonych Zydom, wymaże pogrom Przytyk, uniwersyteckie zamieszki i osobne miejsca do siedzenia dla Zydów, poniważ polski antypatia trwała tak długo, jak wizja możnych Zydów. Została zamieniona na żal, kiedy pojawił się nędzarz. Był to przypadek żydowskiego męczeństwa".


Komentarze
Pokaż komentarze