Głodem Polaków! Głodem!

Czy czeka nas polexit?
Czy czeka nas polexit?
Jeśli Komisja Europejska faktycznie wstrzyma nam wypłatę choćby części pieniędzy na Krajowy Plan Odbudowy to za 5-10 lat będziemy mieli albo Polexit albo … Polexit.

Oczywiście, że nic nie jest jeszcze przesądzone. I oczywiście, że mamy tu do czynienia z przeciąganiem liny. Niewykluczone, iż cofnie się Warszawa. A może Bruksela. Albo i jedni i drudzy. Tak jak to się już nie raz i nie dwa w Unii Europejskiej działo. Ale..

Ale parę rzeczy nie ulega już w tej chwili wątpliwości. Warto je podsumować, żeby zobaczyć, co może się wydarzyć.

Polecamy inne teksty Rafała Wosia:

Polsko-unijne przeciąganie liny

Po pierwsze: wśród politycznego establishmentu najważniejszych unijnych stolic (Bruksela, Berlin, Haga) istnieje silne przekonanie, że niesfornych Polaków trzeba ukarać. Mamy na to dziesiątki przykładów od bojowych wystąpień wiceszefa KE Fransa Timmermansa po zeszłoroczne „Polskę i Węgry trzeba zagłodzić finansowo” niemieckiej wiceszefowej Europarlamentu Katariny Barley. Przykładów odwrotnych jest bardzo niewiele. A jeśli się pojawiają (premier Saksonii Michael Kretschmer mówiący, że „należy zaniechać prób wychowania Polski i Węgier”) to należą do rzadkości. Pytanie, czy na pozycje „brania Polski głodem” zdecydują się przejść czynniki faktycznie decydujące. Wiele zależy tu od nadchodzących wyborów w Niemczech i zmianie kanclerza a także (prawdopodobnie) rządzącej koalicji.

Po drugie: wspomniany establishment nawet już nie ukrywa, że ma jakieś większe poszanowanie dla suwerennych decyzji demokratycznie wybranego polskiego rządu. Ten etap mamy już dawno za sobą. Ogromna część euroestablishmentu nie może się wręcz doczekać, by zobaczyć w Polsce polityczną zmianę. Czyli odsunięcie PiSu od władzy. Powrót „europejczyka” Donalda Tuska do krajowej polityki czy obecność zagranicznych polityków na Campusie Polska tylko to potwierdzają. Większość zachodnich mediów opiniotwórczych utwierdza jednostronny obraz godnie z którym „autorytarny rząd PiS uciska biednych Polaków”. Pytania w stylu „jak to możliwe, że po sześciu latach u władzy poparcie dla PiSu utrzymuje się na poziomie ponad 30 proc. głosujących?” stawiane jest coraz rzadziej. Jeśli w ogóle.

Po trzecie: z tego jak zachowują się zachodnie elity wobec Polski wynika, że nie wyciągnęły one głębszych wniosków z wydarzeń ostatnich lat, które rozegrały się w samej Unii. A jeśli już takie wnioski wyciągnięto, to nie są one - szczerze mówiąc - dla naszego kraju korzystne. Te wydarzenia to oczywiście tzw. kryzys zadłużeniowy w strefie euro, w czasie którego w niektórych krajach (Grecja, Włochy) doszło do politycznego przesilenia i do władzy wyniesione zostały siły niestroniące od ostrej krytyki obecnego modelu eurointegracji. Zamiast jednak potraktować wystąpienia Syrizy czy Ruchu Pięciu Gwiazd jako szansę na wewnętrzną reformę Eurolandu europejski establiszment zrobił coś dokładnie odwrotnego. Najpierw brutalnie zabezpieczył swoje własne interesy ekonomiczne dociskając Greków czy Portugalczyków, by spłacili długi wobec niemieckich czy francuskich banków - jeśli trzeba kosztem dociśnięcia greckich emerytów czy portugalskiej służby zdrowia. Potem zaś przystąpił do dławienia buntu. Efekt? Dziś we Włoszech rządzi już sprawdzony bankier-kosmopolita Mario Draghi. A greckiej Syrizie pozwolono łaskawie dociągnąć do końca kadencji. Uprzednio narzucając im tak upokarzające warunki, że nawet jej najtwardsi wyborcy uznali dawnych buntowników za „lokajów Merkel”. Na podobnej zasadzie nie odrobiono lekcji brexitu. Euroelity wolały się na Brytyjczyków obrazić i przedstawić jako dziwacznych nacjonalistów i wsteczników. Przyczyny wyjścia Wielkiej Brytanii ze wspólnoty, a przede wszystkim to jak sobie radzić z podobnymi okolicznościami w przyszłości nie zostało ani przemyślane ani zrozumiane na kontynencie.

Ponury scenariusz dla Polski

Mając w głowie wszystkie te okoliczności obraz przyszłości rysuje nam się dość ponury. Wygląda więc na to, że Unia dalej będzie próbowała wychowywać Polskę. Z drugiej strony nie należy się spodziewać, że PiS - cieszący się w kraju wciąż dość dobrymi notowaniami - miałby powód, by w tym sporze odpuścić. Owszem, zablokowanie choćby części pieniędzy z Europejskiego Funduszu Odbudowy, będzie dla polskiej władzy mocnym ciosem. Bo środki te są już przecież zaplanowane, a ich wydanie do koło zamachowe ambitnych planów inwestycji publicznych zwanych Polskim Ładem. Bez pieniędzy z Brukseli PiS stanie więc pod ścianą.

Z tego, co słychać z polskich kręgów rządowych, Warszawa będzie próbowała uciec do przodu. To znaczy - podejmie próbę finansowania Polskiego Ładu własnymi siłami. Głównie w oparciu o zwiększenie długu publicznego. To nie jest niewykonalne. Będzie jednak bardzo trudne. I bardzo mocno uzależni polski rząd od bieżącej koniunktury międzynarodowej. Starczy jakiś kolejnych szok makroekonomiczny (nowa fala pandemii, szok paliwowy, konflikt z Rosją, kryzys parlamentarny w kraju), by plan się wysypał. Albo przynajmniej mocno utrudnił.

Lubię to! Skomentuj147 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka