Nożownik z Jarosławia czeka na zarzuty. Ukrainiec doprowadzony bez kajdanek zespolonych

Redakcja Redakcja Przestępczość Obserwuj temat Obserwuj notkę 5
Śledczy wyjaśniają okoliczności krwawego ataku, do którego doszło na terenie opactwa sióstr benedyktynek w Jarosławiu na Podkarpaciu. 31-letni Ihor M., obywatel Ukrainy, rzucił się z nożem na duchownych oraz osoby świeckie. W wyniku odniesionych obrażeń zmarł jeden z kapłanów, a drugi walczy o życie. Ukrainiec przebywa obecnie w szpitalu pod nadzorem funkcjonariuszy. Został tam doprowadzony bez kajdanek zespolonych - z unieruchomionymi rękami.

Z artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do brutalnego ataku w jarosławskim opactwie
  • Kim jest napastnik i co robił tuż przed atakiem
  • W jakim stanie znajdują się poszkodowani duchowni i osoby świeckie
  • Jakie padły deklaracje ze strony Donalda Tuska i Wołodymyra Zełenskiego

Furia w klasztornej kuchni. Ukrainiec z nożem

Według ustaleń policji, do dramatycznych wydarzeń doszło w czwartek rano, około godziny 9:30, w budynkach klasztornych w Jarosławiu. 31-letni obywatel Ukrainy Ihor M. zaatakował nożem łącznie pięć osób. Wśród poszkodowanych znalazło się trzech księży oraz dwoje cywilów - kobieta i mężczyzna, którzy ruszyli na pomoc duchownym.

Najciężej ranny ksiądz Stanisław został natychmiast przewieziony do szpitala. Mimo intensywnej reanimacji prowadzonej przez lekarzy jego życia nie udało się uratować. Kapłan zmarł w wyniku ugodzenia nożem w plecy. Drugi z duchownych, ksiądz Marek, przeszedł skomplikowane operacje chirurgiczne. Lekarze określają jego stan jako krytyczny, choć stabilny. Według przekazanych informacji hospitalizowany kapłan pozostaje na oddziale intensywnej terapii pod stałą opieką specjalistów.

Lżej ranny ksiądz Adrian został wypisany ze szpitala jeszcze w czwartek około godziny 18 i wrócił do opactwa. Dwie osoby świeckie - kobieta i mężczyzna, którzy interweniowali w obronie kapłanów - również otrzymali pomoc medyczną. 


Droga z Niemiec nożownika i awantura na granicy

Prokuratura Okręgowa w Przemyślu ujawniła, że mężczyzna wjechał do Polski samochodem osobowym z terytorium Niemiec w nocy z 23 na 24 września. Następnie napastnik skierował się w stronę granicy polsko-ukraińskiej. Próbował przekroczyć przejście w Korczowej. Ukraińscy pogranicznicy odprawili go z kwitkiem, bo nie miał ważnego ubezpieczenia OC.  Zepsute auto 31-latka zabrała laweta. Kierowca trafił z nią do Jarosławia. To tam mężczyzna wszedł na teren opactwa, gdzie chwilę później doszło do tragedii.

Szokujące zachowanie w szpitalu i areszt

Po obezwładnieniu przez wezwane na miejsce służby napastnik trafił do szpitala z ranami rąk. Jak relacjonował "Fakt”, na szpitalnym oddziale ratunkowym mężczyzna zachowywał się w sposób skrajnie irracjonalny i pobudzony. Miał między innymi krzyczeć do personelu: "Tam dobrze karmią i parzą pyszną kawę”. Po opatrzeniu ran Ihor M. trafił na oddział psychiatryczny. Umieszczono go w izolatce, gdzie przebywa pod całodobową strażą policji.

Przed planowanym postawieniem zarzutów i wnioskiem o tymczasowy areszt trafił do szpitala w kajdankach na rękach - bez zespolonych, co wzbudziło krytyczne komentarze ze strony wielu internautów. Przypominano, że w łańcucach doprowadzano do aresztów ks. Michała Olszewskiego oraz urzędniczki, podejrzane ws. Funduszu Sprawiedliwości i RARS. Głośna była też sprawa matki w więzieniu, której odebrano dziecko w 2025 roku i przekazano rodzinie zastępczej. Kobieta była konwojowana na pogrzeb małego syna w kajdankach zespolonych.  

Zamach w Jarosławiu. Reakcje polityków

Śledczy zabezpieczyli nóż oraz przesłuchują bezpośrednich świadków zdarzenia. Przesłuchanie 31-latka i formalne postawienie mu zarzutów zaplanowano na dziś. 

Tragedia wywołała reakcję na najwyższych szczeblach władzy. Do tragicznych wydarzeń na Podkarpaciu odniósł się premier Donald Tusk. - Morderca z Jarosławia jest w rękach polskiej policji. Trwają czynności. Sprawca to obywatel Ukrainy. Będzie ukarany z całą surowością polskiego prawa - oświadczył szef rządu w mediach społecznościowych.

Głos w sprawie zabrał również prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. - Obywatel Ukrainy dopuścił się straszliwej zbrodni - przekazał przywódca, deklarując pełną pomoc w wyjaśnieniu sprawy.

O prowadzonych działaniach informował także wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek na antenie RMF FM. Potwierdził on, że polskie służby współpracują ze stroną ukraińską. Wiceminister zaznaczył przy tym, że na obecnym etapie nie ma oficjalnego potwierdzenia medialnych spekulacji, jakoby sprawca miał być wcześniej żołnierzem walczącym na froncie. Tego wątku nie potwierdziła dotąd żadna z instytucji zaangażowanych w śledztwo.

Radio ESKA nieoficjalnie ustaliło, że mężczyzna legitymował się niemieckim i ukraińskim paszportem oraz miał nadany wcześniej polski numer PESEL, co mogłoby świadczyć o tym, że przybył do naszego kraju wraz z falą wojennych uchodźców z Ukrainy. Prokuratura nie potwierdziła tych ustaleń, jak również doniesień o tym, by mężczyzna w przeszłości służył w ukraińskim wojsku i walczył na froncie.  


Fot. Ihor M. doprowadzony do szpitala/screen

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj5 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo