Chaos na Ukrainie po blokadzie sieci. Musk wskazuje na Trumpa

Redakcja Redakcja Ukraina Obserwuj temat Obserwuj notkę 62
W ostatnich godzinach ukraińskie wojsko doświadczyło nagłego paraliżu łączności satelitarnej na froncie. Do zarzutów odniósł się w czwartek Elon Musk. Odrzucił tezy o celowe działanie i wskazał na Biały Dom. Właściciel SpaceX oświadczył, że o ograniczeniach decydują siły zbrojne USA oraz prezydent Donald Trump.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dowiesz się, dlaczego Elon Musk obarczył odpowiedzialnością za restrykcje Biały Dom
  • W jaki sposób limit prędkości do 160 km/h sparaliżował ukraińską obronę przed dronami
  • Jakie polityczne tło ma umowa paliwowa Waszyngtonu z Moskwą
  • Co zarzucił miliarderowi szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski

Musk odpiera zarzuty: To decyzja Trumpa

Elon Musk zabrał głos na platformie X. Stało się to po fali krytyki związanej z zakłóceniami łączności w Ukrainie. Miliarder podkreślił, że wojskowe systemy StarShield są własnością rządu USA i to amerykańska armia sprawuje nad nimi pełną kontrolę. Według Muska decyzje dotyczące parametrów technicznych lub ograniczeń podejmują siły zbrojne oraz prezydent Stanów Zjednoczonych.

Właściciel SpaceX odniósł się także do statusu standardowej sieci satelitarnej. Oświadczył, że cywilny Starlink pozostaje usługą komercyjną podlegającą ścisłemu ograniczeniu do działań cywilnych i obronnych. Zaznaczył przy tym, że technologia ta nie może być wykorzystywana do prowadzenia ofensywnych operacji wojskowych. 


Nocny paraliż na froncie

Techniczne problemy ujawniły się w nocy z wtorku na środę, kiedy wprowadzono limit prędkości poruszania się dla terminali wojskowego systemu StarShield do 160 km/h. Powyżej tej granicy urządzenia natychmiast traciły sygnał satelitarny. O nagłej awarii poinformował ukraiński doradca Serhij Beskrestnow. 

Beskrestnow oświadczył, że ukraińskie siły obronne nie zostały wcześniej ostrzeżone o zmianach, co doprowadziło do zakłócenia i niepowodzenia misji wojskowych. Nałożony limit okazał się ciosem w obronę przeciwlotniczą, ponieważ uniemożliwia skuteczne przechwytywanie rosyjskich dronów odrzutowych Shahed, poruszających się – według ocen ukraińskich władz i ekspertów – z prędkościami od 320 do 380 km/h. Jak pisał dziennik "The New York Times”, nieoczekiwane restrykcje wywołały szok w Kijowie i uderzyły w działania bojowe.

Paliwo i polityka w tle

Kryzys wokół łączności satelitarnej zbiegł się w czasie z narastającymi napięciami między Waszyngtonem a Kijowem. W piątek, 9 października, Donald Trump ogłosił porozumienie z Władimirem Putinem. Rosja ma dostarczyć 300 tysięcy ton oleju napędowego. Z umową wiąże się zwolnienie z części sankcji naftowych nałożonych w 2022 roku.

Jednocześnie prezydent USA ponawiał apele do władz w Kijowie o zaprzestanie ataków na rosyjskie rafinerie. Ukraiński przywódca nie krył rozczarowania zwrotem w amerykańskiej polityce podczas wizyty w Wielkiej Brytanii. – Bolesne jest to, iż prezydent Trump wybiera inną stronę – ocenił Wołodymyr Zełenski. Po krytyce umowy paliwowej Trump stwierdził publicznie, że Ukraina powinna zmienić prezydenta. Wysoki rangą urzędnik USA zapewniał portal Axios, że słowa te nie miały związku z problemami sieci satelitarnej. 


Sikorski napisał do Muska 

Na doniesienia o paraliżu łączności zareagowała także Warszawa, o czym informował portal RP.pl. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zwrócił się bezpośrednio do amerykańskiego miliardera na platformie X, sugerując polityczne motywacje zakłóceń.

– Hej, Elonie Musku, wielki człowieku, znowu bawisz się w politykę ze swoimi produktami? Jako twoi europejscy klienci, obserwujemy cię – napisał polski minister. Sprawa ma bezpośredni wymiar dla Warszawy, ponieważ Polska finansuje terminale Starlink wykorzystywane przez Ukrainę, przeznaczając na ten cel około 50 milionów dolarów rocznie.  

Fot. Elon Musk/East News

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj62 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (62)

Inne tematy w dziale Polityka