Z artykułu dowiesz się:
- Ilu demonstrantów usunęła policja po zamieszkach w hali na wiecu Donalda Trumpa
- Kogo prezydent USA wspiera przed wyborami do Kongresu zaplanowanymi na 3 listopada
- Jak Trump porównał incydent z udziałem protestującego do walk MMA
- Z kim Darline Graham rywalizuje o mandat i jak Donald Trump ocenia jej kontrkandydatkę
Rękoczyny i wyzwiska na trybunach
Wystąpienie amerykańskiego przywódcy od początku przebiegało w nerwowej atmosferze. Przemówienie Donalda Trumpa było kilkakrotnie przerywane przez protestujących, którzy wykrzykiwali hasła przeciwko prezydentowi, wulgaryzmy, skandowali „USA” i otwarcie nazywali go zdrajcą. Na widowni doszło do gwałtownych starć między przeciwnikami i zwolennikami Republikanów.
Policja wyprowadziła z hali ponad 10 osób po tym, jak wśród tłumu doszło do bójki. Gdy sympatyk Donalda Trumpa uderzył jednego z protestujących, sytuacja ostatecznie wymknęła się spod kontroli. Przywódca stwierdził, że protestującym zakłócającym jego przemówienie zapłacono za udział w demonstracji. Ze sceny zwrócił się do nich bezpośrednio. – To są prawdziwi frajerzy – skwitował, oceniając zachowanie protestujących.
Trump porównał uderzenie do walk MMA
Incydent z użyciem siły na trybunach nie umknął uwadze prezydenta. Gospodarz Białego Domu wyraził entuzjazm wobec uderzenia protestującego przez swojego zwolennika, porównując zdarzenie do walk mistrzów MMA. Widok ciosu wymierzonego w oponenta wywołał natychmiastowy komentarz polityka.
Prezydent dodał ze sceny: – To było świetne, stary. Wow. Człowieku, ale wspaniałe! Widziałem to. To było niesamowite. Wow. To było niewiarygodne. Nikomu nic się nie stało? – mówił Donald Trump. Amerykański przywódca zwrócił również uwagę na determinację osób, które zdecydowały się zakłócić jego spotkanie. – Trzeba im przyznać zasługi. Trzeba mieć odwagę, by zrobić to na wiecu Trumpa – dodał, zwracając się do zgromadzonych w hali zwolenników.
W ostatnich tygodniach wiece Donalda Trumpa były regularnie zakłócane przez protesty. W tym tygodniu prezydent codziennie występuje na wiecach i apeluje do zwolenników, by wyobrażali sobie, że głosując na republikanów, głosują na niego. Zaledwie dwa dni wcześniej, podczas spotkania w Kansas, amerykański przywódca skierował ostre ostrzeżenie pod adresem europejskich sojuszników.
Wsparcie dla Darline Graham przed wyborami
Donald Trump wystąpił w środę na wiecu w tym regionie, aby poprzeć Darline Graham przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu. Głosowanie zaplanowano na 3 listopada, a walka toczy się o miejsce w izbie wyższej parlamentu USA.
Darline Graham jest siostrą zmarłego latem senatora USA Lindseya Grahama. W lipcu tymczasowo przejęła mandat po bracie, nie sprawując wcześniej żadnych funkcji publicznych. Podczas środowego spotkania z wyborcami nie szczędziła ciepłych słów pod adresem prezydenta.
Kandydatka wspominała a na scenie, że prezydent był bliskim przyjacielem jej zmarłego brata i na zawsze będzie częścią ich rodziny. Poparcie ze strony urzędującego prezydenta ma kluczowe znaczenie dla jej kampanii przed listopadowym głosowaniem.
Zaskakująco zacięty wyścig w konserwatywnym bastionie
Pojawienie się Trumpa w Karolinie Południowej ma bezpośredni związek z niespodziewanymi kłopotami Republikanów. Wyścig wyborczy o sześcioletni mandat do Senatu USA między Darline Graham a Annie Andrews niespodziewanie stał się bardzo wyrównany. Kandydatki rywalizują w stanie tradycyjnie uznawanym za konserwatywny.
Lider Republikanów określił Annie Andrews mianem „ekstremalnej”. Według niego byłaby ona jedną z najbardziej szalonych osób w kraju. Prezydent dodał również, że jej ewentualna wygrana oznaczałaby dla stanu „katastrofę”. Te słowa padły podczas bezpośredniego ataku na kontrkandydatkę w Clemson.
Dla Białego Domu utrzymanie mandatu w Karolinie Południowej jest kwestią priorytetową. Wynik głosowania z 3 listopada zadecyduje o układzie sił w amerykańskim Senacie na kolejne lata.
Fot. Prezydent Donald Trump/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)