Mąż broni Gronkiewicz-Waltz przed komisją: Noakowskiego 16 to była moja sprawa

Andrzej Waltz, mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz podczas rozprawy Komisji Weryfikacyjnej, fot. PAP/Bartłomiej Zborowski
Andrzej Waltz, mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz podczas rozprawy Komisji Weryfikacyjnej, fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Jaki pytał Waltza, czy on lub ktoś ze spadkobierców zaglądał do księgi hipotecznej. - Sprawę prowadził mój adwokat i może on zaglądał, ja chciałem sprawę doprowadzić do końca - odpowiedział. Dopytywany, czy był informowany o domniemaniu fałszerstwa, Waltz podkreślił, że "nie jest prawnikiem". - Wydaje mi się, że adwokat działał na podstawie dokumentów, które otrzymał z ratusza - zaznaczył. Szef komisji przypomniał, że w księdze hipotecznej znalazł się wpis o nieprawidłowościach.

- Informację o tym, że jest ewentualność popełnienia przestępstwa, czy nieprawidłowości było zgłaszane do wszystkich możliwych organów - mówił Waltz. Jak dodał, "jako osoba biorąca udział w postępowaniu nie otrzymał żadnych dokumentów z żadnych instytucji, że była jakaś nieprawidłowość".

Jaki dopytywał Waltza, czy gdyby przedstawił mu prawomocny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, z którego by wynikało, że Leon Kalinowski wraz z grupą fałszowali akty notarialne dotyczące Noakowskiego, to oddałby pieniądze w związku z "bezpodstawnym wzbogaceniem". Waltz odpowiedział, że powinno być przeprowadzone postępowanie, w wyniku którego byłby wyrok dotyczący jego osoby. Dodał, że "oczekuje, że organy państwa będą postępowały zgodnie z prawem". Jaki zapytał świadka, czy uważa, że gdyby ponad wszelką wątpliwość została wyjaśniona sprawa Noakowskiego 16, to czy należałoby oddać pieniądze. - Jeżeli otrzymam taką decyzję administracyjną - tak - powiedział Waltz.

Na uwagę przewodniczącego komisji, że postępowanie ws. Noakowskiego 16 mogłaby wznowić jego żona, Andrzej Waltz stwierdził, że jego małżonka "nawet nie może mu podatku wymierzyć, a co dopiero wznowić tego rodzaju postępowanie". - Jest przepis prawny, który mówi o tym, że nie można prowadzić postępowania wobec będących rodziną - zauważył Waltz.

Podkreślił, że ani on, ani żaden ze spadkobierców, nie mógł przewidzieć, jak będzie się zachowywał nabywca Noakowskiego 16. - Nie potrafiłem przewidzieć konsekwencji dalszych, sprzedaż kamienicy była sprzedażą kamienicy (...) została przez miasto przekazana z ludźmi. Miasto w tym czasie, za czasów Lecha Kaczyńskiego, nie interesowało się tymi lokatorami i nie prowadziło z nami żadnych rozmów pod tytułem, jak miasto może pomóc w tym całym procesie, żeby on gładko przeszedł - powiedział Waltz.

Dodał, że "w jakimś sensie wszyscy jesteśmy ofiarami braku ustawy reprywatyzacyjnej, bo wszyscy poruszaliśmy się i poruszamy w sferze niekonkretnych uregulowań prawnych".

Powiedział też, że nie było rozmów z nowym właścicielem Noakowskiego 16, jak potraktuje lokatorów. Dopytywany, czy Hanna Gronkiewicz-Waltz kiedykolwiek interesowała się losem tych ludzi w rozmowie z nim, w czasie negocjacji sprzedaży nieruchomości, odparł: - Nie. To była cały czas moja odrębna sprawa spadkowa i ja się tym zajmowałem.

Zaznaczył, że po sprzedaży kamienicy na Noakowskiego 16 nie był już właścicielem, więc sprawą się dalej dokładnie nie interesował. Oświadczył, że nie miał wpływu na podwyżki czynszów. O to m.in. skarżyli się lokatorzy, którzy zeznawali przed Waltzem - b. lokatorka Noakowskiego 16 Anna Błażewicz mówiła, że mieszkańcy byli "po prostu jak we mgle". - Nic nie wiedzieliśmy, co z nami będzie, czy my dożyjemy do jutra, czy będziemy mieszkać, czy nas wyrzucą, pod który most - powiedziała.

Odczytała pismo innej b. lokatorki kamienicy, która przy Noakowskiego 16 mieszkała do 2012 r. - Oświadczam też, że znane mi są przypadki trzech zgonów mieszkańców kamienicy, które mogą mieć związek przyczynowo-skutkowy z sytuacją, w jakiej znaleźli się lokatorzy po przejęciu kamienicy przez nowego właściciela, gdyż następowały krótko po kolejnych podwyżkach - odczytała świadek. W odczytanym przez nią piśmie innej lokatorki była m.in. mowa o katastrofie budowlanej w budynku, którą - według autorki - wywołała spółkę Fenix, by zmusić miasto do zapewnienia lokali zastępczych, które były poniżej standardów.

Podkreśliła, że to lokatorzy Noakowskiego 16 w krótkim czasie odkryli, że dokument ze sprawy jest sfałszowany, a nie urzędnicy miasta. Były lokator Noakowskiego 16 Bogdan Oślak zeznał, że nękanie mieszkańców osiągało kulminację, kiedy lokatorzy wchodzili na drogę sądową. Dodał, że nękanie polegało m.in. na wyłączaniu wind, zamykaniu dopływu prądu, czy ciągnących się latami remontach.

Oskarżenia o nękanie lokatorów odpierał prezes firmy Fenix Group Radosław Martyniak. Podkreślił, że nigdy nie było działań, które można by określić jako "czyszczenie kamienicy". Zaprzeczył, że remont był tak uciążliwy jak opisywali go mieszkańcy. Zaznaczył, że jego firma "nigdy nie odcinała mediów". Jak dodał, "mogą jedynie nastąpić pewne przerwy w dostawie związane z prowadzeniem prac". Przyznał, że sam przez 6 lat z rodziną mieszkał w lokalu przy Noakowskiego 16, aby "dopilnować remontu".

Prezes Fenix Group odniósł się również do tematu podwyżki czynszów, które objęły lokatorów po reprywatyzacji. Nazwał je "urealnieniem czynszów".

Martyniak powiedział, że w momencie zakupu w księgach wieczystych nie było żadnych ostrzeżeń, że kamienica mogła zostać ukradziona. Jak dodał, potwierdził to notariusz, który podpisał akt, kancelaria prawna, która wykonała audyt prawny oraz sprzedający, którzy w akcie potwierdzili, że nie ma żadnych roszczeń i wątpliwości, co do prawa własności. "Nie było najmniejszych wątpliwości" - zapewnił Martyniak. Jaki mówił, taka wzmianka, ostrzegająca o możliwości kradzieży istnieje w księdze wieczystej od 1948 r.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał, czy Martyniak czuje się oszukany przez beneficjentów reprywatyzacji Noakowskiego 16. "Gdybyśmy mieli tą wiedzę, którą mamy teraz, to na pewno do transakcji byśmy nie podeszli" - powiedział prezes Fenix Group. Dopytywany, czy czują się oszukani Martyniak odpowiedział: "tak". - Zakupiliśmy budynek z dobrą wiarą, z pewnością, że kupujemy od właścicieli, zapłaciliśmy za ten budynek bardzo wysoką kwotę, zainwestowaliśmy w ten budynek ogromne pieniądze w jednym celu - rewitalizacja i później sprzedaż - wyjaśnił Martyniak.

źródło PAP

ja

© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka