Albatros ... z lotu ptaka
Droga do Prawdy nie zawsze jest kręta.
74 obserwujących
1571 notek
1331k odsłon
283 odsłony

Zaczęło się 10 kwietnia 2010 a nawet wcześniej bo 11 września 2001 roku

Wykop Skomentuj5

Smoleńsk A.D. 2020. "A może prawda o tym wydarzeniu jest aż tak mocną kartą, że..."

Smoleńsk

https://wpolityce.pl/smolensk/523143-moze-prawda-o-tym-wydarzeniu-jest-az-tak-mocna-karta-ze


image

image

image

image

image

CZEMU NIE WYKORZYSTANO DEMONTAŻ 2 SZTUK TUPOLEWÓW NA LOTNISKU KBELY W CZECHACH. Czy prowadzono takie rozmowy

https://www.salon24.pl/u/albatros/637585,czesko-polska-dziupla-kbely-lkkb

https://www.salon24.pl/u/albatros/730935,w-sina-dal-odjedza-tu154m-z-lotniska-w-kbely

VELKÝ PŘELET aneb přijela k nám televize

Letecké muzeum v Kunovicích

https://www.youtube.com/watch?v=Dq6YQdzfErU


Druhé "Tůčko" TU-154M zachráněno! (www.airzone.tv)

Transport dlouhý 51,50 metrů, široký 4,80 metru a vysoký 5,30 metru vážící 80 tun opustil areál kbelského letiště v sobotu 17. prosince krátce po jedné hodině ráno. O 24 hodin později byl ve Zruči u Plzně. Prezidentský dostavník - letoun TU-154M z vládní letky byl zachráněn.


Opublikowany 03.03.2016

Děkujeme TV Nova za umožnění publikování reportáže. (Zdroj: TV Nova / magazín Víkend / 23. 2. 2016)

Redaktor TV Nova Aleš Vašíček, milovník divnolidí, navštívil se svým kolegou kameramanem náš ústav#VelkyPrelet, aby stvořil reportáž pro televizní magazín Víkend a přiblížil široké veřejnosti, snahu té naší TU bandy. V reportáži jsou použity záběry našeho parťáka Míry Orose z airZoneTV.

Na výsledek společně strávené pracovní soboty se můžete mrknout ve videu ;-)

Náš projekt Velký přelet můžete podpořit do 22. 3. 2016 na https://www.startovac.cz/projekty/vel...

Czy MON dokona zakupu ??? Czy towarzysze z Brukseli lub Berlina z Unii Europejskiej.

opublikowano: 22 października 2020 roku

https://wpolityce.pl/smolensk/523143-moze-prawda-o-tym-wydarzeniu-jest-az-tak-mocna-karta-ze

image

ragment upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej na Cmentarzu w Radzyminie / autor: wPolityce.pl


W „Sieci” ukazał się kilka dni temu artykuł Marka Pyzy i Marcina Wikły pod tytułem „Czas na Smoleńsk”.

CZYTAJ TUTAJ: Marek Pyza i Marcin Wikło: Czas na Smoleńsk. „Nie warto tej sprawy zostawiać w takim stanie. Bo ktoś kiedyś nam wszystkim to wypomni”

Autorzy, nie wiedzieć czemu uważają, że „skoro wielobój wyborczy minął” to „zarówno Prokuraturze Krajowej, jak i podkomisji MON kończy się okres wymówek” w sprawie Smoleńska.

Przyznam się szczerze – zupełnie tego toku rozumowania nie pojmuję. Przede wszystkim minęło pięć lat rządów Zjednoczonej Prawicy. I leci już jedenasty roczek „po Smoleńsku”. Dlaczego akurat w końcówce 2020 ma się coś radykalnie zmienić? Gdyby autorzy argumentowali konieczność przyspieszenia postępowania, zagrożeniem jakie niesie ze sobą potencjalne dojście do władzy Bidena i możliwość oddania nas pod kuratelę Rosji, to uznałbym, że ma to jakiś sens. Ale autorzy o niczym takim nie piszą. Wygląda na to, że uznali po prostu, iż oto teraz nadszedł czas i już.

O wiele lepszy tytuł niż „Czas na Smoleńsk” nadał swemu artykułowi w Rzeczpospolitej Marek Kozubal. W „Grach wokół Smoleńska” pisał on miesiąc temu, że wystąpienie Prokuratury Krajowej z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie dla kontrolerów wieży na Siewiernym

„nie posuwa (…) sprawy wyjaśnienia tragedii sprzed 10 lat” a tylko „zbija argumenty Antoniego Macierewicza o tajemniczym wybuchu w samolocie w trakcie lotu”.

Fakt. Jedno wyklucza drugie. Bo skoro mamy katastrofę na skutek błędnego naprowadzania przez kontrolerów, to nie ma wybuchu, a jeśli mamy eksplozję w powietrzu to nie ma wypadku lotniczego.

I tu jest według mnie pies pogrzebany. W sporze pomiędzy Macierewiczem, a Ziobrą chodzi, (także i moim zdaniem) o grę Smoleńskiem, a nie o wyjaśnienie przebiegu zdarzeń, czy jak ostrożnie pisze Marek Pyza o „metodologię pracy” nad wyjaśnianiem tragedii. Odnoszę wrażenie, że sprawy Smoleńska żaden z tych dwóch polityków wyjaśnić nie ma obecnie zamiaru. Wydaje mi się, że przewodniczący podkomisji gra po prostu na czas, a minister spraw zagranicznych chce coś szybko ugrać dla siebie. No, bo co z tego, panie Ministrze Ziobro, że w 2021 może zostać wydany międzynarodowy list gończy za kontrolerami ze Smoleńska, skoro nikt ich nie aresztuje, nikt nie postawi im zarzutów, ani nie przesłucha. Pan dobrze o tym wie. Tak samo jak to, że bez tych czynności, śledztwo zakończyć się nie może. I nie zakończy. Rosja nie wyda innemu państwu swoich obywateli. Ani żywych, ani martwych.

Przecież gdyby intencje Ministra Ziobry były czyste, to śledczy powinni wydać wniosek o aresztowanie kontrolerów już w 2017, kiedy doszli do wniosku, że to właśnie ich działanie doprowadziło do katastrofy samolotu, i że było ono umyślne. Powinni to zrobić już trzy lata temu, wtedy, kiedy sformułowali wobec nich zarzuty. Dlaczego z wnioskiem o areszt wystąpiono dopiero teraz? Akurat teraz? Czy może to z tego powodu, że w listopadzie ma się odbyć kongres PiS, na którym z dużym prawdopodobieństwem zapadną decyzje co do przyszłego przywództwa partii? Czy Ziobro chce tym posunięciem pokazać, że należy się z nim liczyć, i że może sporo namieszać, w tak istotnej dla Prezesa Kaczyńskiego (i dla całej Polski) sprawie?

A w co gra Antoni Macierewicz? Marek Pyza na łamach wPolityce słusznie podsumowuje jego ostatnie działania:

Gdzie jest ten raport, czy może (Macierewicz - RM) wskazać, jak można się z nim zapoznać? Nie żadne „opracowanie” (jakich wiele), nie „raport techniczny” (jak w 2018 r.), nie „streszczenie” (jak w lipcu na komisji obrony narodowej), ale RAPORT? Publikowana w odcinkach produkcja filmowa nie jest raportem z badania katastrofy.

O wielkiej wadze jaką ma nadal kwestia Smoleńska świadczy choćby to, o czym piszą autorzy „Sieci”na temat działań w tej sprawie:

„ubezwłasnowolnienie prokuratorów, którzy mają niekiedy związane ręce i nie mogą podejmować decyzji procesowych”,

ale także i

„wewnętrzne konflikty w podkomisji przy MON i wątpliwości jej członków do sposobu prowadzenia badania”.

Na przykład to co zarzuca Macierewiczowi Jorgensen:

„przekazywanie do badań w NIAR fałszywych danych.”

O co zatem może „grać Smoleńskiem” Macierewicz?

Skoro przewodniczący podkomisji nie kwapi się z przedstawieniem raportu, to znaczy, iż widocznie uznał, że nie jest na to najwłaściwszy czas… Sam uznał? Nie sądzę. Myślę, że decyzja w tej kwestii podjęta musiała zostać wyżej. Kiedy zatem ten właściwy „czas na Smoleńsk” nastąpi? A może prawda o tym wydarzeniu jest aż tak mocną kartą, że użyć jej należy dopiero w ostateczności? W jakiejś nadzwyczajnej sytuacji?

Bo skoro nikt nie może być bardziej żywotnie zainteresowany ujawnieniem i przedstawieniem prawdy o Smoleńsku niż Jarosław Kaczyński, to dlaczego sprawa ta miałaby jeszcze czekać? Może właśnie ze względu na bezpieczeństwo, albo inny ważny interes państwa?

Autor

Zdjęcie Roman Misiewicz

Roman Misiewicz

Urodzony w 1964 w Dębicy, prawnik, były redaktor Nowej Okolicy Poetów, publikował między innymi w Twórczości , Frondzie, Toposie; laureat Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za 2003 rok, prowadzi witrynę dobre-nowiny.pl

POSŁOWIE

http://dobre-nowiny.pl/

piątek, 10 kwietnia 2020

Posłowie: Smoleńsk - test klasy politycznej

Michael Montaigne pisze w „Próbach”, że pierwszym znakiem „skażenia obyczajów jest wygnanie prawdy”. Zaraz potem przytacza słowa Pindara, iż prawdomówność to pierwsza rzecz, której „Platon żąda od sternika swojej Rzeczypospolitej”.

Czytając to, zastanawiam się jaka jest nasza klasa polityczna? Czy okłamuje nas, czy mówi prawdę? Każdy na ten temat ma na pewno własne zdanie. Ale wydaje mi się, że warto przyjrzeć się jak to widział XVI-wieczny francuski filozof i eseista.

Pewien starożytny – pisze Montaigne – powiada, iż kłamać to znaczy „dawać świadectwo iż za nic się ma Boga, a równocześnie obawia ludzi”. Cóż może być gorszego – konkluduje – niż śmiałość wobec Boga i tchórzostwo wobec ludzi?

I tu, moim zdaniem, trafia w samo sedno. Kłamstwo rodzi się z lęku. Wynika ono z obawy przed: utratą władzy, śmiercią cywilną, spadkiem stopy życiowej, ludzką opinią, nawet pozbawieniem życia. Potrafię to zrozumieć. Jako dziecko wymyślałem najbardziej nawet niezwykłe historie, aby ujść przed konsekwencjami tego co nabroiłem. To były te pierwsze kłamstwa zrodzone ze strachu.

Staram się być szczery wobec siebie. Robiłem złe rzeczy, ale potrafię się do tego przyznać i wyciągnąć z tego wnioski. Dzięki temu mam też świadomość, że powinienem zadośćuczynić za zło które czyniłem. I tak też staram się robić. Ponieważ wymagam tego od siebie, wydaje mi się, że mogę wymagać tego też od tych, którzy mnie reprezentują. Od rządzących, oraz od pretendujących do miana autorytetów moralnych. Mają prawo do popełniania błędów, a nawet do odrażających czynów. Ale powinni umieć się do tego przyznać. Jeśli są osobami publicznymi – to są nimi przed sobą i przed ludźmi.

Kiedy jednak patrzę na naszą polityczną klasę widzę rojące się tam tragiczne postaci. Ludzi, którzy nie tylko nas, ale nawet samych siebie okłamują, pretendując do miana bohaterów narodowych, przywódców, czy autorytetów; gdy istnieją namacalne dowody, że byli oni albo konfidentami, albo kolaborowali z wrogimi służbami. Z obcą władzą, wrogą Ojczyźnie.

Chciałoby się im powiedzieć - jeśli nie jesteście w stanie przyznać do błędu, czy nawet zdrady - przed ludźmi, to miejcie choć odrobinę odwagi przyznać się przed sobą. Nie musicie za wszelką cenę zawsze wdrapywać się na szczyt. Jeśli nie staje komuś odwagi, aby to zrobić publicznie, wystarczy się odsunąć. Praca, choćby nawet takiego cieśli, też może dawać wiele satysfakcji. Innej niż ta, którą daje władza, ale może.

Okłamywani ludzie tracą zaufanie. Nie tylko do kłamiących, nie tylko do całej politycznej klasy, ale również do siebie nawzajem. Kto kłamie społeczeństwo zdradza je – pisze Montaigne. Kłamstwo władzy powoduje, że społeczeństwo się rozpada, ludzie przestają czuć ze sobą związek i „rozluźniają się wszystkie węzły społeczności”.

Takim testem na to jak władza traktuje społeczeństwo jest choćby sprawa smoleńska. Jaka jest prawda o tym zdarzeniu? Mimo, że przez dziesięć lat wraz z ponad setką innych blogerów prowadziłem białe dochodzenie w tej sprawie, nie potrafię ze stuprocentowym przekonaniem odpowiedzieć na to pytanie. Ale z tysięcy gigabajtów informacji jakie zgromadziliśmy można wyciągnąć jeden generalny wniosek – ci którzy mówili o „katastrofie” (jako wypadku, a nie ogólnej sytuacji) z premedytacją okłamywali społeczeństwo. A przecież jeśli nie można było wtedy powiedzieć prawdy, można było raczej milczeć niż ordynarnie kłamać, tłumacząc się pokrętnie, że „lepiej jest znać prawdę i nie mieć wojny, niż nie znać prawdy i mieć wojnę”.

Gdyby ktoś zadał mi dziś pytanie, czym dla mnie jest prawda, powiedziałbym, że jest stanem w którym czuję, że ktoś chce się podzielić ze mną cząstką tego co ma najcenniejszego – zapisem swojej pamięci, najgłębszym doświadczeniem, zaufaniem. Że daje mi to ze szczerego serca. To jest odwrotność kłamstwa, które się „sprzedaje”, aby manipulować.

Jeśli ktoś obdarza mnie zaufaniem i mówi mi prawdę, to zawsze będę mu za to wdzięczny. Bo wiem, że jest wobec mnie uczciwy. Nawet jeśli mówi o rzeczach wstrząsających i strasznych. Ale wiem, że mnie szanuje i robi to z troski o mnie, czy życzliwości.

Chciałbym to poddać pod rozwagę Wam, "którzy Pospolitą Rzeczą władacie".

Czy na pewno musicie iść ścieżką światowej klasy politycznej? Czy na pewno nie możecie mówić społeczeństwu prawdy? Ludzie ją docenią, nawet jeśli początkowo zareagują emocjonalnie. Zastanówcie się, proszę, co lepiej robić - budować Królestwo Prawdy czy rządzić królestwem fałszu.

To co piszę to nie jest utopia. O tym przez całe swe życie mówił Jezus Chrystus.

Nie mówię tu tylko o prawdzie w sprawie 10 kwietnia. Mówię o prawdzie... Wiem, że może się Wam wydawać, że państwo tak małe jak ziarnko gorczycy samo nic nie może zdziałać. Jeśli tak uważacie, to chciałbym prosić Was tylko o jedną rzecz.

Nie zadawajcie pytania: "Cóż to jest prawda?"

...........................................................................

PS. Fragment nie wygłoszonego przemówienia Lecha Kaczyńskiego, które miał wygłosić w Katyniu 10 kwietnia 2010:

"Nie da się budować trwałych relacji na kłamstwie. Kłamstwo dzieli ludzi i narody. Przynosi nienawiść i złość. Dlatego potrzeba nam prawdy. (...) My, chrześcijanie, wiemy o tym dobrze: prawda, nawet najboleśniejsza, wyzwala. Łączy. Przynosi sprawiedliwość. Pokazuje drogę do pojednania.|

Autor: ROMAN MISIEWICZ o 4/10/2020 


Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale