Rządzący nie mają wyczucia sytuacji, nie komunikują się z rządzonymi, szczególnie z tymi którzy nie są ich poplecznikami. Kieruje nimi strach i zniecierpliwienie. Znajdują się pod moralna presją, lecz nie przyjmują tego do wiadomości. Przecież „większość aktywnego elektoratu ich popiera”. Ten bardziej honorowy, odwołujący się do uczuć moralnych wymiar życia publicznego, nie leży w zasięgu ich wrażliwości.
Można sądzić, że tego rodzaju stan świadomości ma charakter tyrański: jednowładca o czterech głowach narzucać usiłuje swój punkt widzenia nie licząc się z innymi.
Novalis: ”świat powinien być taki, jak ja sobie życzę”
E. Voegelin nazwał to Syndromem Buttermelchera:that it is extremely difficult to understand that the élite of a society can consist of a rabble.[1]
[1] Elita wywodząca się z motłochu, wyzbyta rozumu i duchowości – pełna zarozumiałości i pychy, mająca ambicję górowania nad wszystkimi, prowadząca naród do rozstrojenia i chaosu albo do barbarzyństwa.
Raz osiągnięty poziom cywilizacji nie jest zagwarantowany na przyszłość; prawość i szlachectwo jednego pokolenia, może w następnym pokoleniu zostać roztrwonione; społeczeństwo znajduje się wciąż w stanie płynnym, a reguły, będące wspornikami ładu same nie wcielają się w życie, potrzebują uczciwych i rozsądnych wykonawców, którzy sami nie chcą władzy dla niej samej.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)