Co znaczy skuteczność w polityce?
Na marginesie wczorajszego wpisu P. Red. Ł. Warzechy wywiązała się dyskusja na powyższy temat.
W tej dyskusji, jednej z wielu pod tym wpisem, nie został podjęty problem ideowości w polityce.
Oczywiście, sam termin jest niemodny (choć we współczesnej politologii używany). Jednakże, w innych synonimicznych słowach pojawia się przecież. I to trzeba sobie wyraźnie uprzytomnić: jakaś czysta pragmatyka, „skuteczność bez idei” = oportunizmowi i dryfowaniu, które niczego dobrego nie niosą rządzonym obywatelom.
Jak mierzyć ową skuteczność? Tego sprecyzowania zabrakło trochę w (skądinąd ciekawym) wywodzie red. Warzechy. W dyskusji (pod wpisem) pojawiła się słuszna krytyczna uwaga, że „medialność”, czyli częstotliwość pojawiania się w mediosferze, nie jest dobrym kryterium skuteczności politycznej.
Dystansując się wobec najnowszych wcieleń post-polityki, sugerowałabym nieco po staroświecku co następuje:
· Bez współczynnika ideowego, który widoczny powinien być i w programie i w stylu działania, "skuteczność" podlega zwietrzeniu i degradacji. Gdzie brakuje zaufania - wiarygodności, oczywiście bez przesadnego poddaństwa i zakazywania dyskusji - nie będzie spoiwa i racjonalnego działania w partii oraz nie będzie refleksyjnego poparcia ze strony obywateli.
· "Skuteczność" - to zmienna zależna względem celów, które winny być jasne i akceptowane przez znaczącą część obywateli.
· "Skuteczność" (niestety to nie teoria) może stać się fetyszem lub zostać zredukowana do hałaśliwej obecności w "rozmaitych" mediach, które silą się, żeby reżyserować polską politykę.
· "Uśmiechy i Łagodność" - niestety okazują się czasami "owczym przebraniem" największych drapieżców czy szulerów; w końcu czym jest polityczna perfidia, jak nie przebiegłym "faulowaniem" czy wręcz "medialnym wykańczaniem rywali"?
A przy okazji, definicja polityki C. Schmitta, zrównująca „polityczność” z podziałem na „wrogów i przyjaciół”, w Polsce zbiera najgorsze żniwo. Stąd nie zaskakuje, że rywale skaczą sobie do gardeł, piętnując „wroga-faszystę”.
I na koniec zapewne stronnicza ocena:
Sądząc po stylu argumentacji i skali wartości do jakich odwołuje się Jarosław Kaczyński (chociażby) w kampanii poprzedzającej wybory samorządowe, to PIS raczej (bardziej niż inne największe partie) posiada program i idee, inicjując szansę na rzeczowy spór. Z coraz bardzie niepodzielnie rządzącą platformą skazani będziemy na niebezpieczne dryfowanie, nie dlatego, że ta formacja nie ma w ogóle ludzi idei, lecz że ci zostali zepchnięci na margines, przez - że tak to nazwę: - "bokserów u steru, którzy śnią o znokautowaniu wszystkich <<politycznych wrogów>>".


Komentarze
Pokaż komentarze (2)