Wnikliwa przestroga J. Kaczyńskiego w liście do nad-prezydenta
Jarosław Kaczyński w jasnym i lapidarnym stylu zawarł rozpoznanie największych niebezpieczeństw dotyczących strategii energetycznej stanowiącej kluczowe narzędzie polityki zagranicznej w dobie globalizacji. W przeddzień ważnego spotkania członków NATO, w sposób wyważony, lecz wyrazisty odniósł się także do ryzykownej zmiany priorytetów obecnej administracji amerykańskiej. Widać w tym styl: powagę i klasę. A co na to: urzędujące osobistości?
Zob.http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101118&typ=po&id=po02.txt
Zob. także pełen tekst listu J. K. do kongresmanów:
http://lubczasopismo.salon24.pl/teksty/post/251223,kaczynski-do-tuska-o-nato
List J. Kaczyńskiego powinien być odczytywany w odpowiednim kontekście. A mianowicie powinniśmy odświeżyć sobie pamięć.
Odczytujmy go pamiętając:
że nad-prezydent Putin jest profesjonalistą, tj. doktorem od gazownictwa i doskonale rozumie się na polityce energetycznej względem Europy,
że nad-prezydent Tusk tylko udaje, że nie wie jak ważnym instrumentem w układzie międzynarodowym są kontrakty dotyczące dostaw energii.
Przecież sam bardzo starał się o szybkie i „przyjazne” (po znajomości) podpisanie nowej umowy gazowej z Rosją; tak zdobywa się łaskawość „sąsiadów”? Czyżby nie tylko były premier Niemiec i Włoch dostali propozycję „lobbowania” na rzecz Gazpromu? Ufam, że polski premier, jeśli nawet taką ofertę otrzymał, odrzucił ją podobnie jak premier włoski. Życzyłabym także naszemu premierowi nagród i wyróżnień, po upływie własnej kadencji i najlepiej od wdzięcznych mu obywatelek i obywateli własnego kraju.
(Ostatnio w czasach neoliberalnego psucia się demokracji do obiegu wkradł się okropny zwyczaj, że wysocy urzędnicy jeszcze podczas urzędowania otrzymują rozmaite wyróżnienia i nagrody. Czym one są jak nie formą przekupstwa lub wywierania nacisku na urząd?)
A oto (moja sceptyczna) replika na odpowiedź premiera:
Polska nie była nigdy tak bezpieczna jak obecnie, nigdy nie mieliśmy tak dobrych relacji ze wszystkimi sąsiadami -powiedział premier Donald Tusk, odnosząc się do listu otwartego, jaki skierował do niego prezes PiS Jarosław Kaczyński.
- Nie mamy żadnych wątpliwości i pokazuje to także nasza historia, że w tym miejscu, gdzie przyszło nam żyć nie wystarczy się samemu uzbroić, ale trzeba mieć także dobre relacje z sąsiadami i sojusznikami - mówił Donald Tusk.
Co do „dobrosąsiedzkiej przyjaźni”, która ma zastąpić nam własne siły zbrojne i poważne traktowanie naszych sojuszy militarno-politycznych, to można jedynie przypomnieć koniec przypowieści o „zającu, którego zjedli jego najbliżsi przyjaciele”, albowiem w wymiarze realnej polityki energetycznej alternatywa dla „Polityki Jagiellońskiej L. Kaczyńskiego” jest „neorealizm rozbiorowy” (pisałam o tym w poprzednich notach, w oparciu o opinie A. Nowaka).
Tusk podkreślił, że "rząd robi to, co możliwe i to z pewnym naddatkiem".
To bardzo frapująca wypowiedź. Co może być „naddatkiem” w stosunku tego, co możliwe?
- Chyba łaska boża. A jeśli nie, to zapewne jakiś nowy post-polityczny „cud gospodarczy”, żeby tylko znowuż nie czysto retoryczna przemiana polski w Irlandię. Oby tylko nie w Irlandię, w której „katolicka mniejszość uciekała się do terroryzmu”; krótko mówiąc, oby pro-rządowe media zaprzestały znieważać zdrowy rozsądek i bardzo cierpliwych polskich katolików.
----------------------------------------------------------------------------------------
Inne pytanie, w kontekście wizyty polskich posłów do USA:
Czy w naszych czasach liczy się tylko władza wykonawcza?
W Rosji jest tak poniekąd już tradycyjnie. Lecz w USA, zdawałoby się, że prezydent musi liczyć się z większością parlamentarną, a nawet i z opiniami silnej opozycji. Wedle polskiego ministra spraw zagranicznych wygląda to inaczej:
Kongres nie ma w sprawie katastrofy żadnych kompetencji – powiedział minister R. Sikorski.
Polska delegacja z PiS 300 tys. podpisów pod apelem o powołanie międzynarodowej komisji wręczyła kongresmance z Florydy, Ileanie Ross-Lehtinen. (Jest ona najpoważniejszą kandydatką do objęcia funkcji przewodniczącej Komisji Spraw Zagranicznych z ramienia Republikanów).
Czyżby demokracja, wedle Sikorskiego, była już passe? Myślę raczej, że także ów minister w rządzie Tuska posługuje się tylko tą nowomodną retoryką („Upokarzająca wizyta w USA”). Dlaczego bowiem, nie powie, że ta wizyta jest godna ubolewania, że podważa wiarygodność jego urzędu. Skoro z pewnością mieści się ona w standardach demokratycznej wymiany opinii, także w wymiarze międzynarodowym, to za upokarzającą może być ona uznana, ale nie dla misji polskich posłów. Lecz przecież wielu z nas wie, że wiarygodność urzędu (a właściwie kilku ministrów) nadwyrężona została wcześniej: w tych działaniach i zaniechaniach (ministra spraw zagranicznych i ministra obrony), które doprowadziły do smoleńskiej katastrofy. A także w tym, co po tym nastąpiło i trwa po dziś dzień.
Niedyplomatyczna bynajmniej retoryczność licznych wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu najbardziej naturalnie wypada w TVN, telewizyjnej wnuczce Jerzego. U (nie chcę dostać –Bana, więc na tym zakończę mój z pewnością stronniczy felieton).


Komentarze
Pokaż komentarze (3)