Z artykułu dowiesz się:
- Jakie były procentowe wyniki drugiej tury w Brazylii
- Dlaczego Flávio Bolsonaro zapowiada kroki prawne
- Sprawdzisz, na czym polega historyczny rekord Luli
- Poznasz powody przedłużenia głosowania
Rekordowy triumf urzędującego prezydenta
W niedzielnej drugiej turze wyborów prezydenckich Lula zdobył 51,79 proc. ważnych głosów – poinformował brazylijski Najwyższy Trybunał Wyborczy (TSE). Jego rywal, prawicowy senator Flávio Bolsonaro, uzyskał poparcie na poziomie 48,21 proc. W liczbach bezwzględnych urzędujący prezydent zwyciężył przewagą około 4,4 miliona głosów, co potwierdziły oficjalne dane komisji wyborczej.
Dla Luli oznacza to bezprecedensowy sukces. Został pierwszym politykiem w najnowszej historii Brazylii, który sięgnął po zwycięstwo w decydującej turze po zajęciu drugiego miejsca w pierwszej turze. Wcześniej to Flavio Bolsonaro wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich w Brazylii, zdobywając ponad 47 proc. głosów.
Objęcie urzędu głowy państwa po raz czwarty stanowi absolutny rekord w dziejach tego kraju. Podczas wieczornego wystąpienia w São Paulo prezydent nie krył emocji i zwrócił się bezpośrednio do swoich zwolenników.
- Chcę podziękować narodowi brazylijskiemu za hojność, którą obdarzał mnie przez tak długi czas - powiedział Lula po ogłoszeniu rezultatów.
Flávio Bolsonaro odrzuca wyniki i żąda unieważnienia
Prawicowy kontrkandydat nie zamierza jednak pogodzić się z porażką. Senator publicznie zakwestionował legalność niedzielnego procesu wyborczego i ogłosił złożenie wniosku o unieważnienie rezultatów do Najwyższego Trybunału Wyborczego.
Odnosząc się do przebiegu głosowania i decyzji o jego wydłużeniu, Flávio Bolsonaro powiedział: - Nie można uznać wyników tych wyborów (...) To, co się dziś wydarzyło, nie było normalne i nie jest możliwe do zaakceptowania.
Polityczne napięcia wokół rodziny Bolsonaro nie są nowością na brazylijskiej scenie politycznej. Ojciec senatora, były prezydent Jair Bolsonaro, odsiaduje wyrok 27 lat więzienia za próbę zamachu stanu po przegranych wyborach z 2022 roku.
Chaos w lokalach wyborczych i paraliż transportu
Głównym punktem spornym stała się decyzja sędziego Cristiano Zanina. Nakazał on wydłużenie głosowania w całym kraju o dwie godziny, do godziny 19 czasu w Brasílii. Decyzję ogłosił tuż przed planowanym zamknięciem lokali. Wywołała ona zamieszanie: część komisji zakończyła pracę o pierwotnej porze, a inne pozostały otwarte.
O wydłużenie pracy komisji wnioskowały oba sztaby wyborcze, lecz z różnych powodów. Sztab Luli wskazywał na paraliż transportowy w wielkich miastach. Z kolei obóz Bolsonaro apelował o wydłużenie głosowania w trzech stanach ze względu na trudne warunki atmosferyczne.
Skala utrudnień komunikacyjnych była ogromna, zwłaszcza w São Paulo, gdzie aż 40 proc. autobusów nie wyjechało z zajezdni. W związku z zamieszaniem wokół czasu pracy lokali Najwyższy Trybunał Wyborczy czasowo wstrzymał publikację danych po podliczeniu głosów z zaledwie 0,25 proc. komisji.
Geopolityczny zgrzyt na linii z Waszyngtonem
Triumf lewicy w Brazylii wywołuje również istotne reperkusje międzynarodowe. Jak zauważa BBC Mundo, zwycięstwo Luli to pierwsza wygrana kandydata lewicowego w wyborach prezydenckich w Ameryce Łacińskiej od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu w 2025 roku. Podczas wystąpienia po ogłoszeniu wyników Lula nawiązał do wpływów Stanów Zjednoczonych w regionie.
- Brazylia nie będzie niczyim podwórkiem - zaznaczył prezydent. Komentatorzy CNN i innych mediów odebrali te słowa jako aluzję do rosnących wpływów Waszyngtonu oraz napiętych relacji z Donaldem Trumpem.
Władze w Brasílii pod kierownictwem Luli nie zamierzają przystępować do lansowanej przez Waszyngton inicjatywy Tarcza Ameryk. Brazylia odmawia również uznawania organizacji przestępczych za grupy terrorystyczne. Najbliższe miesiące pokażą, jak rozwiną się relacje obu państw.
Fot. Zwycięzca wyborów w Brazylii, prezydent Lula/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (19)