Z artykułu dowiesz się:
- Co uruchomiło interwencję w domu Bartosza Malewskiego
- Jak przebiegała akcja policji
- Kogo Bartosz Malewski wskazuje jako możliwych sprawców
- Jakie kroki prawne podjął mecenas
Przebieg interwencji na Woli
W sobotę około południa funkcjonariusze pojawili się pod drzwiami szefa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Jak relacjonował Bartosz Malewski, w akcji uczestniczyło siedmiu mundurowych wyposażonych w kamizelki kuloodporne, tarcze oraz broń palną.
– Mieli kuloodporne kamizelki, tarcze, a dwóch z nich trzymało już w dłoniach broń palną. Usłyszałem głośne, mocne walenie w drzwi mieszkania i wezwanie: „Policja, otwierać!”. Otworzyłem. Na ich polecenie wyszedłem na klatkę schodową z rękoma za karkiem. Policjanci sprawdzili mieszkanie, a po wykluczeniu zagrożenia i wyjaśnieniu sytuacji zakończyli interwencję. Całość trwała około pół godziny – relacjonował w mediach społecznościowych.
Fałszywe oskarżenie o zabójstwo
Przyczyną działań służb było zawiadomienie opublikowane na jednej z platform komunikacyjnych. Nieznany sprawca podszył się pod Malewskiego, twierdząc, że zamordował bliską osobę i planuje odebrać sobie życie. Dyżurny nadał sprawie status pilnej ze względu na zagrożenie życia. Funkcjonariuszy skierowanych na miejsce uprzedzono jednak, że zgłoszenie nie jest potwierdzone i może stanowić próbę wywołania fałszywego alarmu.
Mundurowi musieli sprawdzić lokal i upewnić się, czy nikomu nic nie grozi. Komenda Rejonowa Policji Warszawa IV prowadzi postępowanie w sprawie fałszywego zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie oraz naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.
Zemsta za obronę Piotra W.?
Po zakończeniu interwencji Malewski przedstawił w mediach społecznościowych możliwe motywy sprawcy. Mecenas wskazuje na kilka hipotez, ale nie przesądza, która z nich jest prawdziwa.
– Wyjaśnienia przede wszystkim wymaga fakt, kto i dlaczego skierował jednym fałszywym zawiadomieniem siedmiu funkcjonariuszy, uzbrojonych funkcjonariuszy do mojego domu. Hipotez jest kilka. Pierwszą przyczyną mogło być moje zaangażowanie jako obrońcy w sprawę pana Piotra. To była i nadal jest głośna sprawa medialna. Media śledziły te sytuacje od momentu zatrzymania pana Piotra aż do jego uwolnienia postanowieniem sądu w dniu 18 października, kiedy to sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o jednomiesięczny areszt – mówił Malewski.
Jego klient Piotr W. został zatrzymany 16 października podczas protestów przy Trybunale Konstytucyjnym. Malewski jest jego obrońcą, a sąd 18 października nie uwzględnił wniosku prokuratury o jednomiesięczny areszt.
Zdaniem Malewskiego, druga hipoteza dotyczy samego Marszu Niepodległości. – Ktoś w związku z organizacją Marszu Niepodległości chciał być może zastraszyć mnie jako jego organizatora. Ta sytuacja może spotkać również inne osoby zaangażowane w organizację tegorocznego Marszu Niepodległości – stwierdził.
Tegoroczny marsz w Warszawie zaplanowano na 11 listopada pod hasłem „Polak w Polsce Gospodarzem”. Malewski zwrócił też uwagę na możliwość prowokacji rosyjskich lub białoruskich służb, które – w jego ocenie – mogłyby próbować destabilizować państwo i podważać zaufanie do policji.
– W takim scenariuszu narzędziem stają się sami funkcjonariusze: dostają informację o poważnym zagrożeniu, jadą pod wskazany adres, a obrazy z interwencji mogą potem służyć podsycaniu wrogości między policją a obywatelami. Oczekuję, że zostanie to dokładnie zbadane – napisał adwokat. Po interwencji Malewski złożył w policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Poinformował również o sprawie Okręgową Radę Adwokacką w Warszawie, wnosząc o podjęcie interwencji.
Incydenty z wiosny - seria fałszywych alarmów
Przypomnijmy, że w tym roku doszło do kilkudziesięciu interwencji służb w prywatnych mieszkaniach dziennikarzy Republiki, a także pod adresami stacji i wPolsce24. Zgłoszenia dotyczyły m.in. rzekomych prób samobójczych, zagrożenia życia dzieci, odnalezienia zwłok czy podłożenia materiałów wybuchowych.
Seria rozpoczęła się 13 maja, kiedy po informacji o bombie policja i straż pożarna przyjechały do siedziby Republiki. W kolejnych dniach służby kierowano m.in. do domów Michała Rachonia, Katarzyny Gójskiej, Adriana Klarenbacha i Tomasza Sakiewicza. Jedno ze zgłoszeń dotyczyło terrorysty z pasem szahida, który miał zabarykadować się w łazience Michała Rachonia. W innych przypadkach informowano o osobach zamierzających odebrać sobie życie. Między 10 a 15 maja służby przeprowadziły 12 interwencji związanych z podobnymi zawiadomieniami.
Największe emocje wywołała interwencja z 15 maja w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, prezesa Telewizji Republika. Policjanci pojawili się tam po zgłoszeniu o zagrożeniu życia dziecka. Według relacji Sakiewicza funkcjonariusze siłą weszli do lokalu i zakuli w kajdanki jego asystentkę. Policja przekonywała, że działała w związku z informacją o bezpośrednim zagrożeniu życia, a zgłoszenie wymagało natychmiastowej reakcji. Ostatecznie okazało się ono fałszywe. Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek, który zwrócił się do Komendanta Głównego Policji o wyjaśnienie podstaw prawnych i przebiegu interwencji.
Początkowo policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę podejrzewanego o związek z fałszywymi alarmami. Szybko jednak ustalono, że ktoś bezprawnie wykorzystał jego dane osobowe i pocztę elektroniczną. Mężczyzna został zwolniony i uzyskał status pokrzywdzonego.
Do ostatniego incydentu doszło 23 października. Tym razem policja i służby medyczne pojawiły się w domu publicysty Republiki Adriana Stankowskiego. Powodem było zgłoszenie o osobie potrzebującej pilnej pomocy. Informacja również okazała się nieprawdziwa. Stankowski zapowiedział zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z wykorzystaniem jego danych osobowych.
Fot. Policja/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (101)