Uzbrojona policja w domu organizatora Marszu Niepodległości. Czego szukali funkcjonariusze

Redakcja Redakcja Marsz Niepodległości Obserwuj temat Obserwuj notkę 101
W sobotę około południa uzbrojeni policjanci wkroczyli do mieszkania Bartosza Malewskiego na warszawskiej Woli. Interwencja zyskała nawet status pilny, ponieważ zgłoszenie sugerowało zagrożenie życia. Okazało się jednak fałszywe: sprawca podszył się pod szefa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i adwokata. Seria takich incydentów miała już miejsce w maju, a ich ofiarami byli prawicowi dziennikarze. Dotąd służby nie znalazły sprawców wywołania ogromnego zamieszania.

Z artykułu dowiesz się:

  • Co uruchomiło interwencję w domu Bartosza Malewskiego
  • Jak przebiegała akcja policji
  • Kogo Bartosz Malewski wskazuje jako możliwych sprawców
  • Jakie kroki prawne podjął mecenas

Przebieg interwencji na Woli

W sobotę około południa funkcjonariusze pojawili się pod drzwiami szefa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Jak relacjonował Bartosz Malewski, w akcji uczestniczyło siedmiu mundurowych wyposażonych w kamizelki kuloodporne, tarcze oraz broń palną.

– Mieli kuloodporne kamizelki, tarcze, a dwóch z nich trzymało już w dłoniach broń palną. Usłyszałem głośne, mocne walenie w drzwi mieszkania i wezwanie: „Policja, otwierać!”. Otworzyłem. Na ich polecenie wyszedłem na klatkę schodową z rękoma za karkiem. Policjanci sprawdzili mieszkanie, a po wykluczeniu zagrożenia i wyjaśnieniu sytuacji zakończyli interwencję. Całość trwała około pół godziny – relacjonował w mediach społecznościowych. 


Fałszywe oskarżenie o zabójstwo

Przyczyną działań służb było zawiadomienie opublikowane na jednej z platform komunikacyjnych. Nieznany sprawca podszył się pod Malewskiego, twierdząc, że zamordował bliską osobę i planuje odebrać sobie życie. Dyżurny nadał sprawie status pilnej ze względu na zagrożenie życia. Funkcjonariuszy skierowanych na miejsce uprzedzono jednak, że zgłoszenie nie jest potwierdzone i może stanowić próbę wywołania fałszywego alarmu.

Mundurowi musieli sprawdzić lokal i upewnić się, czy nikomu nic nie grozi. Komenda Rejonowa Policji Warszawa IV prowadzi postępowanie w sprawie fałszywego zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie oraz naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.

Zemsta za obronę Piotra W.?

Po zakończeniu interwencji Malewski przedstawił w mediach społecznościowych możliwe motywy sprawcy. Mecenas wskazuje na kilka hipotez, ale nie przesądza, która z nich jest prawdziwa.

– Wyjaśnienia przede wszystkim wymaga fakt, kto i dlaczego skierował jednym fałszywym zawiadomieniem siedmiu funkcjonariuszy, uzbrojonych funkcjonariuszy do mojego domu. Hipotez jest kilka. Pierwszą przyczyną mogło być moje zaangażowanie jako obrońcy w sprawę pana Piotra. To była i nadal jest głośna sprawa medialna. Media śledziły te sytuacje od momentu zatrzymania pana Piotra aż do jego uwolnienia postanowieniem sądu w dniu 18 października, kiedy to sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o jednomiesięczny areszt – mówił Malewski.

Jego klient Piotr W. został zatrzymany 16 października podczas protestów przy Trybunale Konstytucyjnym. Malewski jest jego obrońcą, a sąd 18 października nie uwzględnił wniosku prokuratury o jednomiesięczny areszt.

Zdaniem Malewskiego, druga hipoteza dotyczy samego Marszu Niepodległości. – Ktoś w związku z organizacją Marszu Niepodległości chciał być może zastraszyć mnie jako jego organizatora. Ta sytuacja może spotkać również inne osoby zaangażowane w organizację tegorocznego Marszu Niepodległości – stwierdził.

Tegoroczny marsz w Warszawie zaplanowano na 11 listopada pod hasłem „Polak w Polsce Gospodarzem”. Malewski zwrócił też uwagę na możliwość prowokacji rosyjskich lub białoruskich służb, które – w jego ocenie – mogłyby próbować destabilizować państwo i podważać zaufanie do policji.

– W takim scenariuszu narzędziem stają się sami funkcjonariusze: dostają informację o poważnym zagrożeniu, jadą pod wskazany adres, a obrazy z interwencji mogą potem służyć podsycaniu wrogości między policją a obywatelami. Oczekuję, że zostanie to dokładnie zbadane – napisał adwokat. Po interwencji Malewski złożył w policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Poinformował również o sprawie Okręgową Radę Adwokacką w Warszawie, wnosząc o podjęcie interwencji.  

   


Incydenty z wiosny - seria fałszywych alarmów 

Przypomnijmy, że w tym roku doszło do kilkudziesięciu interwencji służb w prywatnych mieszkaniach dziennikarzy Republiki, a także pod adresami stacji i wPolsce24. Zgłoszenia dotyczyły m.in. rzekomych prób samobójczych, zagrożenia życia dzieci, odnalezienia zwłok czy podłożenia materiałów wybuchowych. 

Seria rozpoczęła się 13 maja, kiedy po informacji o bombie policja i straż pożarna przyjechały do siedziby Republiki. W kolejnych dniach służby kierowano m.in. do domów Michała Rachonia, Katarzyny Gójskiej, Adriana Klarenbacha i Tomasza Sakiewicza. Jedno ze zgłoszeń dotyczyło terrorysty z pasem szahida, który miał zabarykadować się w łazience Michała Rachonia. W innych przypadkach informowano o osobach zamierzających odebrać sobie życie. Między 10 a 15 maja służby przeprowadziły 12 interwencji związanych z podobnymi zawiadomieniami.

Największe emocje wywołała interwencja z 15 maja w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, prezesa Telewizji Republika. Policjanci pojawili się tam po zgłoszeniu o zagrożeniu życia dziecka. Według relacji Sakiewicza funkcjonariusze siłą weszli do lokalu i zakuli w kajdanki jego asystentkę. Policja przekonywała, że działała w związku z informacją o bezpośrednim zagrożeniu życia, a zgłoszenie wymagało natychmiastowej reakcji. Ostatecznie okazało się ono fałszywe. Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek, który zwrócił się do Komendanta Głównego Policji o wyjaśnienie podstaw prawnych i przebiegu interwencji.

Początkowo policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę podejrzewanego o związek z fałszywymi alarmami. Szybko jednak ustalono, że ktoś bezprawnie wykorzystał jego dane osobowe i pocztę elektroniczną. Mężczyzna został zwolniony i uzyskał status pokrzywdzonego.

Do ostatniego incydentu doszło 23 października. Tym razem policja i służby medyczne pojawiły się w domu publicysty Republiki Adriana Stankowskiego. Powodem było zgłoszenie o osobie potrzebującej pilnej pomocy. Informacja również okazała się nieprawdziwa. Stankowski zapowiedział zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z wykorzystaniem jego danych osobowych.  


Fot. Policja/East News

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj101 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (101)

Inne tematy w dziale Polityka