93 obserwujących
455 notek
603k odsłony
1534 odsłony

*Blog Longina Cz.4: Przed I wojną światową

Wykop Skomentuj4

Było:Wstęp, Lata dziecięce, Jak nauczyłem się czytać.
Pobyt w szkole, Przerwa w nauce, Przygotowanie się do gimnazjum,
Pierwsza podróż pociągiem.

8. W Warszawie

Po przyjeździe do Warszawy znalazłem się między starszymi i dorosłymi synami Wołowiczów. Poza nauką mogłem tylko wyglądać oknem na podwórko i czasami posyłano mnie do sklepu lub do apteki po zakupy. Żona Wołowicza, który był tragarzem na Dworcu Głównym, prowadziła dom czysto i oszczędnie. Posyłając mnie
[15]
do sklepu po naftę lub do apteki po jodynę, żądała aby mi dolewano więcej ponad miarę. Prawie zawsze z tego tytułu miałem wymówki. Jednego razu, gdy zażądałem w aptece więcej jodyny, subiekt przy opakowywaniu rozlał trochę i nie chciał mi więcej dolać. Znów były wymówki. Poza tym musiałem nosić węgiel i drzewo z piwnicy, co było jak na 12 letniego chłopca nie zbyt lekkie.

W następną niedzielę poszedłem z braciszkiem do p. Kopczyńskiej, gdzie zobaczyłem się z siostrą i byłem na obiedzie. Po południu bawiliśmy się w wojsko razem z Józiem, Stasiem i ich cioteczną siostrą Martą. Mieli oni dużo zabawek, więc popołudnie przeszło nam szybko i miło. Wieczorem wróciłem z bratem na Chmielną idąc przez Plac Grzybowski i Mariańską.

image

image

Ulica Niecała ok. 1910 roku

W następną niedzielę brat Franek kazał mi iść na Niecałą 14 do chłopców, gdyż prosili, żebym koniecznie do nich zaszedł. Ponieważ Franek nie mógł mnie zaprowadzić, wyjaśnił mi, że mam pójść ulicą Chmielną do Marszałkowskiej, po której chodzą tramwaje i Marszałkowską w lewo do Ogrodu Saskiego a przez Ogród jedyną alejką na której jest chodnik dojdę do sadzawki przy ul. Niecałej.

imageNakreślił mi przy tym plan, którędy mam iść. Poszedłem więc sam. Kiedy skręciłem w Marszałkowską, zorientowałem się, że muszę przechodzić przez wiele ulic i jak ja później odnajdę ulicę Chmielną? W tym celu zapamiętałem szczyt domu po drugiej stronie ulicy Marszałkowskiej gdzie widniał napis „Casimire”. Był to dla mnie znak, którym później posługiwałem się, gdy wracałem na Chmielną.
Marszałkowska róg Chmielnej. Na jednym z tych domów był napis  „Casimire”
[16]
Szczęśliwie doszedłem do Ogrodu Saskiego i znaną mi alejką do sadzawki, gdzie spotkałem bawiącego się z kolegami Stasia Kopczyńskiego. Kiedy do niego podszedłem zapytał mnie o brata, gdyż nie uwierzył, że ja sam tu przyszedłem. Byłem tak nieśmiały, że miałem zamiar wracać do domu. I gdybym nie spotkał Stasia, to sam nie ośmieliłbym się wejść do domu p. Kopczyńskiej. Jednak Staś zaciągnął mnie do mieszkania i opowiedział o tym swej mamusi, która była bardzo zdziwiona że ja odważyłem się sam chodzić po mieście. Kazała mi bawić się z chłopcami i czekać aż Franek przyjdzie i zabierze mnie z sobą. Franek przyszedł, ale ja byłem w innym pokoju i nie widząc mnie poszedł do domu. Zorientował się na ul. Marszałkowskiej i zawrócił po mnie. Wracaliśmy razem pieszo, ale innymi ulicami, gdzieś przez plac Grzybowski, Mariańska do Chmielnej. Ale od tego czasu już miałem odwagę chodzić sam po mieście. Zadaniem moim było przygotować się do egzaminu i zdać w czerwcu do II klasy. Przerabiałem więc historię rosyjską, geografię po rosyjsku, arytmetykę w tym znienawidzonym języku i gramatykę. Lekcji udzielał mi brat Franek lub czasami najmłodszy syn Wołowiczów Bronisław, wtenczas już żonaty. Człowiek ten był bez zajęcia, miał dubeltówkę i psa wyżła. Udawał wielkiego pana i przyjeżdżał do nas na wieś na polowania. Był krótkowidzem - nosił okulary, więc wątpię w jego zdolności strzeleckie. Z żoną, z którą później się rozszedł, stale były niesnaski. Prawdziwe nazwisko jego Ojca było Wołowiec. On jeden nazywał się Wołowski, bo koniecznie chciał się wkręcić do wyższych sfer, gdzie takie nazwisko było źle widziane. [17] Do egzaminu przystąpiłem w początkach czerwca 1911r. w gimnazjum Kowalskiego przy ul. Świętokrzyskiej 27. Odpowiedzi przy egzaminie trzeba było dawać w języku rosyjskim. Zdawało nas 28-iu. Wolnych miejsc było dwa. Przyjęty został jeden Polak i jeden Żyd. Ja zdałem, ale z braku miejsca nie zostałem przyjęty. Tak się skończyła po raz drugi moja kariera naukowa.

9.Powrót do domu

Dnia 12 czerwca o godz. 20-tej pojechaliśmy z bratem do Siedlec. Franek nie miał wcześniej pieniędzy nawet na znaczek pocztowy, żeby do Rodziców napisać o naszym przyjeździe. Zaszliśmy ze stacji do Ciotki Ślecickiejna ulicę Sokołowską w Siedlcach. Lecz tam wszyscy wyjechali na wieś i nie mając gdzie przenocować zostawiliśmy walizki i poszliśmy w nocy pieszo do domu. Noc była pogodna. Szliśmy przez Golice - była wtedy godzina 1 w nocy. Wartownicy zapytywali nas skąd i dokąd idziemy. W topolach za Golicami usiedliśmy na mały odpoczynek. Spotkaliśmy pierwsze furmanki zdążające na jarmark do Siedlec, który przypada we wtorek po św. Antonim. A był to dokładnie dzień tego patrona 13 czerwca. 
imagePo chwili ruszyliśmy w dalszą drogę. Między Liwcem i Krześlinem rosły koniczyna i pszenica. Wtedy Franek pobiegł naprzód i zostawił mnie. Początkowo biegłem za nim, a później zostałem i z duszą na ramieniu szedłem gościńcem. Franek ukrył się w pszenicy i czekał aż nadejdę. Wtedy wyskoczył nagle na mnie chcąc mnie nastraszyć. Żart mu się udał, bo ja ze strachu słowa nie mogłem wymówić. Aleć to już był 22 letni młodzieniec! Później szliśmy razem. Nogi bolały mnie okropnie.[18]

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale