5 obserwujących
16 notek
11k odsłon
  326   2

SMOLEŃSK 2010 - Dlaczego ? (cz. 1)

Pierwszą przyczyną katastrofy było błędne nakierowanie samolotu w poziomie, za co odpowiedzialność ponosi smoleński kontroler mjr W. Ryżenko. Dlaczego kontroler, a nie Piloci? To proste, ponieważ żadne dane, którymi dysponowała załoga samolotu, nie były na tyle dokładne, aby trafić nad pas, który miał szerokość zaledwie 49 metrów (specjalnie podkreśliłem „nad pas”). A konkretniej; aby zejść z linii brzozy, która rosła zaledwie 75 metrów od osi pasa.
Piloci, nie mając widoczności, mieli dwie dane zastępcze: kurs magnetyczny osi pasa 259° oraz lokalizację geometrycznego środka pasa (XUBS) N54°49,50’ E032°01,60’. Pierwsza z tych danych, czyli kurs, był określony z dokładnością do 1°, co na całej 15-kilometrowej ostatniej prostej dawało możliwe odchylenie -/+130 metrów. A przypominam, że brzoza była tylko 75 metrów z boku!
Niewiele bardziej dokładne były współrzędne środka pasa. Tu, oprócz różnicy między systemami SK-42 a WGS-84, przede wszystkim proszę nie przeoczyć, że te współrzędne były zaokrąglone do 0.1’ (minuty kątowej). A to na interesującym nas kierunku południe-północ skutkowało możliwym odchyleniem -/+92.6 metra. Piloci wiedzieli, z jaką kartą podejścia mają do czynienia, dlatego tych współrzędnych nie mogli użyć do sterowania lotem. I, wbrew twierdzeniu komisji Millera, ich nie użyli.
Trzecim źródłem własnej informacji, z jakiego mogliby korzystać Piloci, mogły być radiolatarnie NDB, czyli wskazania pokładowych radiokompasów ARK. Ale bliższa BRL „się zacinała”, co potwierdził również raport Millera. A sama tylko DRL nie wystarczała do odnalezienia osi pasa. Owszem, wyznaczała kierunek na samą siebie, ale nie na oś pasa.
Jedynie w momencie mijania DRL zachowanie się nastrojonego na nią ARK dało Pilotom informację, że lecą z lewej strony osi pasa, ale nie dało informacji, jak to odchylenie jest duże. I choć po minięciu DRL Kapitan obrał kurs ok. 260°, czyli skierował się ku osi, to ta korekta okazała się za mała, by trafić na oś pasa, a nawet za mała, by skrzydło ominęło brzozę.
Tak więc jedynym źródłem informacji miał być kontroler Ryżenko i jego radar „precyzyjnego podejścia” (PRŁ). Dlaczego jednak Ryżenko był w stanie powiedzieć rosyjskiemu iłowi: „…w prawo 50 metrów” (), ale polskiemu tupolewowi już nie powiedział: „…w prawo 120 metrów”, za to aż pięciokrotnie go zapewnił: „… na kursie i ścieżce”?
I tak  Ryżenko wypełnił jedną z dwu przyczyn sine qua non tej katastrofy. A o drugiej przyczynie będzie w następnej części tego postu.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale