73 obserwujących
500 notek
657k odsłon
  1788   0

Minister Gliński czyta Lenina, czyli superprodukcje i gra pozorów

Minęło pięć lat… Polskie wysiłki w zakresie filmowej polityki historycznej okazały się mniej niż żałosne. Całkiem niezła animacja „Niezwyciężeni”, trójkowa „Bitwa Warszawska”, groteskowe „Legiony” i przyzwoity ale zrobiony za pięć zeta „Wyklęty”, to niemal wszystko na co było stać Rzeczpospolitą dysponującą ponad 400 miliardowym budżetem. Smutne to i śmieszne. Z buńczucznych zapowiedzi nie pozostało nic! Dlaczego?

Zaznaczę, że nie chcę nikogo urazić. Ba, być może popełniam poważny błąd. Niemniej każdy rozważny człowiek dokonując oceny dowolnego zjawiska winien brać pod uwagę fakty. A te są takie, a nie inne. Co z nich wynika? Ano to, że szef  ministerstwa, które w naszych warunkach jawi się jako spiritus movens dla superprodukcji filmowych, jest człowiekiem wykształconym, obytym w świecie, elokwentnym i doświadczonym. Posiada tytuł profesorski w zakresie socjologii i jestem pewien, że nie są mu obce pisma liderów komunizmu, w tym W.I. Lenina. Wie zatem, iż X muza potrafi czynić cuda z umysłami współczesnych ludzi. Jako deklaratywny patriota musi zatem zdawać sobie sprawę z tego, że kilka wysokiej klasy obrazów historycznych, atrakcyjnych zarówno dla tzw. zgredów jak i małolatów, może w zakresie formowania współczesnej świadomości narodowej Polaków zdziałać więcej niż dziesiątki prelekcji i zajęć szkolnych. Bezdyskusyjne zaniechania w tym względzie kierują moje przypuszczenia na tor uznania, iż ministrowi i jego zespołowi tak naprawdę... nie zależy na zrealizowaniu takich przedsięwzięć! Nie wierze bowiem, iż w Polsce nie znajdzie się ekipy, która byłaby w stanie przygotować i zrealizować obraz na miarę tych, które szaro-bura PRL wyprodukowała niemal pół wieku temu („Gniazdo”, „Hubal”, „Orzeł”, „Krzyż walecznych”). Po prostu nie wierzę! A może to li tylko gra pozorów?

W dzisiejszych warunkach polityka państwa realizowana jest na różne sposoby. W tym za pomocą X muzy. Bez  szukania oryginalnych przykładów można przywołać kalifornijską maszynkę MADE in USA, która z regularną systematycznością wypuszcza w świat obrazy na miarę „Patrioty”, „Gestysburga”, „Narodzin narodu”, „Helikoptera w ogniu”  itd. Wszystkie te filmy tworzą wyobrażenie o potędze i wyjątkowości Stanów Zjednoczonych Ameryki. To w pewnym sensie fakt medialny, bo jak wyglądają obecnie (!) rzeczywiste stosunki wewnętrzne mogliśmy się przekonać  w związku z wyborami prezydenckimi. Mniejsza z tym. Dla nas najważniejszym winien być polski interes, a ten wymaga abyśmy pokonali wreszcie niemoc i stworzyli dzieła na miarę marzeń widzów i potrzeb państwa. Panie ministrze…

Ech...



--------------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Lubię to! Skomentuj97 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura