26 obserwujących
43 notki
176k odsłon
667 odsłon

Gallipoli

Wykop Skomentuj4

Jest już lato, wakacje. Początek tak zwanego sezonu ogórkowego. Ale może nie w tym roku. Na świecie dzieje się wiele mimo lata i wakacji. Ostatnim wydarzeniem jest niedoszły atak usa na Iran. Amerykańskie samoloty bojowe wypełnione bombami i rakietami już wystartowały, na amerykańskich okrętach otwarto pokrywy wyrzutni rakiet manewrujących, a operatorzy czekali z palcami na przyciskach do odpalenia. Na dziesięć minut przed odpaleniem, przyszedł rozkaz prezydenta usa o odwołaniu ataku.

   To znaczy najpierw musiał być rozkaz prezydenta usa o ataku na Iran, a potem drugi rozkaz anulujący poprzedni. Ale tym pierwszym rozkazem prezydent usa jakoś się nie chwali, tylko tym drugim. I słusznie. Mnie ta cała sprawa, ten niedoszły atak wojsk usa na Iran jako żywo przypomniał inną historię. Lato 1914 roku, wybuch pierwszej wojny światowej. Lato i jesień 1914 roku, batalia dyplomatyczna o Turcję i o tureckie cieśniny: Dardanele i Bosfor. Czy Turcja zachowa neutralność, czy przystąpi do wojny? I po której stronie? Czy Turcja przyłączy się do Niemiec i Austro-Węgier? Czy też będzie kolejnym aliantem Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji? Czy tureckie cieśniny pozostaną zamknięte, czy też będą przez nie przepływać bez przeszkód alianckie konwoje z bronią i zaopatrzeniem do i z Rosji?

    Ciekawie pisze o tym Barbara W. Tuchman w książce pt. „Sierpniowe salwy”. Barbara Tuchman to amerykański historyk, pozostanę przy formie męskiej, bowiem żeńska forma: historyczka źle mi się kojarzy, brzmi dla mnie jak histeryczka. A to nie to samo, nie zawsze. Książka poświęcona jest wybuchowi I wojny światowej, dokładnie głupocie polityków po obu stornach, którzy doprowadzili do wybuchu tej wojny. Jeden z rozdziałów poświęcony jest sprawie Turcji. Ciekawa lektura, szczególnie w czasie letniej kanikuły. Czytałem to wiele lat temu, mam pierwsze wydanie z 1984 roku, dziś powróciłem do fragmentów. Jedna uwaga: Barbara Tuchman to amerykański, czyli anglosaski historyk. Pochodzenie ma znaczenie w opiniach, czy konkluzjach anglosaskich autorów, czy historyków zgodnie z naczelną zasadą Anglosasów: my country, right or wrong! Nasi historycy, czy intelektualiści prześcigają się opluwaniu, zohydzaniu swego kraju, Anglicy, czy Amerykanie wręcz przeciwnie. Trzeba brać to pod uwagę przy lekturze, bowiem wydarzenia sprzed ponad stu lat wcale nie są tak odległe jak by się dawało.

    Stosunek usa do Iranu jako żywo przypomina stosunek Wielkiej Brytanii do Turcji w czasach poprzedzających I wojnę światową. Podobieństwo podwójne bowiem usa odziedziczyły, czy przejęły dominację W. Brytanii na Bliskim Wschodzie, zaś współczesny Iran odgrywa rolę czarnego luda w amerykańskiej propagandzie, jak przed ponad stu lat otomańska Turcja. Jak to się powtarza w dziejach: ta sama sztuka, te same role, tylko aktorzy inni. Od ponad stu lat Anglia była protektorem otomańskiej Turcji i nie bez przyczyny. Anglicy woleli słabą, skorumpowana, bezsilną Turcję na drodze do Indii, swojej perły w koronie. Szczególnie wobec carskiej Rosji, agresywnej i wrogiej, na podboje której w Azji Centralnej Brytyjczycy patrzyli z najwyższym niepokojem. Ten protektorat zaczął ciążyć Anglikom już przed I wojną światową i zamienił się w irytację zmieszaną z nieskrywana pogardą połączoną oczywiście z normalnym u Anglików, czy ogólnie Anglosasów, ogromnym poczuciem wyższości. Najlepiej wyraził to Winston Churchill wówczas również bardzo ważny polityk, pełniący stanowisko Pierwszego Lorda Admiralicji, czyli zwierzchnika brytyjskiej marynarki wojennej, określając Turcję jako „skandaliczną, zgrzybiałą i bez jednego grosza”. Po wojnie krymskiej lord Salisbury raczył był zażartować, że „nasze pieniądze postawiliśmy na niewłaściwego konia”. Ten błyskotliwy żart, iście brytyjskie poczucie humoru, angielskiego lorda i sportsmena zdobył miano wyroczni. W angielskich mediach i w świecie politycznym, Turcja była widziana, albo jako chory człowiek Europy, lub zamieniała się budzącego wstręt u cywilizowanych Anglików „straszliwego Turka”. Istotnie metody stosowane przez wojska tureckie np. podczas wojen bałkańskich mogły budzić grozę. Bardzo modny było powiedzenie, w którym Turcję, czy Turków określano, jako nasze domowe ptactwo. Turkey – po angielsku to indyk, ale też Turcja. Mieszanina pogardy, arogancji i ignorancji rzadko kiedy nie daje złych wyników, czasem powoduje straszliwe skutki.

    Tu katastrofa nastąpiła szybko. W 1912 roku rząd turecki zamówił w stoczniach angielskich dwa pancerniki, czy też w innej wersji dwa krążowniki bojowe pierwszej klasy. W dwa lata później okręty były gotowe, miały nazywać się „Sułtan Osman” i „Raszadieh”; ich główne uzbrojenie stanowiły działa o kalibrze 343 mm. Do Anglii przybyły tureckie załogi by przejąć pancerniki i zaprowadzić je do Turcji. Oba okręty kosztowały Turcję, Turków ogromną kwotę 30 milionów funtów. Współczesne ich odpowiedniki, dwa lotniskowce o napędzie konwencjonalnym kosztowałyby ze 30 miliardów funtów. Aby zebrać te pieniądze, rozpisano powszechną pożyczkę narodową. Każdy anatolijski wieśniak, czy mieszkaniec Stambułu miał swój grosz, swój udział w tych okrętach. Akurat był lipiec 1914 roku, wojna w Europie o numerze jeden zbliżała się wielkimi krokami. 28 lipca Winston Churchill – Pierwszy Lord Admiralicji polecił „zarekwirować” oba okręty. W obliczu wojny, rząd brytyjski wymierzył siarczysty, upokarzający policzek tureckiemu rządowi i nawet nie usiłował tego zwykłego rabunku, tego morskiego piractwa w jakikolwiek sposób załagodzić. Bo i po co się wysilać dla jakiś tam Turków? Dla swoich indyków!? Anglicy mieli przepraszać swoje ptactwo!?

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura