(Z cyklu: "O kobietach rządzących światem")
W Kancelarii Prezydenta sytuacja musiała zostać uznana za bardzo poważną. Afera związana z brakiem zaproszenia dla Adama Michnika narastała. Dziennikarze stawali się coraz agresywniejsi. Niewielu prezydenckich urzędników byłoby w stanie zapanować nad podekscytowaną gawiedzią. Właściwie mogła zrobić to tylko jedna osoba...
"Państwo redaktorzy, proszę nie eskalować. Skończmy tę eskalację. To do niczego dobrego nie prowadzi. Nie chcę uczestniczyć w mnożeniu złych słów, złego powietrza, złej atmosfery i szastaniu oboma nazwiskami - Adama Michnika i prezydenta" - po tych słowach sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Ewy Junczyk-Ziomeckiej zza chmur znów wyjrzało marcowe słoneczko.
Wcześniej Pani Sekretarz bez większego respektu wobec swego przełożonego dała do zrozumienia , że prezydent Lech Kaczyński powinien spotkać się z redaktorem naczelnym "Gazety Wyborczej" Adamem Michnikiem.
Trudno wyobrazić sobie prezydencką kancelarię bez Junczyk-Ziomeckiej. Kto czuwałby nad przebiegiem spotkań pani Prezydentowej z Moniką Olejnik i jej sympatycznymi koleżankami? Kto pisałby najgłośniejsze listy? Jeśli nawet któryś z politycznych konkurentów zastąpi wkrótce Lecha Kaczyńskiego na stanowisku prezydenta, to znalezienie godnej następczyni pani Sekretarz na razie wydaje się niemożliwe.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)