67 obserwujących
69 notek
443k odsłony
  940   0

Anatomia tzw. buntu czyli nasz triumf i neo-Matrix

Ponadto zauważmy kreślony przez Friszke fałszywy dylemat asymilantów. „Skłaniali się do polskości” a wybrali komunizm. Dlaczego? Nie podobało im się w jaki sposób polskość wyewoluowała poprzez millenium swojej historii. No bo przecież nie chodziło głównie o przykre, upokarzające, brutalne antyżydowskie prawa, przepisy i klimaty, wygenerowane przez radykalną atmosferę lat trzydziestych. Nie chodziło też o żadną endecką definicję polskości. Polskość od zawsze to kontynuacja pewnych niezmiennych wartości, które nigdy nie porzucają swoich cech podstawowych, mimo, że naturalnie ewoluują w formie. Ale od zarania opierają się na wierze, rodzinie, tradycji, własności prywatnej i wolności jednostki. Kontynuacja jest podstawą trwania. Zresztą dotyczy to właściwie wszelkich grup kulturowych czy narodowych.

Przecież istnieją zasadnicze podobieństwa między starożytnymi Hebrajczykami a współczesnymi Izraelczykami. Najważniejszą jest religia, która – mimo jej ewolucji – pozostaje zasadniczo ta sama. Tak samo pewne podstawowe cechy kulturowe: e.g., umiłowanie nauki. Czy i w tym wypadku Friszke usprawiedliwiłby, dajmy na to, grupę Marsjan, którzy „aspirowali do izraelskości”, ale zdenerowani charakterem społeczeństwa izraelskiego i jego prawami i przepisami, zdecydowali się na „przełamanie tradycyjnych schematów” w Izraelu? A czy pochwala Friszke Palestyńczyków, którzy przecież te „tradycyjne schematy” starają się łamać codziennie?

Niektórzy z nich, ci najbardziej radykalni też chcieliby w Izraelu zrobić to co komuniści w Polsce: „Po wojnie polscy komuniści zburzyli tradycyjne struktury społeczne i polityczne, korzystając z sowieckiej pomocy i protekcji.”  Oznacza to, że komuniści zerwali (zgodnie ze swoją marksistowską dogmą) – albo przynajmniej próbowali zerwać -- z kontynuacją historyczną polskości. Zrywanie z polskością oznacza pewien wybór. Oznacza to wyemancypowanie się z polskości. W tym sensie komuniści pod wodzą Bieruta, Gomułki, Gierka, Kani, czy Jaruzelskiego po prostu nie mogli być Polakami – bez względu na ich pochodzenie etno-kulturowe.

Friszke albo nie rozumie tak podstawowych mechanizmów historycznych, albo udaje, że nie rozumie. Podobnie rzecz ma się z poparciem dla dysydentów komunistycznych Kuronia-Modzelewskiego i ich Michnikowych przybudówek komandoskich zbuntowanych przeciwko chamokomunie Moczara i Gomułki. Dlaczego? Otóż po 1956 r. komuniści u władzy przywłaszczyli sobie symbole narodowe i wprowadzili w praktykę taktykę nacjonal-bolszewizmu aby łatwiej rządzić Polakami. Władza machająca biało-czerwoną flagą i odmieniająca słowo „patriotyzm” na wszelkie sposoby stała się polskiemu ludowi bardziej swojska. To wszystko spowodowało powiększenie się pola kompromisu, a co za tym idzie przystosowania się większości narodu do obcej okupacji. Natomiast rewizjoniści i komandosi uznali nacjonal-bolszewizm za spaczenie ich trockistowskiej, maoistowskiej, post-stalinowskiej wizji marksistowskiego ideału. Innymi słowy komuniści bez władzy wściekli się na towarzyszy u władzy o sprawy taktyczne.

I jednym i drugim chodziło naturalnie o komunistyczny raj na ziemi, który można było zaprowadzić jedynie przy utrzymaniu władzy. Ale dzięki niezmiennym cechom charakteru Kościoła i narodu polskiego znalazły się mechanizmy „wpływania na władzę w taki sposób, by prowokować ewolucję systemu i poszerzać wolność polityczną obywateli.” Bo to właśnie charakter narodowy polski, a w tym katolicyzm, wymusiły na chamokomunistycznych pachołkach sowieckich okupantów wprowadzenie nacjonal-bolszewizmu. A ten czynnik znacznie złagodził system dla większości PRLowskich niewolników. Ale to rozwścieczyło rewizjonistycznych i komandoskich komunistów. I znów Friszke nie potrafi sobie poradzić z prawdą.

Podobnie pokraczne są jego zachwyty nad tym, że chamokomuna tak bardzo się koncentrowała na zagrożeniu komandosko-rewizjonistycznym, że SBcja wygenerowała góry papieru na ten temat. Ależ przecież jest to naturalne. W archiwach post-sowieckich mamy znacznie więcej materiałów o trockistach i innych pokrewnych im lewakach, niż monarchistach, konserwatystach, kadetach i innych nie-patologicznych ugrupowaniach oraz normalnych, przeciętnych ludziach, których bolszewicy mordowali na znacznie większą skalę niż współtowarzyszy z czerwonego tramwaju. To samo przecież dotyczy dokumentów Gestapo, które przed 1939 r. koncentrowało się do dużego stopnia na opozycji wewnątrzpartyjnej w NSDAP, uznając braci Strasserów, Ernesta Roehma i ich rewolucyjne przybudówki za większe zagrożenie dla władzy Hitlera niż monarchistów, konserwatystów i innych. Czyżby Friszke uważał – na zasadzie analogii z Kuroniem-Modzelewskim-Michnikiem -- trio niemieckich narodowych socjalistów za freedom fighters?

Można tak ad nauseam. Pisałem to tym zresztą piętnaście lat temu w Ciemnogród: O Prawicy i Lewicy (Warszawa: Ronin, 1995). Ale zostawmy szczegółową demolkę moralno-relatywistycznych fundamentów neo-Matrixu w pracy Anatomia Buntu Piotrowi Gontarczkowi, Sławomirowi Cenckiewiczowi i innym niezależnym historykom. A etno-socjo-antropo feminazistki od Suproniuka zdekonstruują historycy regionaliści.

 

Marek Jan Chodakiewicz

 

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale