67 obserwujących
69 notek
440k odsłon
  3615   0

Niepodległość - ale od kiedy naprawdę?

Świętujemy 11 listopada. To święto niepodległości naszych przodków, którzy cieszyli się z wolności po ponad 120 latach nieistnienia Państwa Polskiego. Poza tym 11 listopada 1918 r. na Zachodzie podpisano rozejm.

To było de facto zwycięstwo Aliantów w Pierwszej Wojnie Światowej. Polacy odzyskali niepodległość dzięki temu alianckiemu zwycięstwu (które ucieszyło przede wszystkiem stronnictwa polskie o orientacji pro-zachodniej), oraz – przede wszystkim – dzięki rozpadowi trzech mocarstw zaborczych: Niemiec, Austro-Węgier, oraz Rosji.

Od 11 listopada 1918 r. piłka była głównie w naszych rękach. Przez następne 3 lata przodkowie nasi oddolnym wysiłkiem społecznym i ekonomicznym oraz odgórnym organizacyjnym państwowym, a w tym militarnym i dyplomatycznym, niepodległość utrwalili w zupełnie dramatycznej sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej.  

Było więc i jest się z czego cieszyć. Ale 11 listopada to święto nasze współczesne głównie w bardzo ważnym sensie dziedziczenia, w sensie continuum. Jest ważniejsze niż bitwa pod Grunwaldem głównie dlatego, że chronologicznie bliższe naszym czasom. Święcenie 11 listopada jest symbolem tego, że nowa Polska autentycznie chce się identyfikować z suwerennymi faktami z przeszłości, podkreślającymi narodowe triumfy i niezawisłość. Nowa Polska zerwała ze świętowaniem komunistycznego Manifestu tzw. „Polskiego” Komitetu „Wyzwolenia” „Narodowego”. Nawet nie zastanawiała się nad możliwością świętowania sprzedawczykowskiej Konfederacji Targowickiej.

 

Ktoś mógłby zarzucić rządzącym po 1989 roku elitom brak konsekwencji. No bo przecież to właśnie elity wybierają symbole. Dlaczego świętować 11 listopada, czyli powstanie Polski niepodległej i niezawisłej, gdy od początku najbardziej dynamiczna część elity nowej Polski dążyła do przynajmniej drastycznego ograniczenia niezawisłości poprzez poddanie się Unii Europejskiej?

 Symbole powinny być zsynchronizowane z rzeczywistością. A 11 listopada to niepodległość i niezawisłość w formie wymarzonej przez naszych przodków prawie 90 lat temu. Forma ta jest sprzeczna z systemem nowej Polski, obecnie w ramach UE.  

 

Jednak możliwe, że dominującemu paradygmatowi socjal-liberalnemu wydaje się, że uzurpacja symboli polskich jest niezbędną częścią legitymizacji władzy. Przecież właśnie tak postępowali komuniści. W PRL conajmniej od 1956 roku władza starała się siebie unarodowić, na siłę strojąc się w pseudo-patriotyczne piórka i mobilizując lud za pomocą socjal-nacjonalistycznej retoryki. Miało być bardziej swojsko.

 

Teraz też. Modus operandi pozostaje niezmienny. Czyli obchodząc 11 listopada socjal-liberalny paradygmat stara się legitymizować swoją ideologię odchodzenia od niepodległości i zrywania z tradycjami narodowymi. Obchodząc 11 listopada podkreśla się fakt prawdziwego czy rzekomego odziedziczenia spuścizny przodków. A więc poprzez wykazanie symbolicznego continuum z przeszłością demonstruje się, że można schedą w dowolny sposób dysponować.

 

Z drugiej strony jednak pamiętajmy, że ekipa sprawująca rządy dusz niekoniecznie jest w pełni świadoma powyższych uwarunkowań. W Polsce polityka toczy się na poziomie mniej niż profesjonalnym. Improwizacja i popisywanie się zastępują wiedzę o żelaznych elementach gry (e.g., brak wymiernych korzyści z udziału w wojnie w Iraku). Kultura jest często zaledwie odruchowym plagiatem lewicowych mód Zachodu.

 

Nie wykluczajmy więc, że świętowanie 11 listopada pod błogosławieństwem dominującego socjal-liberalnego paradygmatu odzwierciedla po prostu ubogość myśli. A to z kolei jest uniwersalnym znakiem nowej Polski. Bo co to jest nowa Polska? Czy to wyśniona suwerenna Rzeczpospolita? Nie, to przepoczwarzający się stale ex-PRL, obecnie wpisany w struktury unijne. To zawichrowanie, galimatias, chaos symboli i pojęć. To kołobłąd, żeby użyć określenia profesora Feliksa Konecznego.

 

W tym szaleństwie też jest metoda. Kołobłąd, czyli pokręcenie pojęć. Czyli nie wiemy właściwie co mamy, skąd to się wzięło. Co to takiego ta nowa Polska? Jeśli nie wiemy, to nie wiemy właściwie z czego się cieszymy, czy powinniśmy się cieszyć.

 

Nasi dziadowie, pradziadowie i pra-pradziadowie, którzy 90 lat temu symbolicznie uznali 11 listopada 1918 r. za początek, za „Polskę od nowa” – na wiele lat przedtem na zimno i spokojnie przeanalizowali to, co kiedyś ich przodkowie mieli – Rzeczpospolitą. Zastanowili się dlaczego i jak ją stracili, jak ją odzyskać i jak ją potem urządzić.

 

Zacznijmy od początku. Krótko: między 1939 a 1945, II Rzeczpospolita padła pod ciosami socjalistów narodowych Hitlera i socjalistów międzynarodowych Stalina. W 1944 r. Stalin wprowadził kolonialne rządy okupacyjne przez przedstawiciela. Niemal przez następne pół wieku tubylczy komuniści sprawowali władzę z namaszczenia Kremla i w formie na jaką Kreml dozwolił. Forma ta ewulowała aż do pozorów pewnych elementów autonomii wewnętrznej. Ale ramy systemu okupacji poza zmianą okupanta  nie zmieniły się wiele między 1944 a 1993.

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale