czasami czasami
436
BLOG

Krytyka demokracji czyli o nowym modelu demokratycznym

czasami czasami Polityka Obserwuj notkę 1

    Cytat Churchilla, którym często zamyka się usta krytykom demokracji: „Demokracja jest najgorszą formą rządu, oprócz tych wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.”, zawiera w sobie milczące założenie, że istnieje tylko jeden słuszny model demokracji.

    Jeśli się jednak przyjrzeć kondycji współczesnej demokracji, można z łatwością wskazać słabe strony obecnego modelu – widoczne gołym okiem błędy w konstrukcji. Zadziwia fakt, że system tak szeroko i od dawna stosowany, mający wpływ na życie miliardów, nie jest na bieżąco udoskonalany. I niepokoi to, że w krajach, w których raz uda się wprowadzić system demokratyczny, zostaje on utrwalony na długie lata w niezmienionej postaci, traktowanej jako ostatni kamień milowy postępu społeczeństwa.

    Eliminując błędy i ulepszając ten model, można znacząco podnieść jakość życia większości osób żyjących w nowożytnej demokracji. Brak takich zmian, (które wydają się czymś naturalnym w obliczu powtarzalnych błędów działania) skłania ku hipotezie, że komuś zależy na status quo.
 


Czemu jednak demokracja ?

    Każda forma władzy jest dialogiem pomiędzy pragnieniem władzy niektórych jednostek, a potrzebą bycia władanymi większości.* Żeby władać, musisz mieć poddanych.

    Demokracja jest wyjątkowym pomostem, pomiędzy władzą a poddanymi. Jej unikalność polega na tym, że pozwala wszystkim dorosłym obywatelom danego Państwa wybrać, kto będzie nimi rządził. Ma to zagwarantować satysfakcjonujący poziom wolność – władzę już nie zdobywa ten, który podporządkuje sobie społeczeństwo, poprzez represyjny aparat Państwa policyjnego. Ma to również zapewnić brak ofiar i zniszczeń w procesie przekazywania władzy – władzę zyskuje nie ten, który jest najsilniejszy w Państwie i pokona w wojnie domowej swoich rywali. W procesie swojego władania wybrani „przedstawiciele” powinni kierować się poglądami swoich wyborców, a każdy parlament powinien być w teorii mikro–obrazem społeczeństwa które go wybrało.

    Do tego ilość ośrodków, pomiędzy które jest cedowana władza (prezydent, premier, sejm, senat, sąd, policja, wojsko) pozwala na wzajemną kontrolę przez te ośrodki, uniemożliwiając jednemu zdobycie dominującej pozycji. Wraz z cyklicznością wyborów co cztery lata, to najważniejszy mechanizm, zabezpieczający przed powstaniem tyranii i dyktatury. I choć zgodzę się, że rządy jednego człowieka, któremu społeczeństwo by oddało większość władzy, mogłyby szybciej i mniejszym nakładem prac zaowocować pozytywnymi przemianami, to ryzyko powołania nieodpowiedniej osoby na takie stanowisko, lub (co bardziej prawdopodobne) jej przemiany w kierunku „ciemnej strony mocy” na skutek korumpującego charakteru władzy są zbyt duże, by świadome społeczeństwa mogły sobie pozwolić na takie ryzyko.
 


Czemu nie taka demokracja?

    Wyobraźcie sobie firmę, w której co 4 lata zmienia się cały zarząd i menadżerowie, bez względu na sytuację w której znajduje się firma. W którym co cztery lata może zostać zmieniona strategia, bez względu na to, czy dotychczasowa przynosiła efekty czy nie. Do tego nikt z nowo wybranych menadżerów, nie może zostać zwolniony przed upływem 4 lat. A po upływie tego czasu, bez względu na jego wyniki, może zostać wybrany ponownie do władz spółki.  Decyzje władz spółki są wpierw motywowane osobistą chęcią zysku menadżerów, później zapewnieniem sobie wyboru na kolejną kadencję a na samym końcu mają na uwadze dobro samej firmy. Dodatkowo zyski nie są przeznaczane tylko na rozwój firmy lub premie dla pracowników, ale także rozdawane arbitralnie znajomym menadżerów. Często dobro mniejszych spółek powiązanych z menadżerami jest ważniejsze, niż dobro spółki która ich zatrudnia. Czy ktokolwiek zainwestowałby złamany grosz w taką firmę?

    Niestety, tak wygląda współczesna demokracja. Jej założenia stały się już tylko listkiem figowym dla półmafijnych struktur w które na przestrzeni lat przeobraziły się współczesne demokracje. Co więcej, te lokalne struktury połączyły siły, których skutkiem stały się globalne programy wywiadowcze oraz negocjacje umów międzynarodowych takich jak ACTA, na które nie ma zezwolenia społeczeństw, a które wciąż się forsuje. Kontrolując edukację i media, zapewniły sobie władzę nad umysłami ludzi. Tak bardzo rozpowszechniona idea „pokojowego protestu” jest równie piękna i szlachetna jak nieskuteczna, co pokazały różnice w przebiegu protestów ruchu Occupy w świecie zachodnim i arabskiej wiosny. A majstersztyk polegający na wpojeniu amerykanom, że żyją w ojczyźnie Freedom, podczas gdy coraz bardziej podpadają pod definicję purytańskiego państwa policyjnego, zasługuje na nagrodę Nobla w dziedzinie public relations.

    Nieuzasadnione agresje wojskowe grup państw, katastrofalne w skutkach eksploatowanie dóbr naturalnych, kryzys finansowy, epidemie głodu i otyłości. To wszystko widoczne gołym okiem objawy dysfunkcji demokracji.


Błąd zawiniony

    Największym błędem współczesnego modelu demokracji jest fakt, że zasady dotyczące rządzących są określane przez nich samych. Czas trwania kadencji, sposób przeprowadzania wyborów, rozpisywania i wiążącej mocy referendów, sposób postępowania przed trybunałem stanu, zakres immunitetu, transparentność procesu legislacyjnego, obowiązek aktywności, sposób wydatkowania pieniędzy aż po ujawnianie portfeli polityków – to wszystko ustalają sami rządzący. W takim modelu nie może być mowy o wprowadzeniu najskuteczniejszych i najbardziej sprawiedliwych rozwiązań, gdyż automatycznie faworyzowane są rozwiązania promujące ochronę rządzących, ukrywanie mechanizmów władzy oraz rozmywanie odpowiedzialności. Co więcej, poprzez możliwość zmiany tych zasad w każdej chwili są one na bieżąco dostosowywane do ich potrzeb (jak chociażby metoda liczenia głosów). Okazuje się, że to to nie my, rządzeni, mówimy rządzącym, jak mają nami rządzić.  To rządzący ustalają jak będą nami rządzić. W XXI wieku nie może być zgody, by naczelnik więzienia sam ustalał rozmiar celi -  zawsze będzie go pomniejszał by zwiększyć swoje biuro.

    Nie ma żadnych przeciwwskazań, by to zmienić, wdrażając lepszą wersję demokracji, w której Ci którzy będą rządzeni, określą jak chcą być rządzeni. By to się stało wystarczy określające tę służbę zasady szczegółowo opisać w konstytucji, wraz ze sposobem wyboru rządzących i zabronić rządzącym zmiany tych zasad.


Punkt wyjściowy, czyli o podstawach zmian

    Ludzie się rzadko zmieniają. Dlatego ulepszony model, musi brać pod uwagę to, co już wiemy o politykach – że kochają władzę, w myśl zasady „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Że często załatwiają prywatne interesy wykorzystując swoją pozycję. Że trudno im przychodzi ograniczanie swojej władzy i korzyści z niej płynących. Że często podchodzą nieprofesjonalnie do swoich obowiązków –  mogą wydawać pieniądze źle, mogą tworzyć złe prawo, mogą w końcu nic nie robić. Robią to, gdyż my im na to pozwalamy, zgadzając się na 4 letnie kadencje podczas których są bezkarni. Do tego często bywają zlęknieni i prędzej będą chronić siebie za wszelką cenę niż wezmą odpowiedzialność za swoje czyny lub przyznają się do błędu. W końcu – są konformistami i wolą wsparcie grupy niż rolę samotnego wilka.**

    Przede wszystkim zaś nowa demokracja, musi brać pod uwagę ilość odpowiedzialności spoczywającej na rządzących. A jest ona niesamowita. Decydują o tym, jakim powietrzem będziemy oddychać, jaką wodę pić, w jaki sposób poruszać się po ulicach, jak załatwiać sprawy w urzędach i jak ratować życie w szpitalach, jak karać przestępców i jak ich resocjalizować. Dziś sięgają po tą moc decydowania praktycznie bez żadnych konsekwencji i postrzegają rządzenie jako przywilej, zamiast postrzegać jako służbę.  Otrzymując wielką władzę biorą bardzo małą odpowiedzialność za nią.


Demokracja 2.0

    Należy znieść 4-letnie kadencje parlamentu gdy wymienia się cały aparat władzy centralnej - jest to szaleństwo. W zamian tego wystarczy wprowadzić coroczną ocenę rządzących w formie wyborów, w trakcie której wymienia się 30 procent składu parlamentu. Zapewni to z jednej strony ciągłość władzy i płynne wykonanie już istniejących planów. Z drugiej, poprzez częstą ocenę i zmobilizuje polityków do konkretnych, wymiernych działań. W końcu zapewni rotację, konieczną do tego, by nie zdążyły się zawiązać trwałe struktury, które chciałyby obalić ten system lub sięgnąć po władzę absolutną. System taki dodatkowo aktywizowałby obywateli by zainteresowali się Państwem o wiele częściej niż raz na 4 lata i pozwalałby w krótkim czasie weryfikować skutki ich wyborów.

    By odpowiedzialność za decyzje nie rozmywała się w półtysięcznym tłumie (jak ma to miejsce obecnie w polskim parlamencie) ilość rządzących powinna być o wiele mniejsza.

    Groteską są nadania polityczne, w których ludzie nie mający pojęcia o danej dziedzinie, mogą prowadzić urzędy poświęcone danemu zagadnieniu. Dlatego stanowiska ministerialne powinny być obsadzane tylko przez specjalistów w danej dziedzinie.

    Pensje rządzących należałoby trwale związać ze średnią krajową na poziomie jej 4–5 krotności – by zapewnić wystarczająco godne życie, tym którzy pracują na nas, minimalizując ryzyko korupcji, a z drugiej strony dać wyraźny sygnał, że rządzenie może być sposobem na wiele rzeczy w ich życiu, ale nie na wzbogacenie się.

    Ponieważ z wielką władzą wiąże się wielka odpowiedzialność, dlatego rządzący muszą zostać wyjęci spod zwykłego prawa. Skoro tak niewielu ma decydować o losie tak wielu, dla nich specjalnie muszą zostać stworzone nowe zasady. Dla dobra wielu. Życie rządzących musi stać się w momencie wyboru transparentne – z kim rozmawiają, kiedy, co kupują, co sprzedają, za ile. Jeśli ktoś się decyduje rządzić naszym codziennym życiem, musi sam być gotowy do publicznego oglądu 24h na dobę. Ma to zminimalizować ryzyko zakulisowych działań i pozbawić ich komfortu prywatności, której tak chętnie pozbawiali dotychczas nas – swoich poddanych.

    Oddając władzę politykom, mamy prawo oczekiwać, że nasze oddolne inicjatywy będą poszanowane. Dlatego obywatelskie projekty ustaw muszą mieć pierwszeństwo przed projektami rządzących.

    I wreszcie odpowiedzialność. Rządzący muszą zacząć ponosić prawdziwe konsekwencje za swoje działania. Jeśli w wyniku ich działań ludzie mogą umierać w niedofinansowanych szpitalach lub na skutek chorych przepisów, jeśli miliony zależą od garstki ludzi, to tylko dla tej garstki powinno się wprowadzić surowe prawo, działające efektywnie w momencie zawiedzenia zaufania i mocy którymi ich obdarzyliśmy. Przez zawiedzenia zaufania mam na myśli najczęstsze grzechy polityków – korupcję, bezmyślne wydawanie pieniędzy, które są owocem naszej pracy i w końcu tworzenie bezsensownego prawa. Sędziowie oceniający te zachowania powinni być niezależni od rządzących i wybierani w wyborach bezpośrednich.

    Również wielu polityków otrzymuje korzyści ze strony przemysłu po skończonej kadencji. Są to niepisane umowy, w myśl których za wyświadczenie przysługi firmie X, firma ta zatrudnia byłego polityka na intratnym stanowisku. Jest to bardzo trudny do wyeliminowania proceder. Dlatego, jeśli ktoś się decyduje na tworzenie prawa w ramach ośrodka władzy, powinien na zawsze pożegnać się z możliwością otrzymania takiej gratyfikacji. Można to zrobić na dwa sposoby – zabraniając pracy byłemu politykowi w prywatnych firmach, (zostawiając mu tylko możliwość pracy w administracji publicznej) lub ograniczając jego zarobki do końca życia na poziomie wielokrotności średniej krajowej. Być może podniosą się głosy, mówiące, że jest to ograniczenie wolności jednostki. Owszem, jest. To nie poddani mają brać na barki skutki decyzji płynących z korupcyjnego lobbingu.  To polityk decydując się na rządzenie ludźmi, ma wziąć na siebie ograniczenia, chroniące jego poddanych.
 


O mediach i edukacji, czyli kształtowanie myśli w nowym modelu

    Media są narzędziem do kształtowania naszych myśli i opinii. W momencie w którym są one podporządkowane ośrodkowi władzy, będą kierowały uwagę i myśli na tory nie zagrażające tej władzy. W ten sposób władza decyduje co wiemy i o czym dyskutujemy. Tu znów należy odwrócić ten porządek – to my, jako społeczeństwo powinniśmy decydować o czym chcemy być informowani, jak i przez kogo. Na podstawie tych informacji podejmujemy decyzje w trakcie wyborów. Dlatego organy zarządzające mediami i sprawujące kontrolę nad telewizją publiczną takie jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinny być wybierane z pominięciem polityków w wyborach bezpośrednich.

    Kolejnym filarem kształtowania społeczeństwa jest edukacja. Szkoły kreują albo posłusznych obywateli nie rozumiejących zasad rządzących gospodarką, albo ludzi zdolnych do brania na siebie odpowiedzialności obywatelskiej. Dlatego edukacja również powinna być objęta specjalnym dozorem obywatelskim, czy to w formie wyborów bezpośrednich czy też innego mechanizmu, który równie skutecznie zapewni sensowne programy edukacyjne, przygotowujące młodych ludzi do życia w dojrzałym społeczeństwie.
 


Sposób ustanowienia i świat nowej demokracji

    Te kilka zasad to tylko jądro ulepszonego systemu. Jestem przekonany że kreatywność ludzi pod tym względem jest nieograniczona i wierzę, że sami możemy stworzyć zdrowe i efektywne zasady Demokracji 2.0. Czy zostaną one wprowadzone na drodze pokojowej czy na drodze rewolucji zależeć będzie od oporu obecnego systemu.

    Poniżej jeden z możliwych scenariuszy ustanowienia takiej demokracji: by całe społeczeństwo wybrało własną konstytucję wystarczyłyby dwa głosowania – jedno spośród wszystkich możliwych projektów, których prawo miałby zgłosić każdy kto zbierze tysiąc podpisów. Do tego sposób głosowania w drugiej turze również byłby wybrany w pierwszej turze – matematycznych sposobów które mogą posłużyć do dokonania sprawiedliwego i efektywnego wyboru jest więcej, niż nam się wydaje.

    Do drugiej tury przeszłoby 5 projektów konstytucji. I to z nich całe społeczeństwo wybrałoby zasady określające, jak mamy być rządzeni.

    Przyszłe zmiany w konstytucji mogłyby być dokonywane tylko za zgodą społeczeństwa, wyrażonej w wyborach. Zaś tworzenie praw lub łamanie jej ustaleń przez rządzących powinno być karane z największą surowością.


    Wierzę, że społeczeństwo uczone tego co jest mu potrzebne do życia, i informowane o tym, co chce wiedzieć, weryfikujące raz do roku konsekwencje swoich wyborów, może w sposób ciągły podejmować rozsądne decyzje. Władza, będąca służbą, z którą nie wiążą się przywileje, a niedogodności, ograniczyłaby znacząco ilość karierowiczów i ludzi chorych na nieograniczony pęd do władzy (ci dalej mogliby spełniać się w prywatnych firmach, generując zyski w postaci podatków i miejsca pracy).

    I choć nie ma gwarancji, że w nowym modelu w miejsce starych dysfunkcji nie pojawią się nowe, to o wiele większym błędem byłoby bierne przyglądanie się degeneracji obecnych struktur demokratycznych.




*Jakkolwiek anarchizujący lub odpowiedzialny za siebie jesteś czytelniku, większość ludzi potrzebuje w ich życiu roli przybranego ojca, który zaopiekuje się nimi i powie jak żyć. I większość ulega temu pragnieniu, cedując część odpowiedzialności za swoje życie na Państwo, gdyż tak jest im wygodniej. Być może następnym krokiem rozwoju systemów politycznych będzie przejęcie odpowiedzialności przez ludzi na siebie. Być może w dalekiej przyszłości dzięki internetowi urzeczywistni sięsen o bezpośrednich rządach społeczeństw. Mimo tego, wydaje się rozsądnym by niektórzy ludzie zajmowali się rządzeniem na pełen etat – pełne zaangażowanie sprzyja poznaniu systemu i specjalizacji, a specjalista od rządzenia może to robić efektywniej. Dzięki temu, stolarz nie obarczony problemem jak zmniejszyć zadłużenie wodociągów w jego mieście, może oddać się bez reszty robieniu pięknych stołów.


**Są tacy, gdyż taka jest natura ludzi  – ewolucja nauczyła nas preferować zachowania które są najlepsze dla mnie i dla mojego plemienia, oraz dzięki którym status w grupie nie obniży się.

 

czasami
O mnie czasami

wpadnie mysl czasami, czemu się nie podzielić i skonfrontować

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka