Tomograf na denacie? Arłukowicz porównał to do badania Tutanchamona

Redakcja Redakcja KO Obserwuj temat Obserwuj notkę 15
Bartosz Arłukowicz wywołał niemałe zdziwienie w mediach społecznościowych po swoich słowach na temat afery w Szpitalu Południowym w Warszawie. Były minister zdrowia, komentując w Kanale Zero zarzuty dotyczące wykonywania tomografii komputerowej pacjentom już po ich śmierci, porównał całą sytuację do badań mumii egipskich faraonów. W tej samej rozmowie odniósł się także do swojej znajomości z Dawidem Kacprzykiem oraz ocenił reakcję premiera Donalda Tuska na skandale w placówce medycznej. Arłukowicz uważa, że wyjaśnienie afery jest "wręcz książkowe".

Arłukowicz o tomografii po śmierci pacjentów. Padło to porównanie

Tematem wywiadu na żywo w Kanale Zero były relacje byłego ordynatora chirurgii Szpitala Południowego Emila Jędrzejewskiego. Lekarz twierdzi, że na szpitalnym oddziale ratunkowym, którym kierował Dawid Kacprzyk, dochodziło do poważnych zaniedbań. Według jego relacji część pacjentów miała umrzeć bez odpowiedniej opieki, a badania tomografem wykonywano dopiero po ich zgonie.

Do tych doniesień odniósł się Bartosz Arłukowicz, który od kilku dni poświęca swoją uwagę lekarzowi-sygnaliście. Europoseł Koalicji Obywatelskiej przywołał przykład badań egipskich mumii.

– Mumie Tutanchamona i Ramzesa II były zdiagnozowane. Nauka pozwoliła na postęp i analizę tego, jak się żyło w dawnych czasach m.in. dzięki tomografii. Tutanchamon miał robioną tomografię, a umarł dość dawno – powiedział.


Stwierdzenie byłego ministra zdrowia szybko wywołała liczne komentarze w mediach społecznościowych. Część komentatorów dopytuje, czy europoseł KO mówił poważnie, bo wspomniał o naukowych badaniach mumii, tymczasem w aferze w Szpitalu Południowym chodziło o nieprawidłowości na SOR-ze, które skutkowały zgonem niezaopiekowanego pacjenta, a następnie wykonaniem tomografu komputerowego na zmarłym. - Po to, żeby markować dokumentację - ujawniał Jędrzejewski w Kanale Zero.  


Bartosz Arłukowicz o Dawidzie Kacprzyku. "Już nie pamiętam" 

Podczas rozmowy Arłukowicz został zapytany o swoją znajomość z Dawidem Kacprzykiem, byłym koordynatorem SOR-u Szpitala Południowego i byłym radnym Koalicji Obywatelskiej w warszawskim Ursusie. Polityk przyznał, że wspierał Kacprzyka w kampanii wyborczej jako młodego kandydata jak dziesiątki innych, ale zapewnił, że później nie utrzymywał z nim kontaktu. Redaktor Jacek Prusinowski oponował - bo tylko Kacprzyka polityk promował w 2019 roku na swoich profilach w mediach społecznościowych. 

– To młody człowiek, wtedy student medycyny, który startował bodajże do rady dzielnicy albo miasta. Już nie pamiętam. Pomagałem bardzo wielu młodym ludziom w całej Polsce, dlatego rekomendowałem go jako młodego człowieka. Co się działo z nim potem? Jak widzimy, działo się źle – powiedział.

Arłukowicz zapewnił również, że dopiero po wybuchu afery dowiedział się, gdzie pracował Kacprzyk. – Ukończył medycynę, straciłem z nim kontakt. Nie wiedziałem, że jest lekarzem i gdzie pracuje. Dowiedziałem się w ciągu ostatnich 10–15 dni – stwierdził.

"Reakcja premiera była książkowa"

Były minister zdrowia pozytywnie ocenił działania podjęte po ujawnieniu nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Jego zdaniem reakcja Donalda Tuska była wzorcowa. – Po dwóch, trzech dniach od wybuchu tej sprawy premier informuje, że: po pierwsze Kacprzyk wylatuje z partii, po drugie wylatuje z pracy, po trzecie wchodzi tam prokuratura, po czwarte wchodzi tam NIK, wchodzi tam Izba Lekarska – wyliczał.

Po zwróceniu uwagi przez prowadzącego, że nie wszystkie decyzje były podejmowane przez premiera, Arłukowicz przyznał, iż sam nie ma pewności, czy Kacprzyk sam opuścił szeregi Koalicji Obywatelskiej. Taki był komunikat szefa warszawskich struktur KO i ministra Marcina Kierwińskiego. Mimo to Arłukowicz podtrzymał swoją ocenę. – Efektywność premiera w tej sprawie jest stuprocentowa. Kacprzyk nie jest dzisiaj radnym, a był. Nie jest dzisiaj lekarzem w tym szpitalu, a był. Nie jest dzisiaj członkiem Koalicji, a był – powiedział.

Zdaniem Arłukowicza, afera w Szpitalu Południowym jest tożsama z podsłuchami sprzed ponad dekady, jeśli mowa o celu, jakim jest odsunięcie KO od władzy oraz zaangażowaniu polityków i mediów. 

Afera w Szpitalu Południowym

Sprawa Szpitala Południowego wybuchła po publikacjach portalu Zero.pl. Według tych ustaleń Dawid Kacprzyk, będąc koordynatorem SOR-u i jednocześnie radnym Koalicji Obywatelskiej, miał zarobić około 1,6 mln zł w ciągu jednego roku pracy podczas specjalizacji z anestezjologii.

Portal informował również o podejrzeniach, że politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani poza kolejnością i korzystać z szybkiej diagnostyki oraz badań wykonywanych niemal od ręki. Po ujawnieniu sprawy Kacprzyk przestał pełnić funkcję koordynatora oddziału, zrezygnował z mandatu radnego, a w szpitalu rozpoczęły się kontrole prowadzone przez Narodowy Fundusz Zdrowia, Ministerstwo Zdrowia oraz warszawski ratusz. Sprawą zajmuje się także prokuratura, która prowadzi dwa śledztwa dotyczące działalności Szpitala Południowego oraz możliwych nieprawidłowości na szpitalnym oddziale ratunkowym. 

Fot. Bartosz Arłukowicz w Kanale Zero/screen

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj15 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka