37 obserwujących
5817 notek
2030k odsłon
  133   0

to już 40 lat od pamiętnej nocy 13 grudnia 1981 roku...

Wtedy byłem młodym człowiekiem starającym się zdobyć wyższe wykształcenie. Wiosna 1980 roku przyniosła nowe wieści o charakterze politycznym. Wiadomo było, że studenci ne mogą zostawić robotników i trzeba liczyć się ze skutkami tego poparcia.

Starsi koledzy przypominali rok 1968, rok 1970 i skutki protestów roku 1976.

Niestety, z rozpasaniem komuny nie można już było pogodzić się. Wiadomo było, że mimo ukończenia studiów, bez poparcia PARTII na żaden awans nie będziemy mogli liczyć.

A kto pracował - ten bez poparcia partii nie miał szansy ani na kolorowy telewizor, ani na meble, a o mieszkaniu czy samochodzie raczej nie można było marzyć...

Była pewna szansa na wyższe zarobki "na kontraktach" - oczywiście zagranicznych. Było to reglamentowane pośrednictwo pracy poza granicami Polski, ale zarobki były już nie byle jakie. Tyle, że załapanie się na trzyletni kontrakt także zależało od zwierzchników...

W tamtym czasie praca poza granicami Polski nie była tak dostępna, jak teraz. Trzeba było wymknąć się z Polski niepostrzeżenie. Wiązało się to z udziałem w legalnym wyjeździe na przykład w charakterze kibica czy też biorąc udział w turystycznej wycieczce zagranicznej i już poza granicami Polski trzeba było przedostać się do właściwego urzędu z prośbą o "azyl"... Wiadomo, że groziły poważne konsekwencje, gdyby to nie powiodło się, ale uzyskanie pracy już nie stanowiło problemu.


A w kraju - cóż, praca za marne grosze i przydziały na fiacika 126p. Przydziały na mieszkanie i coraz większe trudności w nabyciu wszelkich artykułów niezbędnych do codziennego życia. Także podobnie było z artykułami spożywczymi. Niby było wszystko - ale nie dla każdego w dowolnie wybranym czasie...

My - studenci - mogliśmy wziąć udział w tym wolnościowym zrywie - ale w przypadku porażki trzeba było liczyć się z konsekwencjami.

A w życiu poza uczelnią było już "normalnie" - czyli często nie można było dotelefonować się do rodziny, rozmowy "międzymiastowe" wymagały udania się na pocztę i tam po dłuższym lub krótszym oczekiwaniu udawało się uzyskać połączenie. Centrale automatyczne były raczej wyjątkiem a telefony w mieszkaniach także nie były dla każdego.

Tradycyjnie - o 19:30 Dziennik telewizyjny, o 20 film i koniec programu TV. Program radiowy - 1 i lokalny -2 oraz rewelacyjna 3. na falach UKF...

I kolejki za wszystkim. W gazetach także nie o wszystkim pisano, bo Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk (potocznie - "cenzura") kontrolował każdą próbę publikacji czy to w prasie, czy też w postaci przedstawienia teatralnego czy widowiska.

Nie było możliwości - by aktor mówił coś od siebie bez wcześniejszego uzgodnienia z cenzorem - co może powiedzieć...

W takiej atmosferze nadeszło lato, sesja letnia, wakacje oraz praktyki studenckie. Przeczuwaliśmy wszyscy, że "coś" wisi w powietrzu. W sierpniu 1980 roku komunikacja we wszystkich większych miastach przestałą funkcjonować i jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki  w Dzienniku Telewizyjnym poinformowano o wielkim proteście społecznym w Gdańsku - gdzie robotnicy Stoczni Gdańskiej przystąpili do strajku okupacyjnego.

Początkowo nikt nic nie wiedział, ale po kilku dniach mogliśmy już obserwować bieg wydarzeń a najczęściej ze strony strajkującej załogi pojawiał się nikomu nie znany mężczyzna - jak okazało się już później - Lech Wałęsa.

Charakteryzował się on szczególnie dużym wąsem a w rozmowach z dziennikarzami był raczej prostacki.Ale to ON głównie przedstawiał  cel strajku.

Coraz częściej mogliśmy czytać w prasie prowadzone z nim wywiady a koniec sierpnia przyniósł wiadomość o zakończeniu tego strajku. Był to trudny okres, bo w takim mieście - jak Wrocław - trudno było przemieszczać się bez korzystania z komunikacji miejskiej. Wagony stały w zajezdniach a za zamkniętymi bramami czuwali pracownicy komunikacji miejskiej. Pozostali mniej lub bardziej popierali ten protest a wiele osób dostarczało strajkującym w różnych zakładach pracy pożywienie.

Zakończenie strajku przyniosło też  zatwierdzenie postulatów o charakterze socjalnym. Na tak zwanej liście 21 postulatów znalazły się między innymi deklaracje "wolnych sobót" czy religia w szkołach a nie w salkach katechetycznych.

Codzienne życie przyniosło pewne zmiany. Pojawiły się też trudności w zaopatrzeniu. Ale władza na wszystko znalazła radę. A społeczeństwo dowiedziało się o sklepach w "komitetach" - do których to obiektów wpuszczani byli tylko nieliczni.

W mediach trwały dyskusje na temat, jaka ma być ta "Polska" i jak ma wyglądać demokracja.

Zdarzały się też i inne problemy. Na przykład dotkliwie pobito jednego z uczestników strajku w Gdańsku. No i też zaczęły się kłótnie w najwyższych kręgach "Solidarności"...

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale