Książka ma kilka wątków. Pierwszy to oczywiście GROM. Autor w interesujący i syntetyczny sposób omawia całą historie oddziału, począwszy od powstania, skończywszy na operacjach w Iraku. Pokazuje blaski i cienie służby w tej formacji (więcej jest cieni). Codzienną harówe na ćwiczeniach i podwyższone ryzyko związane z wykonywaniem zawodu żołnierza. Publikacja jest fascynująca gdyż dzięki niej człowiek taki jak ja, który z żołnierką ma do czynienia tylko w trakcie filmów wojennych, uświadamia sobie nagle jak skomplikowaną i niebezpieczną profesją jest wojsko. Zestawienie wszystkich detali dotyczących selekcji kandydatów, szkolenia, wyposażenia, taktyki, etc. robi wrażenie. Miło jest przyjąć do wiadomości, że mamy grupę profesjonalnych wojskowych w WP. Niestety niezbyt liczną grupę.
Z książki wyłania się dosyć przykry obraz zmuszający do stwierdzenia, że nasze wojsko odziedziczyło po PRL jakąś dziwaczną, zbiurokratyzowaną strukturę, w której najważniejsi są sztabowcy a żołnierze są od „czołgania się”. Nie wiem jak sytuacja wygląda teraz. Mam wrażenie, że się poprawia. Już nie słyszymy regularnie, co parę miesięcy, że GROM komuś przeszkadza i ma być rozwiązany lub przeniesiony do Żandarmerii Wojskowej, więc może wszystko zmierza w dobrym kierunku. O jednostce przestano mówić w kontekście skandalu. I dobrze.
1999 - 36
2000 - 52
2001 - 34
2002 - 40
2003 – 20
Nie pokazuje danych na temat samobójstw nieudanych. To jakieś dodatkowe 30%. Misja w Iraku trwa od 2002 roku (wtedy pojawili się tam Gromowcy) i jak na razie pochłoneła 24 ofiary śmiertelne. Wygląda na to, że w ciągu tych wszystkich lat więcej strat ludzkich wygenerowało wojsko w kraju w warunkach pokojowych, niż na wojnie w Iraku. To daje do myślenia.
***
Kolejny wątek książki, stosunkowo najmniejszy i opisany najbardziej lapidarnie to polityka wokół jednostki i wojska. Autor, poza postaciami już historycznymi jak założyciele GROM, czyli generałem Sławomirem Petelickim i ówczesnym szefem MSW Krzysztofem Kozłowskim, pokazał także polityków, którzy najoględniej mówiąc nie przysłużyli się wojsku. Począwszy od niejakiego Henryka Majewskiego (członek UW, zwany w resorcie Benkiem Majonezem), który swego czasu podpisał rozkaz rozwiązania GROM, przez Janusza Pałubickiego znanego z tego, że doprowadził do dymisji Gen. Petelickiego, skończywszy na byłym ministrze Bronisławie Komorowskim.
Z postacią Komorowskiego łączy się najdziwniejsza historia pokazująca jednocześnie słabość tego człowieka i modus operandi postpeerelowskich wojskowych. Pisze o tym trochę więcej, ponieważ facet ma szanse zostać premierem i warto mu się intensywniej poprzyglądać. Podobno przed objęciem stanowiska Komorowski jako przewodniczący Komisji Obrony Narodowej bardzo cenił GROM. Kiedy został ministrem dowiedziano się w Sztabie Generalnym, że Pan Bronek lubi polować i oddelegowano do jego osoby niejakiego gen. Słowińskiego, który był najlepszym myśliwym w SG. Słowiński zaczął zapraszać ministra do ośrodka wypoczynkowego w Omulewie. Dalej cytat z książki. „Minister zachwycony możliwością strzelania do prawie oswojonych dzików i jeleni, bardzo szybko przeszedł na „ty” ze Słowińskim. Nie przeszkadzało mu, że na prywatne polowania latali wojskowymi śmigłowcami. Była to część chytrego planu. Później namówiono ministra, żeby na zjazd rodziny Komorowskich poleciał wojskowym śmigłowcem MI-8 – opowiada gen. Petelicki” (str.240). A potem nastąpił kontrolowany przeciek do prasy i zaczęto o sprawie mówić. Szybko pojawił się Słowiński i zaproponował wyciszenie sprawy w zamian za zrobienie „porządku” z GROM („bo oni najwięcej zarabiają, a nic nie robią”). Przeniesienie jednostki do Żandarmerii Wojskowej byłoby zrealizowaniem koncepcji SG. Minister podpisał rozkaz o przeniesieniu, jednak po kilku dniach się z niego wycofał. Gdy nie wyszło z pomysłem „przeniesienia”, czyli likwidacji jednostki, sztabowcy zmusili go do podpisania decyzji o obniżeniu uposażeń (z 4k do około 2k PLN). Komorowski zrobił to na dwa dni przed swoim odejściem ze stanowiska. Po tej decyzji jednostkę opuściło około 60 żołnierzy (trzyletnie szkolenie jednego operatora sił specjalnych to koszt około 1mln$). Podobno minister musiał zapłacić za wszystkie swoje loty śmigłowcem. Ciekawe czy pokazał rachunki? ;)
Dla przypomnienia. Kolejną historią, jaka przydażyła się w MON za kadencji Komorowskiego to słynna afera korupcyjna z panami Farmusem i Szeremietiewem. Komorowski, jako zwierzchnik tych ludzi, nie poniósł żadnej odpowiedzialności. Nawet politycznej. Do tego dochodzą jeszcze jego dziwne „przypadki” z ludźmi z WSI, opisane w raporcie Macierewicza. Procesu o zniesławienie nie ma. Sprawa wygląda dosyć mętnie. Warto by o to wszystko popytać przyszłego premiera.
Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (6)